Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 4/6. Pokaż wszystkie posty

16 sty 2016

Gofr "Caprisse" z nadzieniem mlecznym

Dzisiaj mam ważne spotkanie, a to oznacza stress level up. Trzymajcie za mnie kciuki!

Dawno temu recenzowałam Caprisse o smaku czekoladowym (TU), pewnie już zdążyliście o nim zapomnieć, ale ja wspaniałomyślna przypomnę Wam, że została również wersja z nadzieniem mlecznym. Po otwarciu opakowania poczułam biszkoptowy zapach z dozą alkoholu (coś, jak cukierki z alkoholem).
Nadgryzłam biszkopt, który okazał się mięciutki, delikatnie wypieczony, ale nie chrupiący. W smaku bardzo słodki, minimalnie tłusty.
Następnie dostałam się do warstwy z tłustym, słodkim, alkoholowym, mazistym kremem, który przypominał mi budyń.

Gofr Caprisse z nadzieniem mleczny okazał się lepszy od poprzednika, pod wieloma względami, aczkolwiek myślę że najważniejszym z nich jest - nienachalna słodycz. Ów konkurent smakował znacząco lepiej, i jeśli miałabym się na niego podobnie skusić, to wybrałabym właśnie ten wariant.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie

8 sty 2016

Twix Top

Ciasteczka połączone z batonikami w wersji "top" pojawiły się już dawno temu w biedronce. Od razu przykuły moją uwagę i musiały koniecznie pojawić się na moim blogu. Jako pierwszą do recenzji wybrałam wersję Twix.
Po otwarciu paczuszki poczułam przyjemnie karmelowy, ciasteczkowo-czekoladowy zapach. Najpierw odgryzłam ciasteczko, które było dobrze wypieczone - nie za twarde, nie za miękkie, tylko przyjemnie chrupiące. Samo w sobie miało też bardzo ładny kolor.
W smaku było bardzo charakterystyczne Neutralne, delikatne, lekko słodkie, lekko słone... trochę dziwne.
W ciasteczku został umieszczony lekko ciągutkowy karmel, hojnie przykryty słodką, margarynowatą czekoladą. Przywodzącą na myśl tani produkt z dolnej półki.

Twix top'y mnie nie oczarowały. Całość razem była całkiem smaczna, ale po kolejnych gryzach robiła po prostu się nudna.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie: jakby były sprzedawane po jednej sztuce, a nie w wielkim kartonie, to może bym się ponownie skusiła :)

6 sty 2016

Monte z czekoladą, orzechami i sosem czekoladowym

Pewnego dnia nadszedł czas na wypróbowanie kolejnego deserku od monte, tym razem padło na wersję z sosem czekoladowym, czekoladą i orzechami (o poprzedniej karmelowej możecie przeczytać TU).
Po otworzeniu wieczka poczułam zapach gorzkiej, mocno-kakaowej czekolady z nutką kawy. Był on przyjemny i zachęcający do spróbowania. Szybko zanurzyłam łyżeczkę w gładkim, kremowym deserku i poczułam słodki, bardzo słodki, tłustawy smak z minimalnie wyczuwalną goryczą. Szybko też natknęłam się na gęsty sztuczno-wodnisto-czekoladowy sos. Był on niesmaczny i mało wyraźny.

Całościowo deser był taki... całkiem całkiem. Aczkolwiek nie kupię go ponownie ze względu iż oczekiwałam czegoś innego, a już totalnie zawiodłam się gdy doszłam do wniosku, że w owym produkcie brakuje orzechów i czekolady. A przynajmniej takich jakich sobie wyobrażałam.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie

20 lis 2015

Lód batonik mars

Ostatnio moje życie znów zamieniło się w rozpędzoną kolejkę górską. Czas wolny został wypełniony po brzegi rzeczami do zrobienia. Dopadła mnie też ogromna wena pisarska, którą spokojnie mogłabym porównać do jednej z największych lawin śnieżnych w historii naszego globu. Zaczęłam szaleńczo pisać wiersze, nawet po trzy-cztery dziennie. Skróciłam godziny poświęcane na sen, aby wszystko wokół siebie ogarnąć. Lecz nadal brakuje mi pewnej wiadomości, chciałabym wiedzieć, bo nie wiem czy się angażować czy wszystko to nadzwyczaj olać.
Kolejny lodowy batonik doczekał się swojego własnego posta. Mowa o marsie, którego miałam nie kupować, ze względu na moją karmelową awersję. Niestety (albo stety) podczas zakupów został wpakowany do koszyka co jednoznacznie oznaczało... recenzję.
Czekolada, która go pokrywa jest bardzo słodka, mocno kakaowa i mleczna - taka jak powinna być. Pod nią znajduje się słodki, nijaki, wodnisty lód któremu smaku nadaje wyżej wspomniana czekolada i słodki, ciągnący się karmel. Batonik strasznie szybko się topi i w międzyczasie rozwala w naszych łapkach.

Ten lód jest na pewno bardzo słodki, głównie za sprawą karmelu i czekolady. Niesetety czegoś mu brakuje do podbicia mojego serca.
Aby nie było powtórzeń to teraz jeszcze dodam iż pachnie toffi z czekoladą.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie

5 lis 2015

Magnum, Créme Brûlée

Chociaż przed oczyma mam listopad z przed trzech lat, chociaż ostatnio zdarzają mi się coraz to dziwniejsze zdarzenia losowe i chociaż boję się... chcę wiedzieć.
Czasami zastanawiam się nad sukcesem magnumów. Myślę, że czynniki wpływające na ich świetność to cena (przecież to co drogie, musi być znakomite!), ekskluzywne opakowanie i dobra czekolada. Mnie osobiście do tej pory żaden z magnumów nie powalił na kolana, nie spowodował ślinotoku i nie sprawił, że będę chciała więcej, więcej i więcej. Czy wariant creme brulee zmienił moje poglądy? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.
Po otwarciu ładnego, dość minimalistycznego opakowania poczułam słodki, kakaowy zapach i zabrałam się za testowanie.
Jako pierwszą spróbowałam chrupką, mega słodką czekoladę z lekko gorzkimi drobinkami, trzaskającymi pod zębami. Przypominały mi one palony cukier. Czekolada ogólnie szybko się rozpuszczała i powodowała totalne zacukrzenie.
Lód pod spodem był w smaku mocno śmietankowy, tłusto-kremowy i po prostu słodki. Sos
wmieszany w niego nie zachwycił mnie - był lekko gorzki, dziwny i miał niezbyt przyjemny kolor.

Magnum creme brulee nie podszedł do gustu mojej dość wymagającej osoby. O ile czekolada była do zniesienia, tak lód został zrobiony zbyt tradycyjnie. Brakuje w nim wariacji, która by mnie zadowoliła. Aczkolwiek produkt ten nie jest zły i być może kiedyś do niego wrócę.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: póki co nie

1 lis 2015

Deser o smaku truskawkowym z waniliową bitą śmietanką, Polmlek

Ostatnio żyję bardziej. Więc jest mnie tutaj mniej.
Kiedyś gdy przeszukiwałam biedronkowe półki natknęłam się na deserki z firmy "Polmlek", poezja lux. Były dostępne dwa warianty - truskawkowy i czekoladowy. Wybrałam truskawkowy gdyż wcześniej nie miałam styczności z takimi wyrobami i nie wiedziałam czego mam się spodziewać.
Zapach tego deserku był bardzo mocny, śmietankowo-waniliowy. Jestem ciekawa skąd on się tam znalazł skoro w składzie nie ma żadnych tego typu aromatów. Natomiast warstwa budyniowa przypominała mi chemiczną truskawkę.
Pianka jest puszysta, słodka, kremowo-śmietankowa i tłusta. Przepyszna! Coś jak masa na placka!
Natomiast truskawkowy bydyń jest bardzo słodki, gęsty. Brak mu charakterystycznej mleczności i smaku prawdziwych truskawek. Gdzieś tam one są, ale dość chemiczne. Dopiero po chwili truskawkowy posmaczek zmienia się w śmietankowy. Masa jest lekko proszkowa, ale nadal smaczna.

