Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 6/6. Pokaż wszystkie posty

30 paź 2015

Batonik Fudge, Cadbury

Nie trudno się domyślić, że uwielbiam zagraniczne słodycze (no, dobra... prawie wszystko). Ich testowanie sprawia mi wielką frajdę, gdyż nigdy nie wiem czego tak naprawdę mogę się spodziewać. Batonik "Fudge" znalazłam pomiędzy Londyńskimi półkami za jakże przystępną cenę - 25p (na naszą walutę to już niestety nieprzystępne 1,42 zł). Po powrocie do polski i odczekaniu wstępnej ekscytacji przystąpiłam do recenzji.
Otworzywszy dość skromnie wyglądające opakowanie poczułam słodki, mocno kakaowo-mleczny zapach. Bardzo przyjemny i zachęcający.
Batonik ten nie rozpuszcza się w łapkach i nie brudzi wszystkiego dookoła.
W buzi całość przybiera bardzo słodki smak. Szybko się rozpuszcza i mięknie. Białe nadzienie wyścielające fudge'a od środka jest drobinkowe, nie klei się do zębów ani podniebienia. Dominuje w nim słodycz, oraz bardzo subtelna mleczność.

Jest to twór na wzór milky-way'a aczkolwiek mniej słodki i o zupełnie innej konsystencji. Batonik nie zasładza. Jest bardzo przyjemny w odbiorze. Mały, niepozorny a mega pyszny. Polecam!

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

28 wrz 2015

Milka Toffe Wholenut

Zacznę może od faktu, iż owej milki nigdy bym nie spróbowała gdyby nie koleżanka mojej mamy, która przekazała nam ją w prezencie. Po pewnym czasie, gdy minęła fala upałów, a ja miałam słodkiego głoda zabrałam się za jej testowanie. Zaczęłam od zapachu; bardzo słodkiego i lekko karmelowego. Był on prze-cudowny!
Łatwo, bez trzasku odłamałam dwa paski i wgryzłam się w warstwę bardzo słodkiej (ale nieprzesłodzonej!), przyjemnie tłustawej czekolady. Czuć w niej było mleczność i delikatny posmak kakao.

W środku znajdował się drobinkowy, lekko mleczny krem z dużą ilością mocno wyczuwalnej słodyczy i karmelowości. Dosłowny ideał!
Podczas zachwycania się nad strukturą i słodyczą owej tabliczki trafiłam na mega słodki, ciągnący się karmel i gorzkawego orzecha laskowego który idealnie przełamywał jego słodycz.

Bardzo się cieszę, że mogłam spróbować tej jakże wspaniałej milkowej czekolady. Mówi się, że nic nie dzieje się bez przypadku, więc ta milka jakby spadła mi z nieba. Kupię ją jeszcze nie raz i nie dwa raz, gdyż stała się ona z jedną z moich najbardziej lubianych czekolad. Jest fenomenalna! Zdecydowanie polecam ją miłośnikom słodkich rzeczy.

