24 sie 2015

Tolonis typu greckiego o smaku mango

Dziś zaczynam serię jogurtów typu greckiego z biedronki. Na pierwszy test załapał się smak mongo, gdyż wydawał mi się najmniej atrakcyjny.
Po zerwaniu wieczka następuje rozczarowanie – jogurtu jest bardzo mało a na wierzchu pływa jakaś woda z drobinkami owoców. Nieciekawie. Jego wygląd zdecydowanie powoduje u mnie obrzydzenie i strach przed próbą smaku.
Sam jogurt jest w gęsty, ale nie betonowy. W smaku lekko słodki, proszkowy jak jogurt z proszku i bardzo kwaśny jak na dość dużą ilość tłuszczu. Jest niesmaczny. 
Wsad to dosłownie woda z cukrem i kawałkami niedojrzałego, bezsmakowego mango. Ochydny!
Całość po wymieszaniu staje się rzadka, nijaka, a gdzieniegdzie w jogurcie pływają okropne, twarde kawałki mango, które dosłownie chce się wypluć.

Jest to produkt, który zupełnie nie trafia w moje gusta. Nie mogłam go zjeść do końca i wylądował w koszu na długo pozostawiając nieprzyjemną kwaśność w moich ustach i gardle.

Ocena: 0/6
Czy kupię ponownie?: nigdy w życiu

21 sie 2015

Gofr „Caprisse” z nadzieniem czekoladowo-orzechowym

Dzisiaj przejdę do recenzji gotowych gofrów z nadzieniem, czyli czegoś na co kiedyś bym nawet nie spojrzała. Czemu? Uraz gotowych, tłustych, bezsmakowych gofrów z dzieciństwa, a tak w ogóle czy ja kiedykolwiek je lubiłam?
Prezentowany gofr ma zapach sztuczno-czekoladowy, lekko alkoholowy, coś jak… pakowane, gotowe babeczki. W konsystencji jest bardzo kruchy, suchy i miękki. Natomiast smakuje mocno jajecznie, biszkoptowo, jest bardzo słodki i ma taki czekoladowo-waniliowy posmak. Gofr „Caprisse” pozytywnie mnie zaskoczył, bo jest pyszny.

Krem ukryty pomiędzy goframi jest gęsty, mocno przesłodzony - kryształki cukru aż chrupią! Mam w sobie jednak coś wytrawnego. Mogę go śmiało porównać do ciemnej warstwy zawartej w Kinder Delice. Niestety nie wyczuwam w nim ani orzechowego posmaku, ani czekolady (raczej pseudo-czekoladę, coś a’la nieudaną nutellę).

Na początku byłam wręcz pewna, że owemu wariantowi z uśmiechem wystawie 5/6. Niestety, z kolejnymi kęsami było tylko coraz gorzej. Słodycz zdominowała smak owego łakocia i właściwie nie czułam nic poza cukrem. Ten produkt jest strasznie przesłodzony!

Ocena: 3,5/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie 

19 sie 2015

Lody Oreo w Green Coffe House

Skoro już jesteśmy w klimacie oreo dziś zaprezentuję lody, której znalazłam u siebie w Millenium Hall. Przechodząc się koło grycana i zastanawiając nad zamówieniem, pomyślałam jeszcze aby wskoczyć do Green Coffe House. Szybko rzuciłam okiem na menu – naleśniki, mrożone jogurty, lody, soki, kawy, herbaty, ciastka i ciasta (również vegańskie np. szarlotka czy tofurnik) itd. Wybór był oczywisty – lody oreo. Za 7 zł dostałam duży (ok. 350-400 g) kubek śmietankowych lodów, posypanych hojnie ciastami oreo które kryły się również w środku. Po zrobieniu zdjęcia zabrałam się do pałaszowania. 
Same lody były w konsystencji idealnej – stałej. Wolno rozpuszczały się na języku. W smaku śmietankowe, minimalnie tłustawe i subtelnie słodkie. Jak lodów o tym smaku nienawidzę, tak te mogłabym jeść same! Są po prostu idealne! A w nich znajdujemy bogactwo ciasteczek oreo – zwęglone markizy od czasu do czasu nadają chrupkości i wytrawniejszego charakteru, a krem znajdujący się w ciastkach osładza nasze degustacje. Najlepsza była końcówka – lody już mocno rozpuszczone i ogrom lekko namokniętych ciastek.
Dostępny jest jeszcze dodatek polewy za 2 zł. Chciałam dobrać dla siebie tą idealną – jak do tej pory wpróbowałam o smaku białej i zwykłej czekolady (została jeszcze karmelowa). To mi zupełnie wystarczyło, aby znaleźć swój ideał – czekolada. Razem z nią lody nabierają mocno czekoladowego smaku. Ona barwi je na kolor kakaa i dodaje kropkę nad „i”.

