Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam pisać recenzje czekolad. Często skrywają one w swoim wnętrzu tyle wspaniałych smaków. Uwielbiam to! Dzisiaj padło na testowanie czekolady Wawel „Cocoa Mousse”. W solidniejszej tabliczce typu Ritter Sport, a nie w tradycyjnej. Jak wypadła?
Z wyglądu od razu przykuwa uwagę jej opakowanie – minimalistyczne i eleganckie. W ciemno-brązowych kolorach z zabójczym, czekoladowym, piankowym torcikiem, który pobudza zmysły. Człowiek zaczyna się poważnie zastanawiać nad smakiem czekolady, którą właśnie zamierza zjeść.
Po jej otwarciu dotarł do mnie zapach mocno gorzkiej czekolady z alkoholem.
Kostki opisywanej czekolady były solidne i grube, pokryte białym nalotem (co było dziwne, gdyż czekolada miała długą datę ważności). Widnieją na nich przepiękne ornamenty.
Gdy jedna z kostek tejże czekolady trafiła do moich ust spostrzegłam, że szybko się rozpuszcza. Na początku czułam smak gorzkiej, plastikowej, lekko bezsmakowej czekolady. Nie była świetnej jakości.
Po stopieniu się grubej warstwy czekolady natrafiłam na nadzienie – słodkie, wolno rozpuszczające się. Tworzyło ono gęstą grudkową, kakaową masę pozostawiającą drobinki na języku. Było naprawdę smaczne, gorzkawe i lekko słodkie.
Czekolada ta jest smacznym tworem od Wawla. Czuć w niej kakao i słodycz. Nie jest strasznie przesłodzona, lecz nie można zarzucić, że wcale. Szczególnie pod koniec konsumpcji mocno zamula. Aczkolwiek miło się ją jadło. Smakowała lekko wytrawnie. Była bardzo ciekawa w odbiorze i tym mnie zachwyciła.
Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: tak (ale prawdopodobnie już jej nie produkują w takiej wersji tabliczkowej)