Ocena:
6/6!
Czy kupię ponownie?: jak wyżej

I tym miłym akcentem kończę posta i jadę na wycieczkę! ;*

19 wrz 2015

Lód, batonik bounty

Wczoraj (podobnie jak niedawno Szpilka) uczestniczyłam we mszy o uświęcenie i uzdrowienie. Powiem wam, że było... świetnie! Podczas śpiewania się tańczyło robiąc różne gesty, które pokazywali ubrani na biało księża. Była orkiestra składająca się głównie z młodzieży. W połowie egzorcysta modlił się po łacińsku robiąc różne obrzędy i poświęcając przedmioty. Gdy księża przechodzili dając błogosławieństwo taka kobieta (hm..) spadła i moja mama musiała ją przytrzymywać, a... potem położyła się na posadzce.To było trochę straszne. Na sam koniec typowo jak na takich mszach księża dotykali głowy zebranych ludzi. Sporo osób wtedy też upadało, chociaż niestety nie mogę zaliczyć do nich mnie i mojej mamy, a szkoda. No, a teraz już przejdźmy do recenzji po tym jakże krótkim wstępie.
Dzisiaj nadeszła pora na recenzję loda bounty w formie batonika. W czeluściach sklepowych zamrażarek możemy znaleźć również wersje takie jak: twix, mars i snickers. Ja póki co z innymi się jeszcze nie spotkałam, ale jeśli ktokolwiek tak – proszę o poinformowanie mnie.
Przechodząc do recenzji. Opakowanie przypomina to, które mają tradycyjne batoniki bounty – jest plaża, są palmy i kokos. Bardzo mi się podoba, gdyż przypomina lato, które uwielbiam.
Po odpakowaniu loda poczułam słodki zapach mlecznej czekolady, z gdzieniegdzie przebijającym się aromatem kokosa.
Jako pierwsza na test smaku załapała się czekolada – cieniutka, bardzo słodka (ale nieprzesłodzona!), mleczna. Wyczułam w niej wiórki kokosowe, które mi o dziwo nie przeszkadzają (!), pomimo iż ich nie lubię. Moim zdaniem czekolada oblewająca recenzowany lód przypomina coś na wzór milki, a wiórki kokosowe dodają ciekawego charakteru.
Nadzienie, ku zaskoczeniu wszystkich (!), jest lodowe. W smaku mleczne, subtelnie słodkie, śmietankowo-orzeźwiające. Umieszczone są w nim (tak jak w czekoladzie) wiórki kokosowe, które na szczęście go nie przytłaczają, jak w tradycyjnym bounty. Jego konsystencja jest dość rzadka.

Lód ten jest całkiem miły w odbiorze jak dla mnie – osoby która wiórek kokosowych nienawidzi. Zupełnie nie przypomina batonika, i dobrze bo jest od niego po stokroć lepszy! Pyszny, słodki i orzeźwiający – czego chcieć więcej podczas upałów? No może jakiejś lemoniady, albo wody kokosowej skoro już jesteśmy w tropikalnym klimacie ;)

Ocena: 6/6 (bez wykrzyknika)
Czy kupię ponownie?: tak

13 wrz 2015

Müller Riso Czekoladowe

Dzisiaj recenzowaną słodkością będzie czekoladowy ryż na mleku od mullera. Czyli jeden ich z klasycznych smaków.
Wieczko owego produktu jest prosto zaprojektowane, ale przykuwa uwagę – widnieje na nim łyżeczka wyłaniająca się z ryżowej papki. Spływa z niej gęsty sos czekoladowy, na którym umieszczono dwie kostki czekolady. Po jego zerwaniu najpierw poczułam zapach wanilii, a następnie zimnego kakao.
Przy produkcji tego smaku nie oszczędzano cukru, bowiem produkt jest bardzo słodki. Smakuje mleczną czekoladą (35-50%), co bardzo mi odpowiada. Jest przepyszny! Gęsty, papkowo-budyniowy i mooocno mleczny.
Co do samego ryżu też nie mam zastrzeżeń. Jest go mało, aczkolwiek ten fakt nie wpływa znacząco na jego odbiór. Ponadto wydaje się miększy niż w innych wariantach.

Muller riso o smaku czekoladowym to twór do którego z chęcią będę powracać. Nie ma w nim nic do czego mogłabym się przyczepić. Zachwyca wspaniałym smakiem, konsystencją i sporą ilością. Polecam!

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

6 wrz 2015

Kinder Bueno Dark

Kinder bueno to przyjemność którą zawsze lubiłam. Jakiś czas temu do sklepów weszła wersja dark. Czy mi smakowała?
Batoniki mają zapach gorzkiej czekolady, no... ewentualnie czekoladowych ciastek. Mocno wyczuwalne jest w nich kakao.

Na początku batonik (pałeczka?) jest lekko sztuczny, ale to tylko chwilowe rozczarowanie, by po chwili uwolnić swój wyraźny, gorzki, deserowy smak.
Krem ukryty w środku jest gęsty, słodki i tłustawy. Ma orzechowy posmak.
Wafelek nadający fajnej chrupkości razem w połączeniu z nadzieniem i oblewającą go czekoladą tworzy słodki, tłusty, kakaowy twór.