Jedzenie tego deseru to po prostu dotknięcie cząstki nieba. Jest nam błogo, słodko i orzeźwiająco. A dodatek czekoladowej polewy sprawia, że całość nabiera mocno kakaowego charaktetu. Dla mnie to jest bezapelacyjny ideał. Niestety trzeba uważać na ilość loda i mieć szczęście. Czasami są one niedomrożone (zdarzyło mi się tak na szczęście tylko raz), albo kobieta dała mi tylko pół kubeczka (na szczęście po zwróceniu uwagi mi go dodali).
Recenzja broni się swoimi prawami, a ja oceniam tylko smak i konsystencję. Owy wariant zasługuje na maksymalną ocenę. Powalił mnie na kolana!


Ocena:
6/6!
Czy kupię ponownie?: już to zrobiłam cztery razy i będę kupować do znudzenia!

18 sie 2015

Ukraińska chałwa z rodzynkami i fistaszkami

Chałwa, którą dzisiaj zrecenzuję prawdopodobnie pochodzi z Ukrainy. Jest to solidny kawał sezamowej przyjemności, który albo się lubi, albo nie.
Po otwarciu opakowania poczułam mocną woń sezamu. Gdzieniegdzie mieszał się również subtelny aromat mielonej kawy.
Chałwa bardzo kruszyła się podczas krojenia. Była tłustawa, co można było wywnioskować po pozostawionym smarze na palcach.
Owy produkt zaskoczył mnie podczas testu smaku, był bardzo słodki, ale nieprzesłodzony. Mocno sezamowy, co dawało wrażenie jedzenia prawdziwej chałwy. Umieszczone w nim zostały również dodatki w postaci fistaszków i rodzynek. Orzeszki były świetne. Wspaniale chrupały, były świeże. No po prostu idealne. Aż żal ściska człowieka, gdy czasami natrafi w sklepie na zjełczałe, stare orzechy, które utraciły swój smak. Natomiast rodzynki niestety są totalnym niewypałem – twarde, bardzo suche, niesmaczne – niszczą całokształt dobrego produktu.

Ta chałwa jest jedną z nielicznych, które mogłam spróbować w swoim życiu. Odmieniła moje podejście w stosunku do tego produktu. Zachwyciła mnie swoim smakiem, niestety dodatek starych rodzynek obniżył jej całokształt i końcową ocenę.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie 

17 sie 2015

Lody Oreo w kubeczku



Dzisiaj przychodzę z recenzją lodów z dodatkiem ciasteczek oreo, dostępnych w plastikowym kubeczku.
Smak samych lodów jest delikatny, mocno śmietankowy i tłusty. Są bardzo kremowe i nie można im zarzucić nadmiaru słodyczy, która uwalnia się w stopniowo podczas jedzenia. Lody nie są przesłodzone. Pierwsze skrzypce gra tutaj posmak tłustawej śmietanki, natomiast słodycz gdzieś się gubi.
Kawałki słynnych markiz są hojnie poumieszczane w lodowej masie. Są gorzkie - jak typowe oreo - lecz ich posmak zostaje przytłumiony przez masę lodową. Jak dla mnie jest to duży plus, gdyż nie przepadam za kakaowymi markizami. Okruchy te mają szeroką gamę smakową – począwszy od gorzkich, kakaowych ciastek, czasem wręcz słonych (!) do lekko słodkich, zapewne za sprawką białego oreowego kremu.