Polmlek powinien popracować nad dolną warstwą swoich deserków. Natomiast za piankę można go pochwalić. Jest pyszna.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: być może

26 paź 2015

Batonik twarogowy truskawkowy, Tutti

Ostatnim batonikiem, który królował na lodówkowych półkach w biedronce był wariant truskawkowy (poprzednie recenzje umieściłam TU i TU). Po jego odpakowaniu poczułam ledwo wyczuwalny zapach czekolady i twarogu. Natomiast po przekrojeniu zaczął również dominować przyjemny aromat truskawek.

Czekolada pokrywająca batonik jest lekko gorzka, aczkolwiek nie czuć w niej kakao ani charakterystycznej mleczności gdyż  sama w sobie jest wegańska. Szybko się rozpuszcza uwalniając sztuczny smak co potęguje wrażenie iż została wypełniona jakimiś podejrzanymi tworzywami.
Twarożek, umieszczony pod polewą czekoladową jest słodko-kwaśny, a truskawkowy mus przypomina wysokosłodzony pseudotruskawkowy dżem. Jest ok, ale nie jest to smak którego się spodziewałam.

W tym twarogowym batoniku noszącym miano "truskawkowego" zabrakło... głównego składnika, czyli oklepanych truskawek. Trochę się zawiodłam na tym produkcie.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie

24 paź 2015

Müllel, ryż na mleku z wsadem rabarbarowym

Dzisiaj recenzowanym produktem będzie riso z wsadem rabarbarowym. Kwintesencja lata zamknięta w małym plastikowym kubeczku.
Po zerwaniu ślicznego wieczka doszedł do mnie słodki, mleczny, lekko waniliowy zapach ryżu. Który przypominał mi budyń. W smaku był słodki, kremowy, mleczny z nutką waniliową. Ryż pływający w owym glucie był idealnie ugotowany – nie za twardy, jak to zwykle bywa, ale również nie za miękki.
Wsad rabarbarowy uderzył mnie swoją słodyczą. Przypominał mi mój truskawkowo-rabarbarowy dżem. Był zabójczo słodki, a zarazem kwaskowy. W zapachu jak chemiczny rabarbar.
Po wymieszaniu ryżowo-glutkowy twór stał się bardzo słodki, mleczny, śmietankowy - przyjemny dla kubków smakowych.

Muller riso z rabarbarem jest naprawdę bardzo smacznym produktem. Być może producent sypnął przy jego produkcji zbyt dużo cukru do musu rabarbarowego, aczkolwiek dobrze równoważy on smak ryżu nadając całości deserkowy posmak. Szkoda, że zabrakło w nim efektu „wow”.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie: jeśli będę miała ochotę

9 sie 2015

Müller Mix Greek Style Mousse Peanuts & Choco Balls

Ostatnim recenzowanym smakiem spośród trójki muller mousów znalezionych w biedronce będzie Muller Mousse Peanuts & Choco Balls. Jeśli chcecie przeczytać recenzje poprzednich wariantów to zapraszam TU i TU.
O wieczku nie będę się rozpisywać jest ładne, morskie. Widnieje na nim miseczka wypełniona snieżno-białym musem, a gdzieniegdzie są poumieszczane kuleczki zawarte w owym wariancie, orzechy archadiowe i dwie kostki czekolady.
Jogurt jest piankowy, tłustawy, naturalno-jogurtowy, lekko słodki no po prostu idealny. Pachnie naturalnym jogurtem. 
Dodatek w postaci posypki pachnie  orzechami i czekoladą czyli tak jak powinien. Niestety to tylko złudzenie – orzechy smakują staro, tanio i zjełczale. Na dodatek pokrywa je jakaś nieudana słodka skorupka. Natomiast kuleczki są chrupiące, niezbyt słodkie. Myślę, że są skąpane w deserowej lub gorzkiej czekoladzie, a przynajmniej tak smakują. 

Wszystko razem smakuje dobrze, być może dlatego że przeciętną posypkę maskuje pyszny piankowy mus, a’la jogurt. Lecz nie mogę się zbytnio przyczepić, ponieważ nie pasują mi tu jedynie orzechy.

Gdyby pan muller użył do produkcji posypki świeżych, chrupiących orzechów i nie polał ich jakąś podejrzaną słodką substancją ten wariant mógłby był naprawdę bardzo dobry. Kończąc tragedii nie ma.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie

2 sie 2015

Kinder Country Cream&Crock

Witam moi drodzy! Sporo się działo i nie obiecuję, że jeszcze podobna sytuacja w te wakacje się nie wydarzy. Dziękuję za przewspaniałe komentarze pod poprzednim postem. Mogę się też "pochwalić" (o ile można?!), że zupełnie spontanicznie przekułam sobie pępek. Po prostu weszłam do salonu, który zobaczyłam po kupieniu podręczników i... jakoś tak wylądowałam na łożu pircingowym. Gdybym drugi raz miała robić tego kolczyka to nie wiem czy bym się zgodziła, wygląda TAK. Mi się podoba, no ale nie powiem ból był, nie jestem zbyt wytrzymała. I proszę mi nie pisać, że w moim wieku nie powinnam, jak moi rodzice mogli się na to zgodzić itd. Jak już mówiłam to było spontaniczne i ja, i moja rodzicielka byłyśmy w szoku.
Przejdźmy może do recenzji:
Na innych blogach często pojawia się recenzja tego maleńkiego cudeńka. Nie mogło zabraknąć go również u mnie, tym bardziej, że uwielbiam nowości!
Opakowanie jest małe, utrzymane w biało-czerwonych barwach. Zawiera 116 kcal w 21,5g. Łyżeczka do spożywania owego kinderka jet umieszczona z tyłu opakowania.
Po zerwaniu wieczka naszym oczom ukazuje się jajko wypełnione kremem czekoladowym ze zbożowymi drobinkami. Pachnie mi słodko, kinderkowo, trochę jak mleczna czekolada, albo milka.
Krem umieszczony w jajku ma dwa kolory - ciemny i jasny. Sam jest bardzo gęsty, słodki i mulący (biały moim zdaniem smakuje sztuczną białą czekoladą), lecz z ziarnami tworzy ciekawą kompozycję. Wśród ziarenek wyczułam, że niektóre z nich są gorzkie, lekko orzechowe i twarde, a jeszcze inne są leciutkie jak puch. W smaku owy łakoć jest nawet przystępny i dość ciekawy.

Warto spróbować tej kinderkowej nowości. Jest całkiem smaczną, małą przekąską i dobrze komponuje się z ekspandowanymi ziarenkami.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem


19 lip 2015

Müller Riso Chocolate Vanilia


Dzisiaj przejdę do recenzji czekoladowego deseru mleczno-ryżowego z sosem o smaku waniliowym. Na wieczku tak jak w poprzednio recenzowanym wariancie kokosowym widnieje sprecyzowany smak naszego ryżu. Czyli kwiat wanilii razem z jej dwiema laskami oraz łyżeczka z gęstym czekoladowym ryżem polanym żółtym sosem.
A co otrzymujemy? Pachnącą zimnym, słodkim kakaem paćkę z mikro drobinkami ryżu. Niestety sosu też lupą trzeba w nim szukać. Ten wariant zawiera go wyjątkowo mało, a tak właściwie to wcale.

Owy ryż smakuje po prostu zimnym, słodkim kakaem zrobionym na mleku (tylko mi nie piszcie, że nigdy takiego nie piliście), jest bardziej miękki niż inne mullerowe ryże. Jest może minimalnie bardziej gorzkawy, ale nadal słodki. Wraz z jedzeniem wyczuwamy tutaj czekoladową nutkę. Smakuje jak 45-50% czekolada. Pomimo, że mamy tu do czynienia z (!) wanilią w proszku i aromatem - ja tych składników nie wyczuwam.

Kompozycja ta jest dość smaczna i przypomina mi zimne kakao z dzieciństwa, które bardzo lubiłam. Zdecydowanie na minus oceniłabym niesamowicie znikomą ilość ryżu, a może to miał być budyń?, oraz totalny brak sosu waniliowego, albo chociaż aromatu.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: musiałabym się zastanowić

15 lip 2015

Müller Mix Pistacio Jogurt + Amarettini

Dzisiaj w mojej recenzji przedstawiam nowość z serii Muller Mix – Pistacio Jogurt + Amarettini, czyli pistacjowy jogurt z ciasteczkami amaretti.
Najpierw pod lupę weźmy opakowanie. Jak dla mnie jest niestety bardzo chaotyczne  – skład, napisy, logo, morze radioaktywnego, seledynowego jogurtu i ciacha amaretti, w tym jedno wybuchające. Wieczko mogło być lepsze, ale nie ma tragedii.
Po otwarciu widzimy jogurt w kolorze jasnej zieleni. Pachnie on olejkiem migdałowym do ciast. Jego konsystencja przypomina mi rzadki budyń, z pewnością mogłaby być trochę gęstsza. W smaku jogurt jest słodki, lekko kwaskowaty. Porównałabym go z resztą do jogurtu naturalnego Mlekovity res mlecz Trzebownisko. Jest lekko tłustawy, czego można się spodziewać gdyż jogurt ma 4% tłuszczu, ale to tylko na plus. Lubię tłuste jogurty. Jednak coś mi tu nie pasuje… nie wyczuwam pistacji! Szybkie spojrzenie na skład – muller robi nas w konia! Toż ten wyrób nie ma pistacji! Tak moi drodzy w dzisiejszych czasach sprzedają nam jogurty „pistacjowe” bez pistacji. Mmm… pycha!
A teraz przejdźmy do ciasteczek amaretti, których nie znoszę po spróbowaniu lodów „Italiamo Gelato al gusto di Crema Fiorentina o smaku likieru migdałowego z ciastkami amaretti”. Ciastka są słodkie. Bardzo słodkie (ale nie tak słodkie jak w Italiamo Galato). Pachną jak zwykłe ciasteczka, choć mi również odrobinkę pieczywem. Chrupią podczas jedzenia i nie namakają zbyt szybko w jogurcie. Mają smak lekko herbaciany, migdałowy a w buzi podczas jedzenia zlepiają się w bryłę. Mi osobiście nie smakują. 

Jogurt ten jest smaczny, ale nie ma prawa nazywać się pistacjowym. Ciasteczka moim zdaniem zupełnie tu nie pasują i psują cały efekt. Muller powinien zacząć produkować zwykły, czysty jogurt... zielonkawy. Wtedy bym była usatysfakcjonowana i dała mu być może 6/6.

Ocena: 4/6 (podwyższam dzięki smacznemu jogurtowi)
Czy kupię ponownie?: chyba nie, a jeśli już to ciastek nie zjem z pewnością

6 lip 2015

Hershey's Cookies'n'Creme

Dzisiaj do recenzji wybrałam czekoladę hershey's cookies’n’cream. Czyli wariację na temat białej czekolady z ciasteczkami. Na początek kilka informacji. Tabliczka - a raczej baton - waży 43g, czyli akurat na jedno posiedzenie. Jej opakowanie rzuca się w oczy, przyciąga i powoduje ślinotok. Krótko mówiąc – jest bardzo ładne, eleganckie i minimalistyczne – lubię to.
Zachęcona pierwszymi wrażeniami, rozpakowałam tabliczkę i wsadziłam w nią nos, jakkolwiek to brzmi. Poczułam bardzo słaby, słodkawy zapach. Następnie wyjęłam ją z opakowania i ujrzałam multum małych cieniutkich kosteczek, a na każdej logo firmy. Owa czekolada waży tyle co przeciętny batonik (może nawet mniej), ale wydaje nam się że jest jej bardzo dużo. Fajny trik producenta. Przejdźmy do wrażeń smakowych.
Czekolada smakuje przeciętnie. Nie czuć w niej tłustawości, ani sztucznego posmaku jak to w zwykłych białych czekoladach. Nie jest też przesadnie słodka. Nie ma tragedii. Przechodząc do jej drugiego składnika – ciasteczek – muszę zaznaczyć iż tu nie jest tak „kolorowo”. Ciasteczka są bardzo mocno kakaowe, czuć w nich goryczkę. Jak dla mnie zupełnie tutaj nie pasują. Powinny być bardziej słodkie, albo czekolada.

