Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 5/6. Pokaż wszystkie posty

19 gru 2015

Müller Riso agrestowe

Jak dobrze, że już jestem po testach. Są wstępne wyniki - 79% z historii i 100% z wosu. Jestem mega zadowolona, chciałabym takie wyniki mieć (no może z historii o 1% więcej, ale dali tak idiotyczne zadanie z pewną ikoną, że straciłam na nim 3 punkty) na prawdziwym egzaminie. Spodziewałam się 40-50% bo szłam zupełnie nieprzygotowana (nawet długopisu zapomniałam). Chyba najgorzej pójdzie mi część matematyczno-przyrodnicza, bo prawie wszystko strzelałam. No, ale pożyjemy, zobaczymy.
A dzisiaj lecę do kina na Kosogłosa!
Miłego dnia :*

Gdy pewnego dnia na półkach sklepowych zobaczyłam riso agrestowe byłam lekko zszokowana i nie dowierzałam własnym oczom. W końcu nie często spotyka się deserki bądź jogurty o takim smaku. Kubeczek owego riso powędrował do mojego koszyka.
Gdy nadszedł dzień recenzji spokonie mu się przyjżałam. Jego opakowanie mnie odpychało. Coś mi w nim nie pasowało. Być może chodzi tu o dziwny kolor zieleni, albo nieurodziwy wygląd agrestu. Nie wiem.
W każdym razie po otworzeniu wieczka jako pierwszy na test załapał się ryż. Pachniał on słodko, mlecznie i bardzo... ryżowo. Jego smak był mleczno-tłustawy, tliła się w nim delikatną słodycz. Mniam!

Następnie zabrałam się za agrest. Na początku wyczułam jego lekką woń, a następnie go spróbowałam. Z jednej strony był kwaśny, a z drugiej słodki i cierpki. Zdecydowanie wyczułam w nim cień jego charakterystycznego posmaku.
Po wymieszaniu zawartości obu kubeczków kwaśność zmalała i nie była już tak nachalna. Jedynie równoważyła całość. Natomiast zdecydowanie dominował tu słodki, mleczny smak.

Reasumując muller wyprodukował całkiem ciekawy i smaczny ryż na mleku. Łamie on zdecydowanie dotychczasowe połączenia smakowe. Jest to coś do czego chętnie jeszcze kiedyś powrócę.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: tak

15 gru 2015

Lód batonik Twix

Dawno mnie tu nie było. Mam dużo do nadrobienia, ale chyba każdy wie jak to jest gdy świat wywraca się do góry nogami. Tak właśnie jest teraz u mnie. Nie chcę przesyłać negatywnej energii, bo i tak nikogo to nie interesuje, ale dam tylko znaki, że u mnie jest po prostu źle...
Dzisiaj piszę próbne egzaminy gimnazjalne także proszę o mocne trzymanie kciuków, a teraz zachęcam do lektury.
Kolejnym lodowym batonikiem, którego udało mi się znaleźć w sklepowych czeluściach był wariant twix (o poprzednich możecie poczytać TU i TU).
Po otworzeniu opakowania poczułam karmelkowy zapach. ów lodo-batona ma dość luźną konsystencję i szybko się rozpuszcza.
Czekolada jest bardzo, bardzo słodka, lekko kakaowa. Natomiast lód skrywający się pod nią smakuje słodko, tłusto, śmietankowo. W jego środku zostały ukryte twardawe, chrupkie lekko słone kulki pokryte polewą czekoladową. A karmel idealnie rozpływa się w buzi i podkreśla słodycz.

Całościowo produkt ten jest bardzo smaczny. Zachwyca dość ciekawym połączeniem różnych struktur i smaków. Zupełnie zmienia ogólny obraz tradycyjnego batonika twix, aczkolwiek nadal w pewnym sensie go przypomina. Najbardziej zaskoczył mnie tutaj karmel, był on naprawdę świetny.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

17 lis 2015

Zott, Cremore Triple Choc

Ten deserek wypatrzyłam podczas stokrotkowych zakupów. Bez dłuższego zastanowienia wylądował w sklepowym koszyku. Kilka dni później przystąpiłam do jego przetestowania.
Po otwarciu uroczego wieczka, w stylu walentynek do mojego nosa doszedł zapach lodów o smaku gorzkiej czekolady. Był on bardzo, ale to bardzo głęboko czekoladowy, fenomenalny i mega zachęcający do spróbowania.
Deser był podzielony na trzy części. Najpierw zabrałam się za górną, którą była tłustawa, delikatna, napowietrzona, bardzo dobra pianka o smaku kakaowym.
Druga i trzecia warstwa były słodsze od poprzedniczki. Miały konsystencje budyniu. Natomiast smak gorzko-czekoladowy, lekko orzechowy. Wyczułam również w nich jakąś alkoholową nutkę.