Lubię tę lodową kompozycję i gdy miewam zachciankę na oreowe, lodowe szaleństwo to właśnie po nie sięgam. Lodów jest sporo, są nieprzesłodzone i smaczne. Mogłyby być odrobinę bardziej słodsze, albo polane np. sosem czekoladowym. Aczkolwiek nie znajduję w nich dużej ilości minusów. Dobry produkt.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: tak

16 sie 2015

Magnum Strawberry & White

Opakowanie naszego magnuma jest utrzymane w jasnych, pastelowych barwach – lekkim beżu i różu. Znajdują się w nim lody truskawkowe z sosem truskawkowym oblane białą czekoladą.
Przechodząc do smaku poszczególnych warstw loda zacznę od czekolady – jest ona przesłodzona, jak każda magnumowa czekolada, twarda i przesiąkła smakiem truskawek. Niesamowicie szybko rozpuszcza się w ustach. Nie wiem dlaczego, ale owe czekolady bardzo mi smakują – to chyba przez tą cholerną słodycz.


Lody są lekko kwaskowate, wodno-jogurtwe i smakują owocami leśnymi (ciekawe?), natomiast sos jak dla mnie jest chemiczno-truskawkowy. Ogólnie niezbyt smaczne połączenie i bardzo sztuczne.

Recenzowany lód ma zarówno zalety jak i wady. Na plus idzie gruba, warstwa, super-słodkiej czekolady (tylko dla cukroholików!), natomiast jako minus uznałabym sam w sobie lód – chemiczny i niezbyt smaczny. Połączenie tych dwóch składników jest przeciętne, brakuje tutaj efektu „wow” (nic mnie nie zaskoczyło), oraz prawdziwego smaku truskawek.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie sądzę

10 sie 2015

Rożek lodowy "Oreo"

Rożek Oreo to zestawienie słynnych czarnych jak węgiel ciasteczek wypełnionych zabójczo słodkim kremem razem z lodami. Po długich wyczekiwaniach nareszcie i my możemy rozsmakować się w szerokiej gamie tego smakołyku – począwszy od gałkowanych lodów poprzez popularne rożki, patyki i kubeczki kończąc na lodowej kanapce. Dzisiaj padło na recenzje rożka.
Po odpakowaniu z niebieskiego papierka naszym oczom ukazuje się rożek stworzony z (dziwnie) ciemnego wafla. Moim zdaniem są w nim również pokruszone kawałki ciasteczek. Na koronie widnieje biały lód z małymi drobinkami markiz, oraz ich okruchy które wspaniale zdobią jej górną część przypominającą kształtem beze. Natomiast lód pachnie po prostu… ciasteczkami.

Smak masy lodowej jest tłusty, mocno śmietankowy i słodki. Jego konsystencja jest delikatna, piankowa.
Ciacha są gorzkie, namoknięte, zdecydowanie lepsze niż te z tradycyjnych markiz  oreo.
Rożek  jest tak samo jak ciastka gorzki, lekko chrupie podczas konsumpcji. Od środka wypełnia go czekolada.
Końcówka loda jest wypełniona dużą ilością pysznej, idealnie słodkiej czekolady. Bajka!

Lód ten jest smacznym tworem. Idealnie ochładza podczas obecnych zabójczo upalnych dni. Jeśli lubicie ciastka oreo, albo nie (jak ja) to spróbujcie go. Lody zapewniają frajdę podczas jedzenia, a na końcu zaskakują pokaźną ilością pysznej czekolady. Dla mnie minusem mógłby być fakt, że lód niestety szybko się rozpuszcza.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: pewnie tak

9 sie 2015

Müller Mix Greek Style Mousse Peanuts & Choco Balls

Ostatnim recenzowanym smakiem spośród trójki muller mousów znalezionych w biedronce będzie Muller Mousse Peanuts & Choco Balls. Jeśli chcecie przeczytać recenzje poprzednich wariantów to zapraszam TU i TU.
O wieczku nie będę się rozpisywać jest ładne, morskie. Widnieje na nim miseczka wypełniona snieżno-białym musem, a gdzieniegdzie są poumieszczane kuleczki zawarte w owym wariancie, orzechy archadiowe i dwie kostki czekolady.
Jogurt jest piankowy, tłustawy, naturalno-jogurtowy, lekko słodki no po prostu idealny. Pachnie naturalnym jogurtem. 
Dodatek w postaci posypki pachnie  orzechami i czekoladą czyli tak jak powinien. Niestety to tylko złudzenie – orzechy smakują staro, tanio i zjełczale. Na dodatek pokrywa je jakaś nieudana słodka skorupka. Natomiast kuleczki są chrupiące, niezbyt słodkie. Myślę, że są skąpane w deserowej lub gorzkiej czekoladzie, a przynajmniej tak smakują. 

Wszystko razem smakuje dobrze, być może dlatego że przeciętną posypkę maskuje pyszny piankowy mus, a’la jogurt. Lecz nie mogę się zbytnio przyczepić, ponieważ nie pasują mi tu jedynie orzechy.

Gdyby pan muller użył do produkcji posypki świeżych, chrupiących orzechów i nie polał ich jakąś podejrzaną słodką substancją ten wariant mógłby był naprawdę bardzo dobry. Kończąc tragedii nie ma.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie

8 sie 2015

Müller Mix Greek Style Mousse Relaxing Strawberry

Kolejnym wariantem z serii mousse który miałam zaszczyt spróbować był  „Relaxing Strawberry”. Jeśli chcecie przeczytać jak wypad wariant Honey & Apricose to zapraszam TU.
Opakowanie to powtórka z rozrywki – morskie, z miseczką wypełnioną puchatym musem i pysznymi, świeżymi truskawkami.
Zapach owego wariantu jest słodki, truskawka zdecydowanie dominuje, a gdzieś pomiędzy możemy wyczuć woń jogurtu naturalnego.
W smaku mus jest subtelnie słodki, tłusty, ale przyjemnie kwaskowaty. Naturalno-jogurtowy. Wyczułam również truskawkowy detal, ale zapewniam, że podczas testu smaku pianka z sosem nie została wymieszana. 

Wsad truskawkowy był wodnisty, chemiczny i sztuczny. Kwaśny, a zarazem słodki. Miał również kawałeczki truskawek.
Pianka razem z sosem stworzyła coś co było naprawdę smaczne dla podniebienia. Coś co wspaniale się uzupełniało i było dla mnie niemałym szokiem. Jestem tym smakiem zafascynowana gdyż z jednej strony był pyszny, a z drugiej obrzydzający. I tak myślałam – dać mu sześć czy jeden, sześć czy jeden... Ostatnia łyżeczka zadecydowała…

„Relaxing Strawberry” to wariacja którą zdecydowanie polecam spróbować każdemu – nawet jeśli nie lubisz truskawek, piankowych deserów, jogurtów czy czegoś co owy wariant zawiera. Tak jak w poprzedniej recenzji powtórzę, że jedni będą go kochać a inni nienawidzić. To w sumie chyba dotyczy całokształtu mullera. W każdym razie ten produkt niesamowicie mnie zachwycił. Ale 6 nie dostanie, 6 jest zarezerwowana tylko dla istnych nieskazitelnych perełek, produktów które zachwycają od początku do końca.

Ocena:
5,5/6
Czy kupię ponownie?: jak będę miała ochotę

6 sie 2015

Müller Mix Greek Style Mousse Honey & Apricot

Ostatnio w biedronce pojawiły się Mullerowe Mousse Mixy o smaku – honey & apricot, relaxing strawberry i peanuts &choco balls. Co prawda nie darzę jogurtów i tego typu deserków szczególną sympatią, ale cena – 99gr/szt – była bardzo zachęcająca.
Jako pierwszy do spróbowania wybrałam smak honey & apricot. Wieczko owego deserku jest utrzymane w morskich barwach. Widnieje na nim prześliczna miseczka wypchana białym, puchowym musem. Jest też łyżeczka która nabiera owe cudo razem z sosem i ogromnym kawałkiem moreli. Owoce wyglądają soczyście, a w tle uwieńczono miodowy akcent. No po prostu bajka!
Po zerwaniu wieczka poczułam morelowo-cytrusowo-brzoskwiniowy zapach w którym starał się przebić nieco słabszy mleczny, naturalno-jogurtowy.

