Nie wiem, czy ktokolwiek to czyta, ale dzisiaj kilka słów wstępu. Zacznę może od tego iż w obecnym obrocie sytuacji nie mam czasu dla siebie. Normalnie siedzę nad książkami od szesnastej do dziesiątej i nawet zwyczajne osiem godzin snu już mojemu organizmowi nie wystarcza, no ale mówi się trudno, kiedyś musi sobie odespać trzy lata bezsenności, tylko odbija się to na mojej senności w okolicach porannych i popołudniowych XD Także ten... stawiam sobie za wysokie wymagania. Co z tego, że się uczę jak i tak później mam poczucie winy, że za mało, że nie ma samych piątek. Śmiać mi się chce z samej siebie... choć czasami brzmi to dość dramatycznie :D A no i kurczę rozszyfrowuję już drugi dzień jak włączyć internet w telefonie z abonamentu, a na internecie o tym ani słychu. Takim jestem specem, że najbanalniejszych czynności nie potrafię wykonać... hm... to zapewne przez ten nadmierny stres ;D No, a ostatnimi już, poważnymi ogłoszeniami jest mój pomysł na serię postów (bądź jeden) taki bardziej o mnie, w którym po prostu poznalibyście mnie bardziej. Albo te kilka odsłon o postępowaniu społeczeństwa, które potępiam (mroczna strona Karoliny! już widzę te ogniki w moich oczach... ). No, a może to i to? Jeśli ktoś to czyta, to proszę napisać mi poniżej co o tym myśli. Także... ja już nie przedłużam, miłej recenzji.
To chyba dla nikogo nie będzie zdziwieniem gdy napiszę, że Kinder Pingui jest dostępne w wersji malinowej? Tak czy siak, dzisiaj o nim.Po wyjęciu kinderka z opakowania stwierdziłam, że malin w nim nie wyczułam, ew. coś pseudo malinowego, aczkolwiek zostało to zdominowane przez inny zapach, a mianowicie mocny czekoladowo-kakaowy. Nie powiem, że nie był przyjemny, bo owszem był… ale spodziewałam się czegoś innego.
Na początek testu odłamałam kawałek czekolady. Bardzo szybko się rozpuszczała, była mocno przesłodzona i… jakby z malinowym syropem (?). Pod nią skrywał się zwykły, kakaowy biszkopt.
W środku kinderka znajdowała się duża warstwa białego, bliżej niezidentyfikowanego kremu. Który smakował chemicznie, był niesmaczny i znów okropnie przesłodzony! Pomiędzy kremem był zupełnie niewyczuwalny pasek malinowego nadzienia. Jego smak dosłownie zabiła ogromna śmietankowa słodycz. Dopiero po mocnym zastanowieniu się uznałam, że być może czasami wyczuwam malinowy posmaczek.
Ta przekąska zawiera różne tekstury m.in. czekoladę, biszkopt, krem. Wszystko nadaje całości ciekawej konsystencji. Niestety w odbiorze Kinder Pingui malinowy był dla mnie zdecydowanie za słodki. Nie za bardzo go polecam.
Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