Całościowo ów deser był dość ciężki. W smaku głównie czekoladowy. Przypominał jedzenie tabliczki czekolady o różnych strukturach - budyniu, pianki, sosu. Ponieważ jestem totalną pasjonatką jeżeli chodzi o tego typu wyroby cukiernicze bardzo mi posmakował. Polecam spróbować!

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: tak

15 lis 2015

Daim Mint

Daim Mint wypatrzyłam będąc w aptece koło galerii. Jak wiadomo - uwielbiam nowinki - więc i on szybko zwiódł mój wzrok i jakieś dwa złote z kieszeni. Po wstępnej ciekawości długo zbierałam się, aby go spróbować znajdując kolejne wymówki "Przecież nie przepadam za miętą", "Nawet nie próbowałam zwykłego daima", i kolejne... coraz dziwniejsze "A co jak połamie sobie na nim zęby? Podobno jest bardzo twardy". No, ale w końcu. Po jakże długich i wyczerpujących bataliach z samą sobą postanowiłam go skosztować.
Lekko otworzyłam zielonkawo-niebieski, rzucający się w oczy papierek, a wtem mój nos został zbombadrowany przez woń cholernie mocnej mięty z domieszką czekolady.
Ugryzłwszy (wiem, nie ma takiego słowa) batonika najpierw poczułam subtelny czekoladowy smak z nutką słoności.Gdy polewa się rozpusciła musiałam się stoczyć ze słonawym karmelem, który potwierdził moje zębołamne obawy. Lecz po dłuższym potrzymaniu w ustach stawał się on dość kruchy i pękał na milion małych, wchodzących we wszystkie zakamarki, kawałeczków. W smaku był on delikatny, nieprzesłodzony, naprawdę dobry. Stwierdziłam nawet iż z czasem robi się mleczny, na wzór werther's original.

Daim, produkując batonika w wersji mint, zapewne nie zdawał sobie sprawy iż wywoła on tyle kontrowersji. Muszę przyznać, że ta wersja naprawdę bardzo mi smakowała i pozytywnie mnie zachwyciła. Niestety również z wielkim żalem i bólem serca pragnę dodać, że była ona niestety limitowana.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie: tak

3 lis 2015

Heidi z pomarańczą w fińskiej mlecznej czekoladzie

Tą czekoladę wypatrzyła moja mama podczas wyprzedaży asortymentu starego reala. Szybko powędrowała do koszyka. Kilka dni później ze względu na jej krótką datę ważności i moją ogromną chęć na czekoladę postanowiłam ów tabliczkę otwoczyć.
Najpierw poczułam mocno pomarańczowy zapach w który po chwili wmieszał się aromat kakaowo-kawowy.
Czekolada wolno się rozpuszcza uwalniając głęboką słodycz i przyjemny kakaowy posmak. Całość niestety lekko psuje nadmierna "pomarańczowość". Nie znajdziemy tutaj również charakterystycznej mleczności, co dziwi gdyż na opakowaniu pisze, że jest to "fińska mleczna czekolada".
Trzeba również zaznaczyć, że nie jest to gładka czekolada. Pozostawia ona bowiem na języku malutkie grudki.
Pomarańcza jest bardzo żylasta. Jej charakterystyczny smak gdzieś zanikł a twarda skórka nie ułatwia gryzienia, lecz mimo to i tak jest smaczna.

Po pewnym czasie stwierdziłam, że ta tabliczka ma potencjał. Heidi sprytnie dobrała proporcje między konkretnymi składnikami. Przez co mimo iż czekolada jest "mleczna" to maskuje ją kakao. Szczerze powiedziawszy to dopiero po pewnym czasie uznałam, że to działanie było celowe. Nie wyobrażam sobie bardzo mlecznej, cukrowej czekolady w towarzystwie pomarańczy. To tak jakby łączyć coś infantylnego z czymś gustownym i luksusowym. Także chwała Heidi, za stworzenie mlecznej czekolady z delikatnym kakaowym charakterem i pomarańczą w sposób nie urażający potencjalnych oczekiwań.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

20 paź 2015

Szwajcarska czekolada mleczna z orzechami, Frey

Poprzednią tabliczkę czekolady Frey recenzowałam TUTAJ. Byłam nią pozytywnie zaskoczona, ale w moich zapasach spoczywała również jej siostrzenica z orzechami laskowymi.
Po otworzeniu niebieskiego, minimalistycznego opakowania zbliżyłam do niej nos i poczułam słodki, kakaowy zapach przypominający czekoladę 60%.
Jej kosteczki rozpuszczając się w ustach tworzyły przyjemną błocistą, gęstą magmę. W smaku przewijała się naprzemian słodycz, minimalnie wyczuwalna kakaowa goryczka, oraz przyjemny orzechowo-mleczny posmak.
Orzech zatopiony w tej delikatnej strukturze był świeży, chrupki i lekko gorzkawy. Odegrał tutaj dobrą robotę znakomcie przełamując treściwą słodycz.

Jest to czekolada rodem ze Szwajcarii, która spełniła moje oczekiwania. Idealna w zimne, ciemne popołudnia do gorącej herbaty, bądź kawy. Aczkolwiek myślę, że jest to produkt na raz... przy częstszej konsumpcji byłabym zdecydowanie znudzona jej smakiem i prostotą.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: być może, gdy ją znajdę

26 wrz 2015

Praliny "Likwory" z nadzieniem alkoholowym o smaku kokosowym i wiśniowym

Dzisiaj zaprezentuję likwory z bierdronkowej firmy "Luximo Premium". Czyli czekoladki z dużą ilością alkoholowego nadzienia.
Jako pierwszą do spróbowania wybrałam wersję kokosową. W zapachu marcepanowo-kokosowa, z przebijającym się w aromatem gorzkiej czekolady i silną wonią alkoholu.
Czekolada otaczająca nadzienie szybko się rozpuszcza i "ciapie". Jest zarazem gorzka i słodka, oraz przesiąknięta alkoholem.
Płynne wnętrze również jest słodkie i czuć w nim subtelny kokos. Mocno alkoholowe, palące i szczypiące przełyk.
Całość jest gorzkawa. Alkohol początkowo pali i ogrzewa gardło, lecz po chwili czekolada dodaje charakterystycznej goryczki, a następnie znów powraca ciepłota i szczypanie. I tak w kółko. W międzyczasie niestety podczas tych jakże ciekawych doznań zanika posmak kokosa.

Kokosowa pralina trafia w moje gusta. Nie wiem ile zawiera alkoholu (i czy w ogólne) ale jest mocna.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie, ale gdyby ktoś mnie poczęstował to bym nie odmówiła

Następną wersją była wiśniowa, która pachnie wiśniami w deserowej czekoladzie.
Jej solidna warstwa czekolady nadaje alkoholowej goryczki. Jest przyjemna w odbiorze. Słodka, mocno kakaowa. Niestety brak jej mlecznego, tłustawego posmaku, ale być może to i dobrze. Przez mocniejszy akcent kakao, sam smak alkoholu staje się dużo bardziej wyraźny.
Nadzienie zawarte w czekoladce jest gęstsze i słodsze od wersji kokosowej. Alkohol jest też mocniej wyczuwalny, natomiast brakuje w nim smaku wiśni, który najprawdopodobniej zastąpiono aromatem.

Ta czekoladka niestety była gorsza od kokosowej  poprzedniczki, aczkolwiek myślę, że i tak warto ją spróbować.  Osobom lubiący mocny alkoholowy power właśnie ta wersja bardziej przypadnie do gustu, niestety to nie dla mnie.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

15 wrz 2015

Wawel Cocoa Mousse

Nie wiem dlaczego, ale uwielbiam pisać recenzje czekolad. Często skrywają one w swoim wnętrzu tyle wspaniałych smaków. Uwielbiam to! Dzisiaj padło na testowanie czekolady Wawel „Cocoa Mousse”. W solidniejszej tabliczce typu Ritter Sport, a nie w tradycyjnej. Jak wypadła?
Z wyglądu od razu przykuwa uwagę jej opakowanie – minimalistyczne i eleganckie. W ciemno-brązowych kolorach z zabójczym, czekoladowym, piankowym torcikiem, który pobudza zmysły. Człowiek zaczyna się poważnie zastanawiać nad smakiem czekolady, którą właśnie zamierza zjeść.
Po jej otwarciu dotarł do mnie zapach mocno gorzkiej czekolady z alkoholem.

Kostki opisywanej czekolady były solidne i grube, pokryte białym nalotem (co było dziwne, gdyż czekolada miała długą datę ważności). Widnieją na nich przepiękne ornamenty.
Gdy jedna z kostek tejże czekolady trafiła do moich ust spostrzegłam, że szybko się rozpuszcza. Na początku czułam smak gorzkiej, plastikowej, lekko bezsmakowej czekolady. Nie była świetnej jakości.
Po stopieniu się grubej warstwy czekolady natrafiłam na nadzienie – słodkie, wolno rozpuszczające się. Tworzyło ono gęstą grudkową, kakaową masę pozostawiającą drobinki na języku. Było naprawdę smaczne, gorzkawe i lekko słodkie.

Czekolada ta jest smacznym tworem od Wawla. Czuć w niej kakao i słodycz. Nie jest strasznie przesłodzona, lecz nie można zarzucić, że wcale. Szczególnie pod koniec konsumpcji mocno zamula. Aczkolwiek miło się ją jadło. Smakowała lekko wytrawnie. Była bardzo ciekawa w odbiorze i tym mnie zachwyciła.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: tak (ale prawdopodobnie już jej nie produkują w takiej wersji tabliczkowej)

18 sie 2015

Ukraińska chałwa z rodzynkami i fistaszkami

Chałwa, którą dzisiaj zrecenzuję prawdopodobnie pochodzi z Ukrainy. Jest to solidny kawał sezamowej przyjemności, który albo się lubi, albo nie.
Po otwarciu opakowania poczułam mocną woń sezamu. Gdzieniegdzie mieszał się również subtelny aromat mielonej kawy.
Chałwa bardzo kruszyła się podczas krojenia. Była tłustawa, co można było wywnioskować po pozostawionym smarze na palcach.
Owy produkt zaskoczył mnie podczas testu smaku, był bardzo słodki, ale nieprzesłodzony. Mocno sezamowy, co dawało wrażenie jedzenia prawdziwej chałwy. Umieszczone w nim zostały również dodatki w postaci fistaszków i rodzynek. Orzeszki były świetne. Wspaniale chrupały, były świeże. No po prostu idealne. Aż żal ściska człowieka, gdy czasami natrafi w sklepie na zjełczałe, stare orzechy, które utraciły swój smak. Natomiast rodzynki niestety są totalnym niewypałem – twarde, bardzo suche, niesmaczne – niszczą całokształt dobrego produktu.

Ta chałwa jest jedną z nielicznych, które mogłam spróbować w swoim życiu. Odmieniła moje podejście w stosunku do tego produktu. Zachwyciła mnie swoim smakiem, niestety dodatek starych rodzynek obniżył jej całokształt i końcową ocenę.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie 

10 sie 2015

Rożek lodowy "Oreo"

Rożek Oreo to zestawienie słynnych czarnych jak węgiel ciasteczek wypełnionych zabójczo słodkim kremem razem z lodami. Po długich wyczekiwaniach nareszcie i my możemy rozsmakować się w szerokiej gamie tego smakołyku – począwszy od gałkowanych lodów poprzez popularne rożki, patyki i kubeczki kończąc na lodowej kanapce. Dzisiaj padło na recenzje rożka.
Po odpakowaniu z niebieskiego papierka naszym oczom ukazuje się rożek stworzony z (dziwnie) ciemnego wafla. Moim zdaniem są w nim również pokruszone kawałki ciasteczek. Na koronie widnieje biały lód z małymi drobinkami markiz, oraz ich okruchy które wspaniale zdobią jej górną część przypominającą kształtem beze. Natomiast lód pachnie po prostu… ciasteczkami.

Smak masy lodowej jest tłusty, mocno śmietankowy i słodki. Jego konsystencja jest delikatna, piankowa.
Ciacha są gorzkie, namoknięte, zdecydowanie lepsze niż te z tradycyjnych markiz  oreo.
Rożek  jest tak samo jak ciastka gorzki, lekko chrupie podczas konsumpcji. Od środka wypełnia go czekolada.
Końcówka loda jest wypełniona dużą ilością pysznej, idealnie słodkiej czekolady. Bajka!

Lód ten jest smacznym tworem. Idealnie ochładza podczas obecnych zabójczo upalnych dni. Jeśli lubicie ciastka oreo, albo nie (jak ja) to spróbujcie go. Lody zapewniają frajdę podczas jedzenia, a na końcu zaskakują pokaźną ilością pysznej czekolady. Dla mnie minusem mógłby być fakt, że lód niestety szybko się rozpuszcza.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: pewnie tak

3 sie 2015

Szwajcarska czekolada mleczna Frey

Dzisiaj przychodzę z recenzją mlecznej czekolady Frey. Dostałam ją od taty, natomiast on od kolegi który przebywał w Szwajcarii i przywiózł to cudeńko. 
Opakowanie jest minimalistyczne, niebiesko-błękitne. Widząc je wiemy, że mamy do czynienia z mleczną czekoladą, która ma słodki, milkowy zapach lecz wyczuwalna jest w nim większa zawartość kakao. Nawet rzekłabym, że czasami przebijał się tu zapach czekoladowych ciastek. Mniam!
Czekolada sama w sobie jest twarda. Rozpuszcza się powolutku uwalniając swój smak. Jest bardzo mleczna, nieprzesłodzona ale nadal bardzo słodka. Czuć w niej prawdziwy kakaowy posmak.
Owa tabliczka jest zdecydowanie mniej słodka od zwykłej mlecznej czekolady, bardziej subtelna… i  zdecydowanie smaczniejsza.
Po kilku kostkach uwydatnia swoją słodycz. Staje się muląca i lekko szczypie w podniebienie. Lecz określiłabym to jako raczej przyjemne doznanie.


Było to moje pierwsze zetknięcie ze Szwajcarską czekoladą. Określam je jako udane i nie obawiam się o drugą tabliczkę – mleczną z orzechami – która spokojnie czeka w mojej szafeczce. Chętnie przygarnęłabym kolejne tabliczki pod swoją opiekę


Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: jeśli będę miała okazję to tak


14 lip 2015

QuestBar CinnamonRoll

Dzisiaj przejdę do recenzji QuestBara o smaku Cinnamon Roll. Na wstępie dodam iż bułeczki Cinnamon Roll można zakupić w kawiarni Cinnabon. Z tego co wiem jest ich kilka w Polsce. A ich wyrobów nigdy nie próbowałam, ale na sam widok aż ślinka cieknie. Gdybym miała okazję to z wielką chęcią spałaszowałabym ich super kaloryczną bułę.
Na opakowaniu naszego batona widnieje przepyszna cynamonowa, zawijana bułeczka polana słodziutkim lukrem - pycha! Kompozycja jest zachowana w ładnych, stonowanych kolorach. Po odpakowaniu moim oczom ukazała się twarda, zbita bryła o kolorze lekko brązowym. W konsystencji była wiórkowa i twarda, a pachniała czymś niezidentyfikowanym. Mój tato porównał zapach owego Questa do pierniczków, które pamięta z dzieciństwa. Dla mnie był dziwny, lekko sztuczny i cynamonowy, aczkolwiek wciąż nie wiem co mi przypomina.
Smak tego batona porównałabym do delikatnego, subtelnie słodkiego ciastka, oprószonego cynamonem.
Po spróbowaniu jak zwykle resztę zapiekłam i ze szczerością muszę przyznać iż ten wariant lepszy jest "na zimno". Aczkolwiek sprawdzę to jeszcze, bo swojego Questa "lekko" przyjarałam.

QuestBar CinnamonRoll ku mojemu zdziwieniu jest smaczniejszy przed upieczeniem, a nie jak np. ten wariant po upieczeniu. Jest przyjemnie słodki i lekko cynamonowy. Brakuje w nim efektu "wow", dlatego dostaje ode mnie ocenę 5/6. Aczkolwiek i tak z wielką chęcią kupię go ponownie i wam też polecam!

Ocena Quest'a przed upieczeniem: 5/6
Ocena Quest'a po upieczeniu: 3/6 (będzie poprawka w przyszłości)
Czy kupię ponownie?: tak

11 lip 2015

Müller Riso Chocolate Kokos

Dzisiaj zrecenzuję Muller Riso Chocolate Kokos czyli czekoladowy ryż na mleku z wsadem kokosowym. Z tego co pamiętam już kiedyś go jadłam i był okropny, ale czy tym razem będzie tak samo?
Zacznę jak zwykle od opakowania, które jest prześliczne, w brązowo-białych odcieniach. Modnie. Widnieje na nim kokos, oraz łyżeczka trzymająca gęsty, mocno czekoladowy ryż z białym, kokosowym sosem.
Po zerwaniu wieczka następuje "małe" rozczarowanie...
...spodziewałam się tego co widniało na opakowaniu, a dostałam brązową paćkę, ze śladową ilością ryżu. Na szczęście zapach jest oszałamiający - dominuje w nim kokos, lecz lekko przebija się również kakao. Ten zapach przypomina mi... Kinder Pingui Kokosowy! Jest niesamowity!
Konsystencja naszego czekoladowego mullera przypomina mi budyń, tudzież glutek. Wydaje mi się nawet, że w tym wariancie jest miększy ryż, niż w innych.
Po spróbowaniu stwierdzam, że jest przepyszny, słodziutki, kakaowo-czekoladowy. No po prostu poezja, 6/6! Ale niestety po zjedzeniu połowy wiórki kokosa zaczęły mi przeszkadzać. Chrząkać pod zębami i wchodzić w nie. Niestety ten makament obniża ocenę mullera, a szkoda.

Muller Riso Chocolate Kokos jest bardzo smaczny. Będzie poezją i ulubieńcem dla osób które lubią rozgryzać trociny wiórki kokosowe. Byłabym zachwycona gdyby producent wyprodukował owe wydanie riso z białym kokosowy sosem, gdzie wiórki zostałyby kilkukrotnie zmielone.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: być może

8 lip 2015

Cadbury Chips Ahoy

Tą czekoladę udało mi się kupić podczas wycieczki do Londynu. Wiadomo – jak ją zobaczyłam - to musiałam ją mieć. Gdybym tylko wiedziała, że celnicy nie zabiorą moich wspaniałych zdobyczy to od razu kupiłabym ich więcej. No, ale przejdźmy do recenzji.
Moim zdaniem czekolada ma urocze, fioletowe opakowanie, które przypomina mi niemiecką milkę. Widnieje na nim przesłodki ciastek trzymający w swojej czekoladowej łapce, czekoladową szablę.  Gdyby nie fakt, że ma uśmiech na twarzy, pomyślałabym, że mówi "Ahoj!". Ooo! Jak słodko. Już samo opakowanie zdradza jak słodka musi być jego zawartość. 
Czekolada pachnie słodko, bardzo, bardzo słodko, lekko kakaowo. Niestety strasznie szybko rozpuszcza na dłoniach, talerzykach, biurku, laptopie – po prostu wszędzie gdzie ją trzymacie – zostawiając tłuste, lepiące się plamki.
Przystąpmy do degustacji. Czekolada najpierw klei się do ust. Dopiero później wyczuwamy jej słodycz, która przypomina mi milkę. Jest bardzo słodka. Natomiast ciasteczka zatopione w niej są chrupiące,subtelnie słodkie i gdzieniegdzie zawierają kawałeczki gorzkiej czekolady (przynajmniej ja je wyczuwam).

Całość jest bardzo słodka i smaczna. Podoba mi się ta kompozycja, szczególnie, że te „gorzkie” kawałki ciasteczek idealnie współgrają z lekko przesłodzoną czekoladą. Gdybym nie wiedziała co to za firma, to bez namysłu odpowiedziałabym – milka! Ogólnie produkt bardzo smaczny. Lecz to nie wystarcza aby dostać 6, mocne 5!

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: gdy będę miała okazję to tak