Konsystencja owego moussa jest, gęsta, kremowa, zabójczo piankowa i przyjemnie strzela przy zetknięciu z łyżeczką. Smakuje tłusto, kwaskowato i subtelnie słodko. Natomiast nadzienie brzoskwiniowe jest słodkie, wodniste i kwaskowate.
Po wymieszaniu całość jest smaczna, jogurtowa i tłustawa. Smakuje właśnie czymś pomiędzy brzoskwinią a pomarańczą. Natomiast miodu w owym wariancie nie wyczuwam, chociaż jest go aż 0,5%! Co za hojność producentów!

Muller honey & apricot moim zdaniem jest idealny dla zwolenników kwaskowatych smaków. Natomiast osoby szukające w owym wariancie miodu, niech do swoich poszukiwań nie używają swoich wyrafinowanych kubek smakowych ani lupy – wasze starania i tak pójdą na marne. Nie wiem czy polecam spróbować ten wariant, jedni będą go kochać, drudzy nienawidzić. Może sami zdecydujcie. Ja póki co pozostaję bezstronna.

Ocena:
3/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie

5 sie 2015

QuestBar Cookies & Cream

Jak na razie ostatnim Questem którego posiadałam w swoich zacnych zapasach był wariant Cookies & Cream czyli ciasteczko z kremem w środku. Coś pomiędzy oreo, a markizą. Jak wypadł ten batonik? Po otworzeniu opakowania poczułam chemiczny zapach, typowy dla questów. Dominował w nim jednak aromat ciastka z alkoholem.
Jego konsystencja jest gniotkowata , wiórkowa i żujkowa (pewne słowa zawarte w tym zdaniu najprawdopodobniej nie istnieją). Fajnie sprawdzają się tu ciasteczka które dodają chrupkości.
Baton smakuje bardzo słodko, czuć w nim słodzik, który dominuje bardziej niż w jego innych smakowych odpowiednikach. Ciastka są lekko gorzkawe, czasami wydają się wręcz słone. Natomiast „krem” jest twardy, zbity i słodki – prawie jak ten z oreo!
Wszystko jest dobrze skomponowane i smaki się uzupełniają. Jest naprawdę bardzo pyszny.
Po upieczeni baton przybrał konsystencję miękkiej bryły z chrupiącymi ciasteczkami,  pachniał jak drożdżówka z serem, a smakował wybornie.

Quest bar cookies & cream to moim zdaniem najsłodszy wariant smakowy questów jaki próbowałam.  Jest to mój kolejny faworyt zaraz po wariancie Apple Pie o którym możecie poczytać TU. Jego smak wspaniale komponuje się z gorzkawymi ciasteczkami, aczkolwiek jest lekko przesłodzony.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

4 sie 2015

Hity Crème Brulèe

Dzisiaj prezentuję Wam recenzję kolejnej wersji ciasteczek Hit o smaku Creme Brulee. Jeżeli chcecie przeczytać moję poprzednią opinię Hitów o smaku Choco Delight to zapraszam TU.
Hity Creme Brulee pachną waniliowymi, maślanymi herbatnikami, jak dla mnie kusząco. W konsystencji niestety jak zwykle kruszą się niemiłosiernie. Sam herbatnik jest jasny, słodki, lekko gorzki i „bułkowy”. 
Krem upchnięty pomiędzy owe dwa herbatniki smakuje maślano... jak masło z cukrem. Jest bardzo słodki, na pewno dużo lepszy niż nadzienie w wersji Choco Delight. Aczkolwiek nie jest to jakiś fenomen i na miejscu producenta nie pisałabym, że owy wariant to "creme brulee", raczej wanilia.

Niestety całość nadal smakuje tanio, aczkolwiek dużo lepiej niż w poprzednio testowanej wersji. Nigdy nie próbowałam Creme Brulee więc nie mogę się odnieść smakowo do tego francuskiego smakołyku. Na szczęście tę wersję Hitów da się nawet zjeść, aczkolwiek nadal jest przerażająco słabo, aż chce się rzec: wać Hity, wciskają nam same podrobione kity!
 
Ocena: 2/6
Czy kupię ponownie?: nie!

3 sie 2015

Szwajcarska czekolada mleczna Frey

Dzisiaj przychodzę z recenzją mlecznej czekolady Frey. Dostałam ją od taty, natomiast on od kolegi który przebywał w Szwajcarii i przywiózł to cudeńko. 
Opakowanie jest minimalistyczne, niebiesko-błękitne. Widząc je wiemy, że mamy do czynienia z mleczną czekoladą, która ma słodki, milkowy zapach lecz wyczuwalna jest w nim większa zawartość kakao. Nawet rzekłabym, że czasami przebijał się tu zapach czekoladowych ciastek. Mniam!
Czekolada sama w sobie jest twarda. Rozpuszcza się powolutku uwalniając swój smak. Jest bardzo mleczna, nieprzesłodzona ale nadal bardzo słodka. Czuć w niej prawdziwy kakaowy posmak.
Owa tabliczka jest zdecydowanie mniej słodka od zwykłej mlecznej czekolady, bardziej subtelna… i  zdecydowanie smaczniejsza.
Po kilku kostkach uwydatnia swoją słodycz. Staje się muląca i lekko szczypie w podniebienie. Lecz określiłabym to jako raczej przyjemne doznanie.


Było to moje pierwsze zetknięcie ze Szwajcarską czekoladą. Określam je jako udane i nie obawiam się o drugą tabliczkę – mleczną z orzechami – która spokojnie czeka w mojej szafeczce. Chętnie przygarnęłabym kolejne tabliczki pod swoją opiekę


Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: jeśli będę miała okazję to tak


2 sie 2015

Kinder Country Cream&Crock

Witam moi drodzy! Sporo się działo i nie obiecuję, że jeszcze podobna sytuacja w te wakacje się nie wydarzy. Dziękuję za przewspaniałe komentarze pod poprzednim postem. Mogę się też "pochwalić" (o ile można?!), że zupełnie spontanicznie przekułam sobie pępek. Po prostu weszłam do salonu, który zobaczyłam po kupieniu podręczników i... jakoś tak wylądowałam na łożu pircingowym. Gdybym drugi raz miała robić tego kolczyka to nie wiem czy bym się zgodziła, wygląda TAK. Mi się podoba, no ale nie powiem ból był, nie jestem zbyt wytrzymała. I proszę mi nie pisać, że w moim wieku nie powinnam, jak moi rodzice mogli się na to zgodzić itd. Jak już mówiłam to było spontaniczne i ja, i moja rodzicielka byłyśmy w szoku.
Przejdźmy może do recenzji:
Na innych blogach często pojawia się recenzja tego maleńkiego cudeńka. Nie mogło zabraknąć go również u mnie, tym bardziej, że uwielbiam nowości!
Opakowanie jest małe, utrzymane w biało-czerwonych barwach. Zawiera 116 kcal w 21,5g. Łyżeczka do spożywania owego kinderka jet umieszczona z tyłu opakowania.
Po zerwaniu wieczka naszym oczom ukazuje się jajko wypełnione kremem czekoladowym ze zbożowymi drobinkami. Pachnie mi słodko, kinderkowo, trochę jak mleczna czekolada, albo milka.
Krem umieszczony w jajku ma dwa kolory - ciemny i jasny. Sam jest bardzo gęsty, słodki i mulący (biały moim zdaniem smakuje sztuczną białą czekoladą), lecz z ziarnami tworzy ciekawą kompozycję. Wśród ziarenek wyczułam, że niektóre z nich są gorzkie, lekko orzechowe i twarde, a jeszcze inne są leciutkie jak puch. W smaku owy łakoć jest nawet przystępny i dość ciekawy.

Warto spróbować tej kinderkowej nowości. Jest całkiem smaczną, małą przekąską i dobrze komponuje się z ekspandowanymi ziarenkami.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem