18 sty 2016

...

żyję cicho krwawiąc... krwawię cicho żyjąc...

Zwieszam bloga i nie wiem do kiedy. Na pewno za jakiś czas coś się pojawi, ale nie wiem za ile... tydzień, miesiąc. Muszę się pozbierać. Na razie nie mam siły na nic. Wszystko mnie boli, wewnętrznie czuję się wypluta, bez uczuć. Myśli autodestrukcyjne już jakoś ponad miesiąc temu do mnie powróciły. Nie mam najmniejszej ochoty na testowanie. Chciałabym się na jakiś czas odciąć od świata i zasnąć, a obudzić się w piękniejszym świecie.

Myślałam, że większego bólu już nigdy nie poczuję, ale jednak obecny przygniótł mnie totalnie do ziemi. Tak, że nawet nie jestem w stanie myśleć. Łzy same lecą z moich oczu, choć jestem wypruta, nieczuła, a wyraz mojej twarzy nie pokazuje nic. W ciągu dnia zakładam maskę, choć i ona już powoli nie wystarcza. Oczy zdradzają wszystko.

Muszę się wziąć w garść...

...ale nie wiem jak.

16 sty 2016

Gofr "Caprisse" z nadzieniem mlecznym

Dzisiaj mam ważne spotkanie, a to oznacza stress level up. Trzymajcie za mnie kciuki!

Dawno temu recenzowałam Caprisse o smaku czekoladowym (TU), pewnie już zdążyliście o nim zapomnieć, ale ja wspaniałomyślna przypomnę Wam, że została również wersja z nadzieniem mlecznym. Po otwarciu opakowania poczułam biszkoptowy zapach z dozą alkoholu (coś, jak cukierki z alkoholem).
Nadgryzłam biszkopt, który okazał się mięciutki, delikatnie wypieczony, ale nie chrupiący. W smaku bardzo słodki, minimalnie tłusty.
Następnie dostałam się do warstwy z tłustym, słodkim, alkoholowym, mazistym kremem, który przypominał mi budyń.

Gofr Caprisse z nadzieniem mleczny okazał się lepszy od poprzednika, pod wieloma względami, aczkolwiek myślę że najważniejszym z nich jest - nienachalna słodycz. Ów konkurent smakował znacząco lepiej, i jeśli miałabym się na niego podobnie skusić, to wybrałabym właśnie ten wariant.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie

13 sty 2016

Jogurt malinowa tarta, Bon Creme

Drugim smakiem Bon Creme, który spróbowałam był wariant brzmiący jakże ochoczo,"tarta malinowa", o poprzednim kokosowo-migdałowym możecie przeczytać TU.
Po zdjęciu pokrywki moim oczom ukazał się jasno-różowy jogurt z małymi malinowymi plamkami, pachnący jak biszkopciki.
W smaku okazał się on słodki, lekko kwaskowaty. Zdecydowanie dominował w nim posmak malinowo-biszkoptowy, który przełamywała bardzo przyjemna kremowość i tłustawość.
Jogurt zawierał malinowe pesteczki, które chrupały pod naciskiem zębów. Jak dla mnie były zbędne, ale być może miały podkreślić malinowość produktu, kto wie?

Bone Creme o smaku malinowej tarty okazał się bardzo smacznym, delikatnym tworem, którego być może spróbuję jeszcze w przyszłości. Póki co - polecam!

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

11 sty 2016

Milka Carmel

Każdy z nas ma chyba swoje ideały wśród czekolad, albo chociażby potrafi wskazać pionierskie firmy, które (zazwyczaj) go nie zawodzą. Tak jest w moim przypadku z niemieckimi tabliczkami od Milki. Lubię od czasu do czasu się nimi zasłodzić i poczuć zew fioletowej krowy. Aczkolwiek nadal mam pewne zastrzeżenia co do pół-płynnych nadzień. Więc do tej wersji podchodziłam sceptycznie, ale... jak ona wypadła?
Otóż to... po otworzeniu typowego fioletowego z widocznymi dwiema haniebnie kuszącymi kostkami cukru czekolady. W tym z jednej z nim wylewał się karmel tworząc ogromną złoto-żółtą plamę, poczułam bardzo przyjemny, słodko-czekoladowy zapach. Wyczułam w nim również pewną karmelowość. Był on bardzo zachęcający.
Na pierwszy rzut chciałam spróbować samej czekolady, ale muszę przyznać iż było to bardzo ciężki zadanie, gdyż karmel pod naciskiem zębów (bądź noża - co kto lubi) zaczął wypływać gromkim strumieniem ciapiąc wszystko dookoła. W każdym razie sama w sobie czekolada była lekko chrupiąca. Delikatnie rozpuszczała się w ustach uwalniając swój początkowo kakaowy, a następnie przyjemnie lekko orzechowy posmak z ogromną dawką słodyczy.
Karmel wyścielający kostki od wewnątrz był przede wszystkim bardzo delikatny. Mocno podkręcał słodycz produktu lepiąc się do podniebienia (na szczęście nie w sposób irytujący), ale brakowało mu charakteru.

Jeśli miałabym w paru zdaniach opisać milkę carmel, to może zacznę od tego iż jest to całkiem niezły produkt. Najlepsza chwila podczas jej konsumpcji przypada na moment gdy czekolada rozpuszcza się w buzi razem z karmelem, aczkolwiek (!) oddzielnie oba te produkty raczej by mi już tak nie smakowały, gdyż sama czekolada jest zbyt prosta, a karmel za delikatny.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: pewnie tak

8 sty 2016

Twix Top

Ciasteczka połączone z batonikami w wersji "top" pojawiły się już dawno temu w biedronce. Od razu przykuły moją uwagę i musiały koniecznie pojawić się na moim blogu. Jako pierwszą do recenzji wybrałam wersję Twix.
Po otwarciu paczuszki poczułam przyjemnie karmelowy, ciasteczkowo-czekoladowy zapach. Najpierw odgryzłam ciasteczko, które było dobrze wypieczone - nie za twarde, nie za miękkie, tylko przyjemnie chrupiące. Samo w sobie miało też bardzo ładny kolor.
W smaku było bardzo charakterystyczne Neutralne, delikatne, lekko słodkie, lekko słone... trochę dziwne.
W ciasteczku został umieszczony lekko ciągutkowy karmel, hojnie przykryty słodką, margarynowatą czekoladą. Przywodzącą na myśl tani produkt z dolnej półki.

Twix top'y mnie nie oczarowały. Całość razem była całkiem smaczna, ale po kolejnych gryzach robiła po prostu się nudna.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie: jakby były sprzedawane po jednej sztuce, a nie w wielkim kartonie, to może bym się ponownie skusiła :)

6 sty 2016

Monte z czekoladą, orzechami i sosem czekoladowym

Pewnego dnia nadszedł czas na wypróbowanie kolejnego deserku od monte, tym razem padło na wersję z sosem czekoladowym, czekoladą i orzechami (o poprzedniej karmelowej możecie przeczytać TU).
Po otworzeniu wieczka poczułam zapach gorzkiej, mocno-kakaowej czekolady z nutką kawy. Był on przyjemny i zachęcający do spróbowania. Szybko zanurzyłam łyżeczkę w gładkim, kremowym deserku i poczułam słodki, bardzo słodki, tłustawy smak z minimalnie wyczuwalną goryczą. Szybko też natknęłam się na gęsty sztuczno-wodnisto-czekoladowy sos. Był on niesmaczny i mało wyraźny.

Całościowo deser był taki... całkiem całkiem. Aczkolwiek nie kupię go ponownie ze względu iż oczekiwałam czegoś innego, a już totalnie zawiodłam się gdy doszłam do wniosku, że w owym produkcie brakuje orzechów i czekolady. A przynajmniej takich jakich sobie wyobrażałam.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie

4 sty 2016

Lód na patyku daim

Akurat na święta nie miałam internetu. Smutno mi, bo chciałam Wam złożyć życzenia, no ale przepadło. W każdym razie rozpoczęliśmy nowy rok 2016. Z całego serca życzę wszystkim czytelnikom, aby był on lepszy od poprzedniego pod każdym względem m.in miłości, zdrowia, pracy. Abyśmy się rozwijali i wchodząc w 2017 mogli powiedzieć "to był udany rok". Żebyśmy podejmowali dobre decyzje i ich nie żałowali i aby nasze najskrytsze marzenia stały się rzeczywistością.

Poprzednie recenzje tej lodów z tej serii możecie przeczytać Tu i tu. Dzisiaj nadeszła pora na recenzje Daima na patyku.
Po otworzeniu charakterystycznego, daimowego opakowania poczułam słaby, lekko orzechowy zapach.
Lód był pokryty chrupką, maga słodką czekoladą, tak słodką że aż sprawiała włażenie gorzkiej (wiem jak to irracjonalnie brzmi). Poza cukrem wyczułam w niej również subtelny posmak kakao. Miała ona w sobie przyjemny posmak karmelu i jego małe, lekko słone, chrupiące cząsteczki.
Lód był delikatny, śmietankowy, tłusty, słodki (ale nie przesadnie). Miał w sobie kawałki czekolady, ale była ona mniej słodka i sztuczniejsza niż ta z polewy. Byłabym usatysfakcjonowana gdyby je usunęli.

Daim na patyku okazał się smacznym, bardzo słodkim tworem. Chętnie kupię go jeszcze nie jeden raz podczas "cukrowego-głoda".

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: tak

22 gru 2015

Deser "Orito"

Dzisiaj wigilia klasowa, czyli stres, stres, stres... To moja pierwsza wigilia z klasą w życiu, dość późno nie?
A tak w ogóle to wczoraj występowaliśmy z ksm'u w domu starców. Bardzo mi się podobało, aczkolwiek smutno patrzyło się na tych wszystkich ludzi. Największą satysfakcje dawały mi chwile, gdy się uśmiechali, albo śpiewali razem z nami - bezcenne.

Deserki "Orito" pakowane podwójnie znalazłam w biedronce. Zaciekawiły mnie swym niebanalnym formatem, toteż postanowiłam je zakupić. Przypominały mi wielkie ciastka oreo, ale w wersji bardziej deserowej, co przypadło mi do gustu, bo o ile same oreo są dla mnie dość obojętne, tak różne deformacje tradycyjnej wersji ów przysmaku działają na mnie jak magnes.
Po otwarciu orita poczułam przyjemny, słodki, lekko gorzkawy zapach przypominający markizy. Zanurzyłam w nim łyżeczkę i na pierwszy ogień spróbowałam warstwy białej, której konsystencja przypominała napowietrzony, kremowy mus. W smaku był on bardzo słodki, mocno maślano-śmietankowy i dość tłusty. Tlił się w nim jakiś kakaowy posmak.
Ciacho wyścielające dno i wierzch plastikowego kubeczka było czarne. Przypominało brownie - tłuste, zbite, ciężkie, lecz tak naprawdę było mięciutkie, mocno kakaowe i bardzo tłustawe. Nie wyczułam w nim zbytniej słodyczy.

Całość smakowała błogo, słodko i bardzo tłusto. Jest to dobry produkt, aczkolwiek szybko się nudzi.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

19 gru 2015

Müller Riso agrestowe

Jak dobrze, że już jestem po testach. Są wstępne wyniki - 79% z historii i 100% z wosu. Jestem mega zadowolona, chciałabym takie wyniki mieć (no może z historii o 1% więcej, ale dali tak idiotyczne zadanie z pewną ikoną, że straciłam na nim 3 punkty) na prawdziwym egzaminie. Spodziewałam się 40-50% bo szłam zupełnie nieprzygotowana (nawet długopisu zapomniałam). Chyba najgorzej pójdzie mi część matematyczno-przyrodnicza, bo prawie wszystko strzelałam. No, ale pożyjemy, zobaczymy.
A dzisiaj lecę do kina na Kosogłosa!
Miłego dnia :*

Gdy pewnego dnia na półkach sklepowych zobaczyłam riso agrestowe byłam lekko zszokowana i nie dowierzałam własnym oczom. W końcu nie często spotyka się deserki bądź jogurty o takim smaku. Kubeczek owego riso powędrował do mojego koszyka.
Gdy nadszedł dzień recenzji spokonie mu się przyjżałam. Jego opakowanie mnie odpychało. Coś mi w nim nie pasowało. Być może chodzi tu o dziwny kolor zieleni, albo nieurodziwy wygląd agrestu. Nie wiem.
W każdym razie po otworzeniu wieczka jako pierwszy na test załapał się ryż. Pachniał on słodko, mlecznie i bardzo... ryżowo. Jego smak był mleczno-tłustawy, tliła się w nim delikatną słodycz. Mniam!

Następnie zabrałam się za agrest. Na początku wyczułam jego lekką woń, a następnie go spróbowałam. Z jednej strony był kwaśny, a z drugiej słodki i cierpki. Zdecydowanie wyczułam w nim cień jego charakterystycznego posmaku.
Po wymieszaniu zawartości obu kubeczków kwaśność zmalała i nie była już tak nachalna. Jedynie równoważyła całość. Natomiast zdecydowanie dominował tu słodki, mleczny smak.

Reasumując muller wyprodukował całkiem ciekawy i smaczny ryż na mleku. Łamie on zdecydowanie dotychczasowe połączenia smakowe. Jest to coś do czego chętnie jeszcze kiedyś powrócę.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: tak

17 gru 2015

Czekolada z fiołkami, Krakowski Kredens

Ostatni dzień egzaminów próbnych. Już mam dość. Rzadko zdarza się, abym miała coś dobrze, a w większości przypadków strzelam. Dlaczego robiąc zwykłe testy próbne z poprzednich lat były one takie proste, a te są tak idiotycznie skonstruowane, że mam ochotę dać je do napisania autorowi i z nożem w ręku czekać aż się pomyli...
Fajnie jest znaleźć czekoladę wartą 9,99 zł za 4,99 zł. Tak właśnie ostatnio moja rodzicielka upolowała te tabliczkę w almie. Czy jest ona warta swojej pierwotnej, nieobniżonej ceny?
Patrząc na opakowanie pomyślałam, że jest skromne, ale nie ma sensu wyrokować. Czasami skromniej znaczy lepiej. Po jej odpakowaniu zostałam lekko zszokowana - okazało się, że od spodu czekolada została już za nas podzielona na kostki. Natomiast nam do podziwiania pozostawiono wersję z fioletowymi piegami, to znaczy... fiołkami.
W zapachu czekolada jest mocno kakaowa, gorzkawa. Dość dziwna. Wyczułam w niej równeż nutkę cappucino i jakiejś wytrawności. Natomiast fiołki są zupełnie niewyczuwalne.
Po włożeniu kostki do ust poczułam początkowo smak cukru pudru. Następnie wmieszał się również bardzo mleczny posmaczek. Mogę spokojnie stwierdzić iż jest to czekolada zdecydowanie bardziej mleczna od swoich pierwowzorów.
Kostki szybko i delikatnie się rozpuszczają. Tworzą w buzi gęstą, ciężką masę. Czekolada sprawia wrażenie jakby była wykonana z dobrej jakości składników.
Fiołki w niej zawarte są twarde i mają dziwny lekko słodki posmak. Właściwie to nie mam pewności czy to są fiołki, gdyż ich wcale nie przypominają. Raczej to jakieś dziwne, chrupkie, zabarwione na granatowo cukierki.

Ta czekolada to całkiem przyjemne doznanie dla kubek smakowych. Być może rzeczywiście wyróżnia się smakiem i pomysłowym dodatkiem na tle innych mlecznych czekolad, ale nie jest warta swej ceny.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: nie