Kinder bueno dark mnie nie zawiodło. Jest przepyszne! Polecam każdemu go spróbować (no może poza osobami z małym progiem zasłodzenia). Mniam!

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

3 wrz 2015

Milka, Sweet Winter

Witam, moi drodzy. Ostatnio mam małe problemy z moim dostawcą internetowym (z komputerem już rozwiązałam). Dlatego mam nadzieję, że moja nie obecność tutaj zostanie usprawiedliwiona. W tym miesiącu mogą być jeszcze podobne problemy, ale w październiku wszystko powinno być już okej.
Kiedyś na zakupach w makro natknęłam się na… milkę z edycji zimowej. Niestety zawsze zarzekałam się, że w końcu jej spróbuję ale na mówieniu się skończyło. Później zupełnie znikła ze sklepów. Więc gdy zobaczyłam ją leżącą samotną na półeczce w makro postanowiłam od razu kupić.
Po odpakowaniu z prze-cudownego opakowania zabrałam się za testowanie.
Na pierwszy ogień poszedł zapach – mleczny, kakaowy, słodki, czyli typowo milkowy. Później nadeszła próba smaku, którą podzieliłam na dwie choinki kostki: jasną i ciemną.
Ciemna po wsadzeniu do ust zaczęła powoli się rozpuszczać. Była przyjemnie słodka, mocno mleczna. Czuć w niej również było kakao. Bardzo mi smakowała.
Jasna wydawała mi się bardziej mleczna od poprzedniczki, dużo słodsza, wręcz przesłodzona i taka... kinderkowa. Była gorsza od wersji ciemnej, ale nadal smaczna.

Nie żałuję tego zakupu. Czekolada okazała się przepyszna. Raz atakowała mnie ogromna słodycz, gdy sięgałam po jasną kostkę. Lecz po chwili równoważyła ją ciemna. Wszystko świetnie się uzupełniało. Polecam!

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

19 sie 2015

Lody Oreo w Green Coffe House

Skoro już jesteśmy w klimacie oreo dziś zaprezentuję lody, której znalazłam u siebie w Millenium Hall. Przechodząc się koło grycana i zastanawiając nad zamówieniem, pomyślałam jeszcze aby wskoczyć do Green Coffe House. Szybko rzuciłam okiem na menu – naleśniki, mrożone jogurty, lody, soki, kawy, herbaty, ciastka i ciasta (również vegańskie np. szarlotka czy tofurnik) itd. Wybór był oczywisty – lody oreo. Za 7 zł dostałam duży (ok. 350-400 g) kubek śmietankowych lodów, posypanych hojnie ciastami oreo które kryły się również w środku. Po zrobieniu zdjęcia zabrałam się do pałaszowania. 
Same lody były w konsystencji idealnej – stałej. Wolno rozpuszczały się na języku. W smaku śmietankowe, minimalnie tłustawe i subtelnie słodkie. Jak lodów o tym smaku nienawidzę, tak te mogłabym jeść same! Są po prostu idealne! A w nich znajdujemy bogactwo ciasteczek oreo – zwęglone markizy od czasu do czasu nadają chrupkości i wytrawniejszego charakteru, a krem znajdujący się w ciastkach osładza nasze degustacje. Najlepsza była końcówka – lody już mocno rozpuszczone i ogrom lekko namokniętych ciastek.
Dostępny jest jeszcze dodatek polewy za 2 zł. Chciałam dobrać dla siebie tą idealną – jak do tej pory wpróbowałam o smaku białej i zwykłej czekolady (została jeszcze karmelowa). To mi zupełnie wystarczyło, aby znaleźć swój ideał – czekolada. Razem z nią lody nabierają mocno czekoladowego smaku. Ona barwi je na kolor kakaa i dodaje kropkę nad „i”.

Jedzenie tego deseru to po prostu dotknięcie cząstki nieba. Jest nam błogo, słodko i orzeźwiająco. A dodatek czekoladowej polewy sprawia, że całość nabiera mocno kakaowego charaktetu. Dla mnie to jest bezapelacyjny ideał. Niestety trzeba uważać na ilość loda i mieć szczęście. Czasami są one niedomrożone (zdarzyło mi się tak na szczęście tylko raz), albo kobieta dała mi tylko pół kubeczka (na szczęście po zwróceniu uwagi mi go dodali).
Recenzja broni się swoimi prawami, a ja oceniam tylko smak i konsystencję. Owy wariant zasługuje na maksymalną ocenę. Powalił mnie na kolana!


Ocena:
6/6!
Czy kupię ponownie?: już to zrobiłam cztery razy i będę kupować do znudzenia!

5 sie 2015

QuestBar Cookies & Cream

Jak na razie ostatnim Questem którego posiadałam w swoich zacnych zapasach był wariant Cookies & Cream czyli ciasteczko z kremem w środku. Coś pomiędzy oreo, a markizą. Jak wypadł ten batonik? Po otworzeniu opakowania poczułam chemiczny zapach, typowy dla questów. Dominował w nim jednak aromat ciastka z alkoholem.
Jego konsystencja jest gniotkowata , wiórkowa i żujkowa (pewne słowa zawarte w tym zdaniu najprawdopodobniej nie istnieją). Fajnie sprawdzają się tu ciasteczka które dodają chrupkości.
Baton smakuje bardzo słodko, czuć w nim słodzik, który dominuje bardziej niż w jego innych smakowych odpowiednikach. Ciastka są lekko gorzkawe, czasami wydają się wręcz słone. Natomiast „krem” jest twardy, zbity i słodki – prawie jak ten z oreo!
Wszystko jest dobrze skomponowane i smaki się uzupełniają. Jest naprawdę bardzo pyszny.
Po upieczeni baton przybrał konsystencję miękkiej bryły z chrupiącymi ciasteczkami,  pachniał jak drożdżówka z serem, a smakował wybornie.

Quest bar cookies & cream to moim zdaniem najsłodszy wariant smakowy questów jaki próbowałam.  Jest to mój kolejny faworyt zaraz po wariancie Apple Pie o którym możecie poczytać TU. Jego smak wspaniale komponuje się z gorzkawymi ciasteczkami, aczkolwiek jest lekko przesłodzony.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

20 lip 2015

QuestBar Apple Pie + LBA

Na moim blogu nie mogło zabraknąć recenzji mojego faworyta - QuestBara o smaku Apple Pie. Na jego opakowaniu widnieje pyszna, pełna kawałków jabłek, szarlotka z lodami (swoją drogą, nigdy nie jadłam szarlotki z lodami). Po odpakowaniu naszym oczom ukazuje się 60g batonik proteinowy pachnący chemicznym jabłkiem, szarlotką, albo cynamonem - nie mogę się zdecydować, za każdym razem czułam coś zupełnie innego. Ten wariant wydaje się również miększy, dużo bardziej plastyczny i mniej "wiórkowaty" od innych QuestBarów.
Jedząc go możemy się rozsmakować w jego słodziutkim jabłkowo-cynamonowym smaku. Czasami czujemy nutkę orzechową, co zupełnie  nie przeszkadza, wręcz nadaje charakteru. W środku umieszczono również mięciutkie suszone jabłka, które fajnie pasują do całokształtu batona.
Po upieczeniu owy wariant staje się słodkim jabłkowo-orzechowym ciastem, posypanym cynamonem.

QuestBar Apple Pie to mój bezapelacyjny faworyt. Jest wspaniały, słodziutki i miękki, no po prostu ideał. W dodatku taki batonik to proteinowa bomba zawierająca mniej niż 200 kcal. Gorąco polecam zacząć przygodę z Questami właśnie od tego smaku.

Quest Bar przed upieczeniem: 6/6!
Quest Bar po upieczeniu: 6/6!
Czy kupię ponownie?: zdecydowanie tak

Zostałam nominowana przez Natalie do Liebster Blog Awards. Dziękuję i już odpowiadam:
1.Znienawidzony przedmiot szkolny?
- polski (mam problemy z ortografią i gramatyką), historia (nie lubię żadnych tematów poza II wojną światową) i fizyka (nie lubię, o!)
2.Znak zodiaku?
- rak
3.Wierzysz w horoskopy?
- nie
4.Reagujesz na zmiany pogody?
- zdarza się, że jest mi słabo, albo coś mnie boli, często też pogoda ma wpływ na mój humor
5.Ulubiony słodycz z dzieciństwa?
- nie pamiętam, jako dziecko nie miałam aż tak dobrego wyczucia smaku i to co było nawet niezbyt dobre mi smakowało
6.Ulubione danie z dzieciństwa?
- lubiłam leczo, ale koniecznie bez kiełbasy!, tosty, oraz pierogi ruskie
7.Ulubione letnie śniadanie?
- jestem monotonna, owsianka
8.Ulubiony letni obiad?
- ja tam nie patrzę czy letnie czy nie :D kopytka w sosie szpinakowym, ryż z pomidorową potrawką z czerwonej soczewicy z mleczkiem kokosowym
9.Malujesz paznokcie? Na jaki kolor najczęściej?
- tak, ale tylko gdy nie chodzę do szkoły, najczęściej na kolor nude
10.Ulubiony smak lodów?
- nie jestem zbyt wymagająca (co do lodów!) i dużo lodów mi smakuje
11.Ulubiona aktywność fizyczna?
- spacer

18 lip 2015

QuestBar Chocolate Chip Cookie Dough

Dzisiaj przychodzę z recenzją QuestBara o smaku Chocolate Chip Cookie Dough, czyli o smaku ciasta na ciasteczka. Brzmi pysznie prawda?
Od razu przejdźmy do sedna, baton pachnie gorzką czekoladą, albo nie! ciastem z gorzką czekoladą. Jego konsystencja jest taka jak w każdym Queście czyli wiórkowa, zbita, lekko "ciągnie się" podczas jedzenia.
W smaku jest przepyszny, słodziutki (słodszy niż inne Questy). Przypomina mi wilgotnego placka, z kawałkami gorzkiej czekolady, która równoważy jego smak i nadaje mu charakter.
Po upieczeniu do nosa dochodzi oszałamiający zapach czekoladowego ciasta. Konsystencja robi się zbito-piankowa, miękka, delikatna. Jest jeszcze słodszy, jeszcze pyszniejszy i jeszcze bardziej zajebisty.

Ten smak jest jednym z moich faworytów. Jest wspaniały zarówno przed jak i po upieczeniu! Tu nie ma sensu nic dodawać - ideał.

Ocena Quest'a przed upieczeniem: 6/6!
Ocena Quest'a po upieczeniem: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak

13 lip 2015

QuestBar Banana Nut Muffin

Gdy moje ulubione proteinowe batoniki wróciły do sklepów po dłuższej przerwie uznałam, że i one zasługują, aby pojawić się na moim blogu. Od razu kupiłam pięć wariantów wydając przy tym 45zł. A mój portfel (a raczej mojej mamy) mocno ucierpi, bo do spróbowania zostało mi jeszcze kilka kilkanaście smaków. Swoją drogą przed kupieniem piątego smaku zgubiłam telefon. Stoję z mamą w kolejce do kasy i zostaje nadany komunikat – Został znaleziony telefon. Osobę, która go zgubiła prosimy o podejście do punktu klienta – no więc mama mnie pyta – Masz telefon? – a ja momentalnie cała się zestresowałam – Nie. Pan który znalazł moją zgubę niestety bardzo szybko się ulotnił, zdążyłam mu tylko powiedzieć za plecami – dziękuję. A szkoda, bo zasługuje na dużo więcej. W tych czasach mało kto tak postąpił. A teraz żenujące wyjaśnienie. Telefon zostawiłam w ziemniakach.
Przechodząc do recenzji z lekkimi wypiekami na twarzy opiszę opakowanie QuestBar’a Banana Nut Muffin. Jest ono stonowane w żółto-złotych odcieniach, a na zdjęciu widnieje urocza babeczka z orzechami, oraz banany. Batonik zawarty w nim waży 60g i dostarcza nam tylko 170 kalorii, oraz aż 20g białka, co zapewnia mojej drobnej osóbce prawie całkowite zapotrzebowanie na proteiny.
Po otwarciu opakowania wyczułam zapach orzechowego cappuccino z lekką dozą alkoholu. Jest to dość dziwny zapach. Natomiast konsystencje naszego Questa porównałabym do marcepanu – mięsisty, zbity, ciągnie się podczas jedzenia (bez skojarzeń proszę). W batoniku zatopiono kawałeczki orzechów oraz suszonych bananów.
Smakuje niestety jak chemiczny, sztuczny banan. Jest subtelnie słodki, z lekką nutką kwaskowatości. Po pewnym czasie smak strasznie się nudzi i kończy się go na siłę. Niefajnie, no ale...
...postanowiłam również mojego Questa poddać obróbce termicznej. Po upieczeniu pachniał dosłownie jak bananowe ciasto. Jego konsystencja zmieniła się w a’la piankę, tyle że zwartą i twardą. Przyjemnie strzelał podczas jedzenia widelcem (taki odgłos kiedy zgniatamy wilgotne ciasto). A smakował jak delikatny placek bananowy – szaleństwo! Był niesamowicie pyszny.

Zwykły QuestBar o smaku Banana Nut Muffin nie jest wart swojej ceny, ale po obróbce termicznej już tak. Jest niesamowity, pyszny i słodziutki. Jestem w szoku jak zwykłe podpieczenie mogło zmienić ocenę. Dlatego będzie ich aż dwie!

Ocena Quest’a przed upieczeniem: 3/6
Ocena Quest’a po upieczeniu: 6/6!
Czy kupię ponownie: tak


10 lip 2015

Nakd Cashew Cookie

Batoniki Naked bardzo ciężko znaleźć w Polsce. Podobno występują w niektórych sklepach ze zdrową żywnością, aczkolwiek ja jeszcze nigdy się tam z nimi nie spotkałam. Swoje Naked’y (4) kupiłam podczas wycieczki w Londynie i chyba zacznę żałować, że nie wzięłam ich więcej.
Dzisiaj spróbowałam wariantu Cashew Cookie. Było to moje pierwsze spotkanie z wyrobami tej firmy. Spodziewałam się jakiegoś ciasteczkowego batonika z nerkowcami, ale dopiero przed konsumpcją okazało się, że składa się on jedynie z nerkowców (51%) i daktyli (49%). Momentalnie mój entuzjazm opadł – tylko daktyle i nerkowce? to będzie porażka! Dlaczego? Otóż na samą myśl jedzenia batonika składającego się z dużej ilości daktyli, przechodzą mnie ciarki. Lubię daktyle, ale nienawidzę ich spożywać „na sucho”.
Z lekkimi obawami przystąpiłam do rozpakowywania batonika. W zapachu wariant Cashew Cookie przypomina mi słabą kawę z domieszanką bakalii. Jednymi słowy – zapach jest dziwny. W wyglądzie batonik przypomina pulpę zrobioną z daktyli w której producent umieścił dużo drobnych kawałeczków orzechów nerkowca. Batonik się nie kruszy, nie łamie, jest po prostu ładnie zbity. Należy również dodać iż nic dookoła nie brudzi.
Pierwszy gryz… o mój Boże! To jest przepyszne! Każdy kęs powoduje niesamowitą przyjemność. Batonik jest bardzo słodki, idealnie wyważony pod względem ilości składników. Podczas jedzenia wyczuwałam lekki, mleczny posmak, zapewne od nerkowców. Całość była po prostu idealna.