Czekolada Hershey’s Cookies’n’Cream jest dla mnie przereklamowana. Spodziewałam się (jak zawsze) czegoś dużo lepszego. Jestem lekko rozczarowana, aczkolwiek od biedy ujdzie (i to jakiej biedy, kupiłam ją za dwa funty!).

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: tego smaku nie

2 lip 2015

Lód Toberlone

Dzisiaj przyszła kolej na wypróbowanie loda „Toberlone”. Zacznijmy może od wstępnych wiadomości. Producent owego lodu to Niemiecki - R&R Ice Cream Deutschland – fakt ten mi się nie podoba gdyż na opakowaniu widnieje napis of Switzerland, ale nie przedłużajmy. U nas w Polsce jego dystrybutorem jest firma Zielona Budka w Mielcu. Waga naszego lodu wynosi 66g co przypada na 100ml. Na temat opakowania mogę przyznać iż rzuca się w oczy (hm, może specjalnie?). Jest ładne, utrzymane w żółtej kolorystyce, widnieje na nim bardzo kuszące zdjęcie pysznego czekoladowego loda z kawałkami czekolady i orzechów (?) oblanego cienką warstwą mlecznej czekolady z wcześniej wymienionymi dodatkami. A co pisze na tyle opakowania? Lody kakaowo-miodowe z kawałkami czekolady mlecznej z miodem i nugatem migdałowym, z kawałkami białego nugatu w polewie z czekolady mlecznej z białym nugatem. Okej, zaczynamy testowanie. Pierwszy gryz czyli czekolada – miękka, bardzo słodka, szybko się rozpływa. Następnie czujemy orzechy i jakieś kawałeczki przypominające stwardniały, roztopiony cukier. Właśnie tego się obawiałam. Kiedyś podczas próbowania czekolady Toberlone właśnie te kawałeczki „cukru” mi przeszkadzały. Producent upiera się iż jest to biały nugat, za co ja ręczyć nie mogę. Przejdźmy do lodu. Czuć w nim kakao, czuć czekoladę i ten „nugat” który przypomina mi cukier. Ah, jak ja go nie znoszę, jest taki denerwujący! Włazi w zęby, skleja je, a co jeśli ktoś je sobie na nim połamie? To  będzie katastrofa, porównywalnie straszna do smaku owego „nu-ga-tu”.  No dobra, a teraz przystąpmy do kwestii czego ja w owym lodzie nie czuję, ano miodu! Teoretycznie jest go tutaj od 4-3% niby dużo jak na takie wyroby, ale ja go nie wyczuwam. Choć, może to i dobrze? Kolejnym minusem jest niesamowita szybkość rozpuszczania się naszej czekoladowej masy. Trzeba jeść go szybko! 

Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Nie po to wiozłam go 20km z jęzorem na brodzie, no dobra może nie wiozłam bo nie mam prawa jazdy, ale siedziałam na fotelu w samochodzie i rwałam sobie włosy z głowy zadając sobie pytanie „roztopi się? czy nie roztopi?”. Krótko mówiąc – sytuacja dramatyczna i bez wyjścia, bo lód już był kupiony. Jestem troszkę zawiedziona, ale ostatecznie nie był aż taki zły. Na pewno po raz kolejny go nie kupię. Owego loda oceniam na 4/6. Aż sama się dziwię, bo to dość wysoko. Nie będę się sprzeciwiać moim kupkom (czy kubkom?) smakowym wołającym „daj mu 4!” „daj mu 4!”!

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie