16 paź 2015

Fakt #1, Fakt #2

Obiecałam, że przybliżę moją postać wszystkim czytelnikom tego bloga. Zadania dotrzymuję i zachęcam do zapoznania się z faktem #1, stresuje mnie komunikacja miejska. Otóż to. Nigdy nie miałam przywileju jeżdżenia autobusami. W mojej paromiesięcznej komunikacyjnej karierze kilka razy przejechałam się szynobusem, czyli autobusem na szynach. Polecam, gdyż jest to bardzo szybka (15 km w 10 min!) i tania możliwość dojazdu do wyznaczonego miejsca.
Ale! Przecież są jeszcze autobusy.
To jest autobus

Wczoraj udałam się na pewną ulicę (której nazwy nie znam) i czekałam sobie na "1". Ów autobus spóźnił się niestety dziesięć minut. Bez stresu zajęłam miejsce na stojąco i obczajałam przystojnych mężczyzn, tudzież chłopaków. Wykazałam się swoim jakże niepodważalnie wysokim wskaźnikiem iQ wysiadając, o przystanek za szybko i stwierdzając... że się zgubiłam. "Dobra tu budynki, tam szpital, hm... ale... przecież tu miała być galeria!" - pomyślałam. Na spokojnie, snapując o moim tragicznym losie znajomym poszłam przed siebie i, nie uwierzycie, dotarłam! Jakże byłam szczęśliwa gdy po kilometrowym marszu pod górkę wyłonił się szyld sklepowy niczym delfin z morza. Już miałam wykonywać taniec szczęścia na środku parkingu, rzucać się na ludzi i tulić ich pod wpływem emocji. Czułam się dosłownie jak Edmund Hillary zdobywający Mount Everest - szczęśliwa, wzruszona, zdumiona i dumna z wykonania czynu przerastającego nie jednego ziemianina. Przyznajcie, czyż nie mam racji?




No, tak w sekrecie jeszcze dopiszę, że lubię czasem egzagerować. Chociaż trudno to dostrzec, gdyż we wszystkim co robię jestem bardzo poważna. To w sumie fakt #2, ale co tam. Wiecie o mnie więcej!




20 komentarzy:

  1. A mnie nie stresuje komunikacja miejska :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mnie tam nie straszna, bo to codzienna moja "atrakcja"...

    OdpowiedzUsuń
  3. Mi dojeżdżanie autobusem nie przeszkadza, a przynajmniej w wymiarze minimalnym czyli jeden do szkoły/jeden ze szkoły. Rano jak jadę mam czas na przeglądanie blogów, więc to taka chwila dla siebie.Zaś gdy wracam jestem na tyle zmęczona, że jak dostane miejsce siedzące to nie narzekam już na nic :D
    A słowem egzagerować mnie zagięłaś, musiałam wygooglować :P I choć czasem mi też się to zdarza to.. Nigdy się do tego nie przyznam ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zazwyczaj z rodzicami jeżdzę bo mam fajne godziny. Czasam wchodzę wtedy na blogi, czasami się uczę. Ale jak wracam to też już nie mam na nic ochoty :D

      Właśnie takie było zamierzenie :* Ja jestem dość otwarta choć pewnych kwestii nie poruszam :)

      Usuń
  4. Mnie również nie stresuje, ale brawo za dotarcie do celu ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jestem beznadziejna jeżeli chodzi o orientacje w terenie więc Cię rozumiem. :D

    OdpowiedzUsuń
  6. hahaha, ja mam identycznie z przesadzaniem! Ale u mnie jest gorzej bo ja całkowicie nie zdaję sobie z tego sprawę, jakby ktoś ,,inny" obcy siedział we mnie i ubarwiał pewne rzeczy. Nie mam pojęcia, skąd mi się to bierze xDD Nie wiem czy to wyobraźnia od środka ma takie figlarne różowe okulary i mi potem przekazuje takie wyjaskrawione obrazy, czy to coś w podświadomości siedzi. Ale żauważyłam, że mam to po mamie, bo ona też kompletnie nie zdaje sobie z tego sprawy :) Dzisiaj nawet miałam wpadkę przy wykładowcy, bo powiedziałam mu, że pamiętam jak coś opowiadał: a on mi powiedział, że było inaczej trochę xDD Ale mi było wstyd, bo w tamtym momencie dosłownie dałabym sobie rękę uciąć że prawdę mówię- to bywa mega kłopotliwe i wstydliwe...

    Mnie też czasami stresują, jeżeli gdzieś się spieszę, a zależy mi na czasie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj, u mnie aż takich sytuacji nie ma, ale lubię czasem coś ubarwić ;D

      Pośpiech jest straszny. Ja zawszę boję się, że nie zdążę więc chcąc nie chcą na autobus/szynobus docieram z min. 10 minutowym wyprzedzeniem.

      Usuń
  7. Do autobusów nic nie mam i zawsze lubiłam nimi podróżować, choć miejsce stojące nie należy do moich ulubionych :P Niekiedy byłam w stanie iść 2 przystanki wcześniej na tramwaj czy autobus, żeby tylko usiąść :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi to aż takiej różnicy nie robi ;D

      Usuń
  8. Hahaha. Mnie komunikacja miejsca stresowała na maksa w podstawówce. Potem było coraz lepiej, z czasem pokochałam jeździć autobusami i tramwajami. Teraz gdzie bym nie wysiadła, to i tak dotrę do domu. Można: sprawdzić lokalizację w telefonie, sprawdzić na mapie, która stoi w różnych miejscach miasta, zapytać kogoś o drogę, zadzwonić do bliskich, podejść na pieszo parę ulic i znaleźć znajomy punkt... Jest naprawdę dużo opcji. Trzeba znaleźć najwygodniejszą i się do niej stosować, a wtedy szybciutko okiełznasz tą dziką i nieobliczalną komunikację.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za rady :*
      Ja właśnie mam takie "schematy". Zawszę idę tą samą drogą/jadę tym samym środkiem komunikacji. Wszystko jeszcze przede mną :D

      Usuń
  9. Ile ja się w życiu najeździłam autobusami 6lat do szkoły jeździłam,dobrze,że podstawówka była w moim miasteczku bo jeszcze jakbym miała wtedy jeździć ehh.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się jeszcze na studiach i w liceum najeżdżę, haha :) Teraz bardzo sporadycznie ;)

      Usuń
  10. My zawsze poruszałyśmy się swoim samochodem i też miałyśmy nie lada wyzwanie nagle przestawić się od września na tramwaje i autobusy :P Teraz już nas to tak nie stresuje ale wcześniej było podobnie jak u Ciebie :P

    OdpowiedzUsuń
  11. Buahahha, bardzo fajny drugi fakt. :D
    Hmm, ja w sumie - tak mi się wydaje - nie mam czynników, które by mnie stresowały. :D
    No może oprócz tego, że kiedy mam mówić komuś coś ważnego - to tak, ale przy na przykład tańczeniu w formie wygłupów na scenie przy 1/3 szkoły problemu już nie mam… :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każdego stresuje coś innego, ja wygłupów na scenie też bym się nie bała, raz się żyje!

      Usuń