21 lip 2015

Wakacje :)

Wypadł mi spontaniczny wyjazd więc przez kilka dni nie będzie postów. Życzę Wam udanych wakacji :*
Ps. Jeśli złapie Wi-Fi to post się pojawi ;)

20 lip 2015

QuestBar Apple Pie + LBA

Na moim blogu nie mogło zabraknąć recenzji mojego faworyta - QuestBara o smaku Apple Pie. Na jego opakowaniu widnieje pyszna, pełna kawałków jabłek, szarlotka z lodami (swoją drogą, nigdy nie jadłam szarlotki z lodami). Po odpakowaniu naszym oczom ukazuje się 60g batonik proteinowy pachnący chemicznym jabłkiem, szarlotką, albo cynamonem - nie mogę się zdecydować, za każdym razem czułam coś zupełnie innego. Ten wariant wydaje się również miększy, dużo bardziej plastyczny i mniej "wiórkowaty" od innych QuestBarów.
Jedząc go możemy się rozsmakować w jego słodziutkim jabłkowo-cynamonowym smaku. Czasami czujemy nutkę orzechową, co zupełnie  nie przeszkadza, wręcz nadaje charakteru. W środku umieszczono również mięciutkie suszone jabłka, które fajnie pasują do całokształtu batona.
Po upieczeniu owy wariant staje się słodkim jabłkowo-orzechowym ciastem, posypanym cynamonem.

QuestBar Apple Pie to mój bezapelacyjny faworyt. Jest wspaniały, słodziutki i miękki, no po prostu ideał. W dodatku taki batonik to proteinowa bomba zawierająca mniej niż 200 kcal. Gorąco polecam zacząć przygodę z Questami właśnie od tego smaku.

Quest Bar przed upieczeniem: 6/6!
Quest Bar po upieczeniu: 6/6!
Czy kupię ponownie?: zdecydowanie tak

Zostałam nominowana przez Natalie do Liebster Blog Awards. Dziękuję i już odpowiadam:
1.Znienawidzony przedmiot szkolny?
- polski (mam problemy z ortografią i gramatyką), historia (nie lubię żadnych tematów poza II wojną światową) i fizyka (nie lubię, o!)
2.Znak zodiaku?
- rak
3.Wierzysz w horoskopy?
- nie
4.Reagujesz na zmiany pogody?
- zdarza się, że jest mi słabo, albo coś mnie boli, często też pogoda ma wpływ na mój humor
5.Ulubiony słodycz z dzieciństwa?
- nie pamiętam, jako dziecko nie miałam aż tak dobrego wyczucia smaku i to co było nawet niezbyt dobre mi smakowało
6.Ulubione danie z dzieciństwa?
- lubiłam leczo, ale koniecznie bez kiełbasy!, tosty, oraz pierogi ruskie
7.Ulubione letnie śniadanie?
- jestem monotonna, owsianka
8.Ulubiony letni obiad?
- ja tam nie patrzę czy letnie czy nie :D kopytka w sosie szpinakowym, ryż z pomidorową potrawką z czerwonej soczewicy z mleczkiem kokosowym
9.Malujesz paznokcie? Na jaki kolor najczęściej?
- tak, ale tylko gdy nie chodzę do szkoły, najczęściej na kolor nude
10.Ulubiony smak lodów?
- nie jestem zbyt wymagająca (co do lodów!) i dużo lodów mi smakuje
11.Ulubiona aktywność fizyczna?
- spacer

19 lip 2015

Müller Riso Chocolate Vanilia


Dzisiaj przejdę do recenzji czekoladowego deseru mleczno-ryżowego z sosem o smaku waniliowym. Na wieczku tak jak w poprzednio recenzowanym wariancie kokosowym widnieje sprecyzowany smak naszego ryżu. Czyli kwiat wanilii razem z jej dwiema laskami oraz łyżeczka z gęstym czekoladowym ryżem polanym żółtym sosem.
A co otrzymujemy? Pachnącą zimnym, słodkim kakaem paćkę z mikro drobinkami ryżu. Niestety sosu też lupą trzeba w nim szukać. Ten wariant zawiera go wyjątkowo mało, a tak właściwie to wcale.

Owy ryż smakuje po prostu zimnym, słodkim kakaem zrobionym na mleku (tylko mi nie piszcie, że nigdy takiego nie piliście), jest bardziej miękki niż inne mullerowe ryże. Jest może minimalnie bardziej gorzkawy, ale nadal słodki. Wraz z jedzeniem wyczuwamy tutaj czekoladową nutkę. Smakuje jak 45-50% czekolada. Pomimo, że mamy tu do czynienia z (!) wanilią w proszku i aromatem - ja tych składników nie wyczuwam.

Kompozycja ta jest dość smaczna i przypomina mi zimne kakao z dzieciństwa, które bardzo lubiłam. Zdecydowanie na minus oceniłabym niesamowicie znikomą ilość ryżu, a może to miał być budyń?, oraz totalny brak sosu waniliowego, albo chociaż aromatu.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: musiałabym się zastanowić

18 lip 2015

QuestBar Chocolate Chip Cookie Dough

Dzisiaj przychodzę z recenzją QuestBara o smaku Chocolate Chip Cookie Dough, czyli o smaku ciasta na ciasteczka. Brzmi pysznie prawda?
Od razu przejdźmy do sedna, baton pachnie gorzką czekoladą, albo nie! ciastem z gorzką czekoladą. Jego konsystencja jest taka jak w każdym Queście czyli wiórkowa, zbita, lekko "ciągnie się" podczas jedzenia.
W smaku jest przepyszny, słodziutki (słodszy niż inne Questy). Przypomina mi wilgotnego placka, z kawałkami gorzkiej czekolady, która równoważy jego smak i nadaje mu charakter.
Po upieczeniu do nosa dochodzi oszałamiający zapach czekoladowego ciasta. Konsystencja robi się zbito-piankowa, miękka, delikatna. Jest jeszcze słodszy, jeszcze pyszniejszy i jeszcze bardziej zajebisty.

Ten smak jest jednym z moich faworytów. Jest wspaniały zarówno przed jak i po upieczeniu! Tu nie ma sensu nic dodawać - ideał.

Ocena Quest'a przed upieczeniem: 6/6!
Ocena Quest'a po upieczeniem: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

17 lip 2015

Hity White Choco Delight

Hity zawsze kojarzyły mi się ze zwykłymi dwoma okrągłymi herbatnikami, pomiędzy którymi znajdował się słodki, kakaowy krem. Lubiłam je maczać w herbacie i zajadać. Ostatnio jednak wyszły pewne nowe wariacje na temat owych ciastek, dlatego postanowiłam je zakupić, aby przetestować kilka nowych smaków.
Na pierwszy test załapały się hity white choco delight. Czyli dwa kakaowe herbatniki, tudzież ciastka pomiędzy którymi umieszczony został biały krem z białą czekoladą i borówkami.
W zapachu są one jak delikatnie maślane, lekko kakaowe herbatniki. Ich smak opisałabym jako lekko słodki, mocno kakaowy, nawet lekko czekoladowy. Wyczułam w nim również goryczkę, którą wytwarza kakao.
Razem z kremem nasz "Hit" albo Kit smakuje jak tanie herbatniki z słodkim, sztucznym nadzieniem zrobionym z margaryny i cukru. Okropność! Znalazłam w nim małe kawałeczki białej czekolady oraz mikroskopijne kropeczki borówek, aczkolwiek podczas konsumpcji ich w ogóle nie czułam.

Owa kompozycja jest nudna i nie przypadła mi do gustu. Zapowiadała się dość wyszukanie i wykwintnie. Herbatniki-markizy kakaowe z kremem z białą czekoladą i borówkami - czyż to nie brzmi zachęcająco? Niestety pozory mylą. Smakują tanim badziewiem, na dodatek strasznie się kruszą, a w opakowaniu jest ich bardzo dużo przez co męczą albo nasze kubki smakowe, albo kubki smakowe naszych gości - proszę, częstuj się to herbatniki z "pysznym" kremem z białą czekoladą i borówkami - ej! częstujesz mnie nimi już od miesiąca!

Ocena: 0/6
Czy kupię ponownie?: tego smaku nigdy!

15 lip 2015

Müller Mix Pistacio Jogurt + Amarettini

Dzisiaj w mojej recenzji przedstawiam nowość z serii Muller Mix – Pistacio Jogurt + Amarettini, czyli pistacjowy jogurt z ciasteczkami amaretti.
Najpierw pod lupę weźmy opakowanie. Jak dla mnie jest niestety bardzo chaotyczne  – skład, napisy, logo, morze radioaktywnego, seledynowego jogurtu i ciacha amaretti, w tym jedno wybuchające. Wieczko mogło być lepsze, ale nie ma tragedii.
Po otwarciu widzimy jogurt w kolorze jasnej zieleni. Pachnie on olejkiem migdałowym do ciast. Jego konsystencja przypomina mi rzadki budyń, z pewnością mogłaby być trochę gęstsza. W smaku jogurt jest słodki, lekko kwaskowaty. Porównałabym go z resztą do jogurtu naturalnego Mlekovity res mlecz Trzebownisko. Jest lekko tłustawy, czego można się spodziewać gdyż jogurt ma 4% tłuszczu, ale to tylko na plus. Lubię tłuste jogurty. Jednak coś mi tu nie pasuje… nie wyczuwam pistacji! Szybkie spojrzenie na skład – muller robi nas w konia! Toż ten wyrób nie ma pistacji! Tak moi drodzy w dzisiejszych czasach sprzedają nam jogurty „pistacjowe” bez pistacji. Mmm… pycha!
A teraz przejdźmy do ciasteczek amaretti, których nie znoszę po spróbowaniu lodów „Italiamo Gelato al gusto di Crema Fiorentina o smaku likieru migdałowego z ciastkami amaretti”. Ciastka są słodkie. Bardzo słodkie (ale nie tak słodkie jak w Italiamo Galato). Pachną jak zwykłe ciasteczka, choć mi również odrobinkę pieczywem. Chrupią podczas jedzenia i nie namakają zbyt szybko w jogurcie. Mają smak lekko herbaciany, migdałowy a w buzi podczas jedzenia zlepiają się w bryłę. Mi osobiście nie smakują. 

Jogurt ten jest smaczny, ale nie ma prawa nazywać się pistacjowym. Ciasteczka moim zdaniem zupełnie tu nie pasują i psują cały efekt. Muller powinien zacząć produkować zwykły, czysty jogurt... zielonkawy. Wtedy bym była usatysfakcjonowana i dała mu być może 6/6.

Ocena: 4/6 (podwyższam dzięki smacznemu jogurtowi)
Czy kupię ponownie?: chyba nie, a jeśli już to ciastek nie zjem z pewnością

14 lip 2015

QuestBar CinnamonRoll

Dzisiaj przejdę do recenzji QuestBara o smaku Cinnamon Roll. Na wstępie dodam iż bułeczki Cinnamon Roll można zakupić w kawiarni Cinnabon. Z tego co wiem jest ich kilka w Polsce. A ich wyrobów nigdy nie próbowałam, ale na sam widok aż ślinka cieknie. Gdybym miała okazję to z wielką chęcią spałaszowałabym ich super kaloryczną bułę.
Na opakowaniu naszego batona widnieje przepyszna cynamonowa, zawijana bułeczka polana słodziutkim lukrem - pycha! Kompozycja jest zachowana w ładnych, stonowanych kolorach. Po odpakowaniu moim oczom ukazała się twarda, zbita bryła o kolorze lekko brązowym. W konsystencji była wiórkowa i twarda, a pachniała czymś niezidentyfikowanym. Mój tato porównał zapach owego Questa do pierniczków, które pamięta z dzieciństwa. Dla mnie był dziwny, lekko sztuczny i cynamonowy, aczkolwiek wciąż nie wiem co mi przypomina.
Smak tego batona porównałabym do delikatnego, subtelnie słodkiego ciastka, oprószonego cynamonem.
Po spróbowaniu jak zwykle resztę zapiekłam i ze szczerością muszę przyznać iż ten wariant lepszy jest "na zimno". Aczkolwiek sprawdzę to jeszcze, bo swojego Questa "lekko" przyjarałam.

QuestBar CinnamonRoll ku mojemu zdziwieniu jest smaczniejszy przed upieczeniem, a nie jak np. ten wariant po upieczeniu. Jest przyjemnie słodki i lekko cynamonowy. Brakuje w nim efektu "wow", dlatego dostaje ode mnie ocenę 5/6. Aczkolwiek i tak z wielką chęcią kupię go ponownie i wam też polecam!

Ocena Quest'a przed upieczeniem: 5/6
Ocena Quest'a po upieczeniu: 3/6 (będzie poprawka w przyszłości)
Czy kupię ponownie?: tak

13 lip 2015

QuestBar Banana Nut Muffin

Gdy moje ulubione proteinowe batoniki wróciły do sklepów po dłuższej przerwie uznałam, że i one zasługują, aby pojawić się na moim blogu. Od razu kupiłam pięć wariantów wydając przy tym 45zł. A mój portfel (a raczej mojej mamy) mocno ucierpi, bo do spróbowania zostało mi jeszcze kilka kilkanaście smaków. Swoją drogą przed kupieniem piątego smaku zgubiłam telefon. Stoję z mamą w kolejce do kasy i zostaje nadany komunikat – Został znaleziony telefon. Osobę, która go zgubiła prosimy o podejście do punktu klienta – no więc mama mnie pyta – Masz telefon? – a ja momentalnie cała się zestresowałam – Nie. Pan który znalazł moją zgubę niestety bardzo szybko się ulotnił, zdążyłam mu tylko powiedzieć za plecami – dziękuję. A szkoda, bo zasługuje na dużo więcej. W tych czasach mało kto tak postąpił. A teraz żenujące wyjaśnienie. Telefon zostawiłam w ziemniakach.
Przechodząc do recenzji z lekkimi wypiekami na twarzy opiszę opakowanie QuestBar’a Banana Nut Muffin. Jest ono stonowane w żółto-złotych odcieniach, a na zdjęciu widnieje urocza babeczka z orzechami, oraz banany. Batonik zawarty w nim waży 60g i dostarcza nam tylko 170 kalorii, oraz aż 20g białka, co zapewnia mojej drobnej osóbce prawie całkowite zapotrzebowanie na proteiny.
Po otwarciu opakowania wyczułam zapach orzechowego cappuccino z lekką dozą alkoholu. Jest to dość dziwny zapach. Natomiast konsystencje naszego Questa porównałabym do marcepanu – mięsisty, zbity, ciągnie się podczas jedzenia (bez skojarzeń proszę). W batoniku zatopiono kawałeczki orzechów oraz suszonych bananów.
Smakuje niestety jak chemiczny, sztuczny banan. Jest subtelnie słodki, z lekką nutką kwaskowatości. Po pewnym czasie smak strasznie się nudzi i kończy się go na siłę. Niefajnie, no ale...
...postanowiłam również mojego Questa poddać obróbce termicznej. Po upieczeniu pachniał dosłownie jak bananowe ciasto. Jego konsystencja zmieniła się w a’la piankę, tyle że zwartą i twardą. Przyjemnie strzelał podczas jedzenia widelcem (taki odgłos kiedy zgniatamy wilgotne ciasto). A smakował jak delikatny placek bananowy – szaleństwo! Był niesamowicie pyszny.

Zwykły QuestBar o smaku Banana Nut Muffin nie jest wart swojej ceny, ale po obróbce termicznej już tak. Jest niesamowity, pyszny i słodziutki. Jestem w szoku jak zwykłe podpieczenie mogło zmienić ocenę. Dlatego będzie ich aż dwie!

Ocena Quest’a przed upieczeniem: 3/6
Ocena Quest’a po upieczeniu: 6/6!
Czy kupię ponownie: tak


11 lip 2015

Müller Riso Chocolate Kokos

Dzisiaj zrecenzuję Muller Riso Chocolate Kokos czyli czekoladowy ryż na mleku z wsadem kokosowym. Z tego co pamiętam już kiedyś go jadłam i był okropny, ale czy tym razem będzie tak samo?
Zacznę jak zwykle od opakowania, które jest prześliczne, w brązowo-białych odcieniach. Modnie. Widnieje na nim kokos, oraz łyżeczka trzymająca gęsty, mocno czekoladowy ryż z białym, kokosowym sosem.
Po zerwaniu wieczka następuje "małe" rozczarowanie...
...spodziewałam się tego co widniało na opakowaniu, a dostałam brązową paćkę, ze śladową ilością ryżu. Na szczęście zapach jest oszałamiający - dominuje w nim kokos, lecz lekko przebija się również kakao. Ten zapach przypomina mi... Kinder Pingui Kokosowy! Jest niesamowity!
Konsystencja naszego czekoladowego mullera przypomina mi budyń, tudzież glutek. Wydaje mi się nawet, że w tym wariancie jest miększy ryż, niż w innych.
Po spróbowaniu stwierdzam, że jest przepyszny, słodziutki, kakaowo-czekoladowy. No po prostu poezja, 6/6! Ale niestety po zjedzeniu połowy wiórki kokosa zaczęły mi przeszkadzać. Chrząkać pod zębami i wchodzić w nie. Niestety ten makament obniża ocenę mullera, a szkoda.

Muller Riso Chocolate Kokos jest bardzo smaczny. Będzie poezją i ulubieńcem dla osób które lubią rozgryzać trociny wiórki kokosowe. Byłabym zachwycona gdyby producent wyprodukował owe wydanie riso z białym kokosowy sosem, gdzie wiórki zostałyby kilkukrotnie zmielone.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: być może

10 lip 2015

Nakd Cashew Cookie

Batoniki Naked bardzo ciężko znaleźć w Polsce. Podobno występują w niektórych sklepach ze zdrową żywnością, aczkolwiek ja jeszcze nigdy się tam z nimi nie spotkałam. Swoje Naked’y (4) kupiłam podczas wycieczki w Londynie i chyba zacznę żałować, że nie wzięłam ich więcej.
Dzisiaj spróbowałam wariantu Cashew Cookie. Było to moje pierwsze spotkanie z wyrobami tej firmy. Spodziewałam się jakiegoś ciasteczkowego batonika z nerkowcami, ale dopiero przed konsumpcją okazało się, że składa się on jedynie z nerkowców (51%) i daktyli (49%). Momentalnie mój entuzjazm opadł – tylko daktyle i nerkowce? to będzie porażka! Dlaczego? Otóż na samą myśl jedzenia batonika składającego się z dużej ilości daktyli, przechodzą mnie ciarki. Lubię daktyle, ale nienawidzę ich spożywać „na sucho”.
Z lekkimi obawami przystąpiłam do rozpakowywania batonika. W zapachu wariant Cashew Cookie przypomina mi słabą kawę z domieszanką bakalii. Jednymi słowy – zapach jest dziwny. W wyglądzie batonik przypomina pulpę zrobioną z daktyli w której producent umieścił dużo drobnych kawałeczków orzechów nerkowca. Batonik się nie kruszy, nie łamie, jest po prostu ładnie zbity. Należy również dodać iż nic dookoła nie brudzi.
Pierwszy gryz… o mój Boże! To jest przepyszne! Każdy kęs powoduje niesamowitą przyjemność. Batonik jest bardzo słodki, idealnie wyważony pod względem ilości składników. Podczas jedzenia wyczuwałam lekki, mleczny posmak, zapewne od nerkowców. Całość była po prostu idealna.

Połączenie tych dwóch niepozornych składników w jednego batonika jest poezją dla naszych kubek smakowych. Owy Naked jest solidnie wykonany, z dobrej jakości składników. Wszystko jest połączone w idealnych proporcjach. Nie da się do niczego przyczepić oprócz problemu z dostępem ich w naszym kraju - w polskich sklepach owe batoniki znaleźć to prawie, że niemożliwe.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie: jak będę miała okazję, to tak 

9 lip 2015

Müller Milch Reis a'la Kompott Pflaume

Po pierwsze chciałabym podziękować wszystkim za wczorajszą rekordową ilość wyświetleń. Był to dla mnie wspaniały prezent, akurat w dzień moich urodzin.
Aby nie przedłużać przystąpię do recenzji Muller Reis A’la Kompott Pflaume, czyli ryżu na mleku z wsadem śliwkowym. Nie wiem jak wy, ale mi śliwki do mlecznych deserów nie pasują. Szczególnie, że mam straszne wspomnienia ze śliwkowym smakiem FruVity 0% albo Jogobelli Light. Brrr... ochyda! No, ale wróćmy do recenzji.
Najpierw rzućmy okiem na opakowanie. Widzimy na nim przysłowiowy ryż zatopiony w mlecznym glucie oraz dużo jędrnych, soczystych połówek śliwek zatopionych w syropie. Czyżby muller użył tu polskich węgierek? Wieczko wygląda zachęcająco.
Po otwarciu naszym oczom ukazuje się ryżowy glutek. W smaku jest subtelnie słodki, bardzo mleczny, a zatopiony w nim ryż jest lekko twardy, jak to w podobnych produktach mullera. Sama „podstawa” owego wariantu bardzo mi smakuje. Moim zdaniem jest nawet lekko słodsza niż inne ryże tego producenta.
Śliwkowe nadzienie to duża ilość sporych kawałeczków śliwek zatopionych w bardzo przesłodzonym syropie. 
Po wymieszaniu deser pachniał mi śliwkowo-różano. Był przepyszny, bardzo słodki i przyjemnie mleczny. Jak dla mnie poezja!

Muller Reis A’la Kompott Pflaume jest niesamowicie smaczny. Pomimo mojej mocnej awersji do śliwek w mlecznych deserkach, owemu wariantowi stawiam 6/6! Ponieważ zasłużył. Jest wspaniały! Z wielką chęcią kupię go ponownie.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak


8 lip 2015

Cadbury Chips Ahoy

Tą czekoladę udało mi się kupić podczas wycieczki do Londynu. Wiadomo – jak ją zobaczyłam - to musiałam ją mieć. Gdybym tylko wiedziała, że celnicy nie zabiorą moich wspaniałych zdobyczy to od razu kupiłabym ich więcej. No, ale przejdźmy do recenzji.
Moim zdaniem czekolada ma urocze, fioletowe opakowanie, które przypomina mi niemiecką milkę. Widnieje na nim przesłodki ciastek trzymający w swojej czekoladowej łapce, czekoladową szablę.  Gdyby nie fakt, że ma uśmiech na twarzy, pomyślałabym, że mówi "Ahoj!". Ooo! Jak słodko. Już samo opakowanie zdradza jak słodka musi być jego zawartość. 
Czekolada pachnie słodko, bardzo, bardzo słodko, lekko kakaowo. Niestety strasznie szybko rozpuszcza na dłoniach, talerzykach, biurku, laptopie – po prostu wszędzie gdzie ją trzymacie – zostawiając tłuste, lepiące się plamki.
Przystąpmy do degustacji. Czekolada najpierw klei się do ust. Dopiero później wyczuwamy jej słodycz, która przypomina mi milkę. Jest bardzo słodka. Natomiast ciasteczka zatopione w niej są chrupiące,subtelnie słodkie i gdzieniegdzie zawierają kawałeczki gorzkiej czekolady (przynajmniej ja je wyczuwam).

Całość jest bardzo słodka i smaczna. Podoba mi się ta kompozycja, szczególnie, że te „gorzkie” kawałki ciasteczek idealnie współgrają z lekko przesłodzoną czekoladą. Gdybym nie wiedziała co to za firma, to bez namysłu odpowiedziałabym – milka! Ogólnie produkt bardzo smaczny. Lecz to nie wystarcza aby dostać 6, mocne 5!

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: gdy będę miała okazję to tak

7 lip 2015

McFlurry Twix

Są takie przysmaki, dania, desery, o których nie chcielibyśmy zapominać. Tak jest w przypadku McFlurry Twix. Ten McDonald’sowy wyrób rozkochał moje kubki smakowe do szaleństwa.
Moja historia z McDonald’em rozpoczęła się w tamtym roku kiedy to spróbowałam McFlurry Oreo. Momentalnie zakochałam się w kubeczku wypchanym pysznymi lodami, pokruszonymi ciasteczkami i polewą (koniecznie!) truskawkową. Niestety spróbowałam go raptem dwa razy! Przez długi czas czekałam na jakieś nowe wydanie tego deseru, z czasem pojawił się niezadowalający mnie wariant Snickers'a, później Mars'a którego nie próbowałam, ponieważ nie trawię karmelu. Aż tu nagle stojąc w kolejce w McCafe zobaczyłam wielki bilbord z McFlurry Twix. Nie spodziewałam się po tym wariancie fajerwerków, ale niesamowicie mnie zaskoczył!
Czym jest McFlurry Twix? Są to słodkie, delikatne, kremowe lody, które wspaniale roztapiają się w ustach. Pomimo iż są śmietankowe smakują wyjątkowo „lekko”. Zatopiono w nich zabójczo słodkie kuleczki pseudo-czekoladowe, które w smaku przypominają mi pomieszanie mlecznej czekolady z karmelem, oraz małe, chrupiące ciasteczka, które nie namiękają. Cały deser polano karmelowym sosem. Jak dla mnie owa kompozycja jest idealna (pomimo iż nie znoszę karmelu). Wszystko świetnie się ze sobą łączy i co najważniejsze – smakuje. Kubki smakowe tańczą podczas każdego zetknięcia z lodem i dodatkami.

McFlurry Twix to deser, który polecam każdemu spróbować. Jest przepyszny, słodki i i świetnie skomponowany. Tu nie ma co dodawać – to jest pycha! McDonald's świetnie odwzorował w swoim deserze batonika Twix.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: bezapelacyjnie! on powinien być w stałej ofercie



6 lip 2015

Hershey's Cookies'n'Creme

Dzisiaj do recenzji wybrałam czekoladę hershey's cookies’n’cream. Czyli wariację na temat białej czekolady z ciasteczkami. Na początek kilka informacji. Tabliczka - a raczej baton - waży 43g, czyli akurat na jedno posiedzenie. Jej opakowanie rzuca się w oczy, przyciąga i powoduje ślinotok. Krótko mówiąc – jest bardzo ładne, eleganckie i minimalistyczne – lubię to.
Zachęcona pierwszymi wrażeniami, rozpakowałam tabliczkę i wsadziłam w nią nos, jakkolwiek to brzmi. Poczułam bardzo słaby, słodkawy zapach. Następnie wyjęłam ją z opakowania i ujrzałam multum małych cieniutkich kosteczek, a na każdej logo firmy. Owa czekolada waży tyle co przeciętny batonik (może nawet mniej), ale wydaje nam się że jest jej bardzo dużo. Fajny trik producenta. Przejdźmy do wrażeń smakowych.
Czekolada smakuje przeciętnie. Nie czuć w niej tłustawości, ani sztucznego posmaku jak to w zwykłych białych czekoladach. Nie jest też przesadnie słodka. Nie ma tragedii. Przechodząc do jej drugiego składnika – ciasteczek – muszę zaznaczyć iż tu nie jest tak „kolorowo”. Ciasteczka są bardzo mocno kakaowe, czuć w nich goryczkę. Jak dla mnie zupełnie tutaj nie pasują. Powinny być bardziej słodkie, albo czekolada.

Czekolada Hershey’s Cookies’n’Cream jest dla mnie przereklamowana. Spodziewałam się (jak zawsze) czegoś dużo lepszego. Jestem lekko rozczarowana, aczkolwiek od biedy ujdzie (i to jakiej biedy, kupiłam ją za dwa funty!).

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: tego smaku nie

4 lip 2015

Müller Milch Reis a'la Kompott Aprikose

Tym razem w moje posiadanie wpadł ryż na mleku mullera z morelami. Musiałam go koniecznie kupić ponieważ nigdy wcześniej takiego smaku nie próbowałam. Czy było warto?
Wieczko zachęca do spróbowania. Widzimy na nim soczyste, dorodne morele zatopione w gęstym syropie. Nie będę ukrywać, ale niesamowicie podobają mi się opakowania z serii a’la Kompott.
Po otwarciu zauważyłam iż w mlecznej papce, tudzież glucie, jest dość mało ryżu. Niestety jak to w podobnych produktach jest on dość twardy. Natomiast owy glutek (inaczej tego nazwać nie można) w smaku jest dobry i  lekko słodki. Przejdźmy do nadzienia. Byłam w lekkim szoku ponieważ składało się ono z dużej ilości pokaźnych kawałeczków moreli zatopionych w syropie. Mój entuzjazm się zwiększył, po czym nastąpiła próba smaku. Niestety, ale morelowe nadzienie jest strasznie przesłodzone i pozostawia gorzki posmak. Po pierwszej fali rozczarowania pomyślałam, że wymieszam obydwa składniki, bo osobno o ile ryż da się zjeść, to co do nadzienia mam liczne obawy. Po wymieszaniu całość nabiera przyjemnego koloru i niestety lekko wylewa się z pojemniczka, ale to nie szkodzi, może specjalnie dla mnie produktu dali więcej :D Po wymieszaniu deser smakuje całkiem dobrze, ale czegoś tutaj brakuje, w moim mniemaniu kakao. Jest zdecydowanie za słodko. Przydałby się tutaj deficyt 2-3 łyżeczek cukru. Niestety nadal pozostaje nierozwiązana sprawa gorzkości nadzienia. Być może powodują to morele, albo zbyt duża ilość cukru, niestety ja nie mogę się odnieść do żadnego produktu spożywczego z tym owocem, ponieważ takowego nie jadłam.

Ten ryż na mleku zachęca potencjalnego łowcę do kupna i próby swoim wyglądem. Jest zdecydowanie zbyt słodki, ale na plus idą duże kawałki owoców. Moim zdaniem warto spróbować.

Ocena: 2.5/6

Czy kupię ponownie?: nie

2 lip 2015

Lód Toberlone

Dzisiaj przyszła kolej na wypróbowanie loda „Toberlone”. Zacznijmy może od wstępnych wiadomości. Producent owego lodu to Niemiecki - R&R Ice Cream Deutschland – fakt ten mi się nie podoba gdyż na opakowaniu widnieje napis of Switzerland, ale nie przedłużajmy. U nas w Polsce jego dystrybutorem jest firma Zielona Budka w Mielcu. Waga naszego lodu wynosi 66g co przypada na 100ml. Na temat opakowania mogę przyznać iż rzuca się w oczy (hm, może specjalnie?). Jest ładne, utrzymane w żółtej kolorystyce, widnieje na nim bardzo kuszące zdjęcie pysznego czekoladowego loda z kawałkami czekolady i orzechów (?) oblanego cienką warstwą mlecznej czekolady z wcześniej wymienionymi dodatkami. A co pisze na tyle opakowania? Lody kakaowo-miodowe z kawałkami czekolady mlecznej z miodem i nugatem migdałowym, z kawałkami białego nugatu w polewie z czekolady mlecznej z białym nugatem. Okej, zaczynamy testowanie. Pierwszy gryz czyli czekolada – miękka, bardzo słodka, szybko się rozpływa. Następnie czujemy orzechy i jakieś kawałeczki przypominające stwardniały, roztopiony cukier. Właśnie tego się obawiałam. Kiedyś podczas próbowania czekolady Toberlone właśnie te kawałeczki „cukru” mi przeszkadzały. Producent upiera się iż jest to biały nugat, za co ja ręczyć nie mogę. Przejdźmy do lodu. Czuć w nim kakao, czuć czekoladę i ten „nugat” który przypomina mi cukier. Ah, jak ja go nie znoszę, jest taki denerwujący! Włazi w zęby, skleja je, a co jeśli ktoś je sobie na nim połamie? To  będzie katastrofa, porównywalnie straszna do smaku owego „nu-ga-tu”.  No dobra, a teraz przystąpmy do kwestii czego ja w owym lodzie nie czuję, ano miodu! Teoretycznie jest go tutaj od 4-3% niby dużo jak na takie wyroby, ale ja go nie wyczuwam. Choć, może to i dobrze? Kolejnym minusem jest niesamowita szybkość rozpuszczania się naszej czekoladowej masy. Trzeba jeść go szybko! 

Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Nie po to wiozłam go 20km z jęzorem na brodzie, no dobra może nie wiozłam bo nie mam prawa jazdy, ale siedziałam na fotelu w samochodzie i rwałam sobie włosy z głowy zadając sobie pytanie „roztopi się? czy nie roztopi?”. Krótko mówiąc – sytuacja dramatyczna i bez wyjścia, bo lód już był kupiony. Jestem troszkę zawiedziona, ale ostatecznie nie był aż taki zły. Na pewno po raz kolejny go nie kupię. Owego loda oceniam na 4/6. Aż sama się dziwię, bo to dość wysoko. Nie będę się sprzeciwiać moim kupkom (czy kubkom?) smakowym wołającym „daj mu 4!” „daj mu 4!”!

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie

1 lip 2015

Wstęp

Jest multum blogów o recenzowaniu - więc dlaczego powstał ten? Otóż to autorka wcześniej prowadziła już bloga, ale uznała, że to nie ma sensu. Postanowiła dać sobie czas i odetchnąć. Każdego dnia starała się, aby następny był coraz lepszy. Czasem jej się to udawało, a czasem wręcz przeciwnie. Ostatecznie dalej walczy ze sobą, ale z innym nastawieniem.
Pewnego dnia postanowiła, że chce umilać każdy swój dzień jedząc coś słodkiego i obietnicę spełniła. Lecz zaczęła poznawać tyle nowych smaków i chciała to zapamiętać, choćby na chwilkę, na moment i tak oto powstał blog. Nie jest on dla innych, lecz dla niej, by miała wszystko poukładane.
Ostatnim, jakże niespotykanym powodem są poważne problemy. Doprowadzające co pewien czas do załamań, depresji i gorzkich łez. Pamiętnik moi drodzy niestety nie wystarcza, sterty książek też już nie, tu potrzeba czegoś więcej. Czasami nawet kopa i porządnej motywacji od innych. Czy wiecie już o czym mowa? Tak, o problemach z ortografią. Jakże śmiesznym zjawiskiem jest gdy ma się same 4 i 5, a w rubryce "polski" widnieje po kilka jedynek. Już nie wspominając o strasznym zawstydzeniu gdy podczas każdego wypracowania prosi się co chwilę o słownik, albo gdy po dyktandzie następuje dialog: "Ale było łatwe" "Co dostałaś?" "Jeden" I ta mina rozmówcy... No, ale nie poddajemy się każdy ma swoją piętę Achillesa (Achillesa, nie Ahillesa). No, to to by było na tyle. :D