Połączenie tych dwóch niepozornych składników w jednego batonika jest poezją dla naszych kubek smakowych. Owy Naked jest solidnie wykonany, z dobrej jakości składników. Wszystko jest połączone w idealnych proporcjach. Nie da się do niczego przyczepić oprócz problemu z dostępem ich w naszym kraju - w polskich sklepach owe batoniki znaleźć to prawie, że niemożliwe.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie: jak będę miała okazję, to tak 

9 lip 2015

Müller Milch Reis a'la Kompott Pflaume

Po pierwsze chciałabym podziękować wszystkim za wczorajszą rekordową ilość wyświetleń. Był to dla mnie wspaniały prezent, akurat w dzień moich urodzin.
Aby nie przedłużać przystąpię do recenzji Muller Reis A’la Kompott Pflaume, czyli ryżu na mleku z wsadem śliwkowym. Nie wiem jak wy, ale mi śliwki do mlecznych deserów nie pasują. Szczególnie, że mam straszne wspomnienia ze śliwkowym smakiem FruVity 0% albo Jogobelli Light. Brrr... ochyda! No, ale wróćmy do recenzji.
Najpierw rzućmy okiem na opakowanie. Widzimy na nim przysłowiowy ryż zatopiony w mlecznym glucie oraz dużo jędrnych, soczystych połówek śliwek zatopionych w syropie. Czyżby muller użył tu polskich węgierek? Wieczko wygląda zachęcająco.
Po otwarciu naszym oczom ukazuje się ryżowy glutek. W smaku jest subtelnie słodki, bardzo mleczny, a zatopiony w nim ryż jest lekko twardy, jak to w podobnych produktach mullera. Sama „podstawa” owego wariantu bardzo mi smakuje. Moim zdaniem jest nawet lekko słodsza niż inne ryże tego producenta.
Śliwkowe nadzienie to duża ilość sporych kawałeczków śliwek zatopionych w bardzo przesłodzonym syropie. 
Po wymieszaniu deser pachniał mi śliwkowo-różano. Był przepyszny, bardzo słodki i przyjemnie mleczny. Jak dla mnie poezja!

Muller Reis A’la Kompott Pflaume jest niesamowicie smaczny. Pomimo mojej mocnej awersji do śliwek w mlecznych deserkach, owemu wariantowi stawiam 6/6! Ponieważ zasłużył. Jest wspaniały! Z wielką chęcią kupię go ponownie.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: tak


7 lip 2015

McFlurry Twix

Są takie przysmaki, dania, desery, o których nie chcielibyśmy zapominać. Tak jest w przypadku McFlurry Twix. Ten McDonald’sowy wyrób rozkochał moje kubki smakowe do szaleństwa.
Moja historia z McDonald’em rozpoczęła się w tamtym roku kiedy to spróbowałam McFlurry Oreo. Momentalnie zakochałam się w kubeczku wypchanym pysznymi lodami, pokruszonymi ciasteczkami i polewą (koniecznie!) truskawkową. Niestety spróbowałam go raptem dwa razy! Przez długi czas czekałam na jakieś nowe wydanie tego deseru, z czasem pojawił się niezadowalający mnie wariant Snickers'a, później Mars'a którego nie próbowałam, ponieważ nie trawię karmelu. Aż tu nagle stojąc w kolejce w McCafe zobaczyłam wielki bilbord z McFlurry Twix. Nie spodziewałam się po tym wariancie fajerwerków, ale niesamowicie mnie zaskoczył!
Czym jest McFlurry Twix? Są to słodkie, delikatne, kremowe lody, które wspaniale roztapiają się w ustach. Pomimo iż są śmietankowe smakują wyjątkowo „lekko”. Zatopiono w nich zabójczo słodkie kuleczki pseudo-czekoladowe, które w smaku przypominają mi pomieszanie mlecznej czekolady z karmelem, oraz małe, chrupiące ciasteczka, które nie namiękają. Cały deser polano karmelowym sosem. Jak dla mnie owa kompozycja jest idealna (pomimo iż nie znoszę karmelu). Wszystko świetnie się ze sobą łączy i co najważniejsze – smakuje. Kubki smakowe tańczą podczas każdego zetknięcia z lodem i dodatkami.

McFlurry Twix to deser, który polecam każdemu spróbować. Jest przepyszny, słodki i i świetnie skomponowany. Tu nie ma co dodawać – to jest pycha! McDonald's świetnie odwzorował w swoim deserze batonika Twix.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: bezapelacyjnie! on powinien być w stałej ofercie