20 paź 2015

Szwajcarska czekolada mleczna z orzechami, Frey

Poprzednią tabliczkę czekolady Frey recenzowałam TUTAJ. Byłam nią pozytywnie zaskoczona, ale w moich zapasach spoczywała również jej siostrzenica z orzechami laskowymi.
Po otworzeniu niebieskiego, minimalistycznego opakowania zbliżyłam do niej nos i poczułam słodki, kakaowy zapach przypominający czekoladę 60%.
Jej kosteczki rozpuszczając się w ustach tworzyły przyjemną błocistą, gęstą magmę. W smaku przewijała się naprzemian słodycz, minimalnie wyczuwalna kakaowa goryczka, oraz przyjemny orzechowo-mleczny posmak.
Orzech zatopiony w tej delikatnej strukturze był świeży, chrupki i lekko gorzkawy. Odegrał tutaj dobrą robotę znakomcie przełamując treściwą słodycz.

Jest to czekolada rodem ze Szwajcarii, która spełniła moje oczekiwania. Idealna w zimne, ciemne popołudnia do gorącej herbaty, bądź kawy. Aczkolwiek myślę, że jest to produkt na raz... przy częstszej konsumpcji byłabym zdecydowanie znudzona jej smakiem i prostotą.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: być może, gdy ją znajdę

18 paź 2015

Serek cytrynowy z kostkami kokosowymi, Tutti

Ostatnim serkiem "tutti" jaki próbowałam z kokosowej serii był wariant z cytryną. Od początku podchodziłam do niego niezbyt przyjemnie - no bo jak to? Cytrynowy serek!?
Po otworzeniu wieczka ujrzałam gęsty twór, z wodnym osadem który wyciekł na wierzch. Jego zapach przypominał cytrynowe kostki do toalet - był sztuczny, chemiczny i na szczęście szybko znikał.
Sam serek w konsystencji był gęsty, gładki i przyjemnie kremowy. Smakował słodko, tłusto, cytrynowo. Tlił się w nim również charakterystyczny kwasek.
Żelki były trudnym orzechem do zgryzienia. Gumowe, słodko-cytrynowe i lekko obrzydliwe.

Muszę przyznać, że miałam rację gdyż cytryna po prostu ewidentnie nie pasuje do nabiału. Niestety była ona tutaj bardzo charakterystyczna i stwarzała ewidentną otoczkę indywidualności tego produktu... Aż sobie z ciarkami na plecach wyobrażam serek wołający "jestem cytryną zmieszaną z mlekiem/twarogiem/jogurtem". Ekhm... dziękuję. No cóż... smakiem nie powala, a żelki zdecydowanie mogli sobie darować. No, pasuje również dodać iż gdzieś miał tutaj być kokos, ale gdzie (?!) tego chyba nie wie nikt.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie: nie

16 paź 2015

Fakt #1, Fakt #2

Obiecałam, że przybliżę moją postać wszystkim czytelnikom tego bloga. Zadania dotrzymuję i zachęcam do zapoznania się z faktem #1, stresuje mnie komunikacja miejska. Otóż to. Nigdy nie miałam przywileju jeżdżenia autobusami. W mojej paromiesięcznej komunikacyjnej karierze kilka razy przejechałam się szynobusem, czyli autobusem na szynach. Polecam, gdyż jest to bardzo szybka (15 km w 10 min!) i tania możliwość dojazdu do wyznaczonego miejsca.
Ale! Przecież są jeszcze autobusy.
To jest autobus

Wczoraj udałam się na pewną ulicę (której nazwy nie znam) i czekałam sobie na "1". Ów autobus spóźnił się niestety dziesięć minut. Bez stresu zajęłam miejsce na stojąco i obczajałam przystojnych mężczyzn, tudzież chłopaków. Wykazałam się swoim jakże niepodważalnie wysokim wskaźnikiem iQ wysiadając, o przystanek za szybko i stwierdzając... że się zgubiłam. "Dobra tu budynki, tam szpital, hm... ale... przecież tu miała być galeria!" - pomyślałam. Na spokojnie, snapując o moim tragicznym losie znajomym poszłam przed siebie i, nie uwierzycie, dotarłam! Jakże byłam szczęśliwa gdy po kilometrowym marszu pod górkę wyłonił się szyld sklepowy niczym delfin z morza. Już miałam wykonywać taniec szczęścia na środku parkingu, rzucać się na ludzi i tulić ich pod wpływem emocji. Czułam się dosłownie jak Edmund Hillary zdobywający Mount Everest - szczęśliwa, wzruszona, zdumiona i dumna z wykonania czynu przerastającego nie jednego ziemianina. Przyznajcie, czyż nie mam racji?




No, tak w sekrecie jeszcze dopiszę, że lubię czasem egzagerować. Chociaż trudno to dostrzec, gdyż we wszystkim co robię jestem bardzo poważna. To w sumie fakt #2, ale co tam. Wiecie o mnie więcej!




14 paź 2015

Batonik twarogowy waniliowy, Tutti

Zacznę od tego iż przepadam za batonikami twarogowymi odkąd spróbowałam "Pinasów". Uwielbiam ich nietypowy smak, który urozmaica moje pojęcie o słodyczach. Jest to dość świeży produkt na polskim rynku, a ostatnio Biedronka postanowiła wydać serię batoników "Tutti" w trzech smakach. Dziś zrecenzuję wanilię, którą zawsze kupowałam w styczności z tego typu produktami innych firmam.
Po odpakowaniu twarogowego batonika okazuje się, że jest on dość niepozorny. Czekolada która go pokrywa jest lekko pokruszona i pokryta kroplami wody. Uwalnia przyjemny czekoladowo-twarogowy zapach. W ustach szybko się rozpuszcza. Jest słodka i kakaowa, acz sztuczna. Taka... nijaka w smaku.
Twarogowe nadzienie dodaje bardzo mocnej słodyczy tej małej przekąsce. Czuć w nim wanilię i charakterystyczną twarożkową grudkowatość. Jest po prostu smaczne, ale bez szału.

Waniliowy, biedronkowy batonik twarogowy sprawdza się wspaniale jako przekąska, która ma dodać "cukrowego" zastrzyku. Jest to charakterystyczny produkt o ciekawym smaku. Jestem pewna, że nie przypadnie on każdemu do gustu, natomiast myślę, że naprawdę warto go spróbować.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: tak

12 paź 2015

Serek mango z kostkami kokosowymi, LBA

Tak jak w poprzedniej wersji (KLIK) serek wygląda na rzadki, co jest jedynie złudzeniem gdyż po zetknięciu z łyżeczką jego konsystencja okazuje się bardzo gęsta.
Jego zapach początkowo przypomina jogurt brzoskwiniowy, lecz później zaczyna pachnieć… kminkiem.
Smakuje bardzo sztucznie i słodko. Jest czymś pomiędzy brzoskwinią, mydłem, a mango.
Gumiasta kostka kokosowa jest właściwie bezsmakowa, żylasta jak żelki i lekko orzeźwiająca. Właściwie niepotrzebna w produkcie.

Ten jogurt wbrew mojej mangowej-awersji nawet mi smakował, pomimo swojej sztucznej słodyczy, chociaż… może ten efekt powoduje mango (?). W końcu jest go aż (!) trzy procent. Coraz hojniejsi ci biedronkowi producenci. Polecam spróbować.

Ocena: 3.5/6
Czy kupię ponownie?: chyba nie

Zostałam nominowana przez Zofije, dziękuję i odpowiadam:
1. Co wg. ciebie jest więcej warte - przyjaźń czy miłość? A może nie da się wybrać jednego?
Myślę, że nie da się wybrać jednego. Przyjaźń i miłość po prostu uzupełnia pragnienia człowieka. Jeśli mamy jedno to moim zdaniem zawszę będziemy czuć pustkę i chcieć również tego drugiego.
2. Siostry/bracia czy bycie jedynakiem? Co myślisz o rodzeństwie, które się kłóci i - ogólnie - nie dogaduje?
Jestem jedynaczką i całkiem mi to pasuje. Kiedyś chciałam mieć rodzeństwo, a teraz... czasami czuję samotność i pustkę z tego powodu, ale potrafię dostrzec również plusy :)
Nie mam zdania o spornych rodzeństwach. Nie będę się wypowiadała na temat o którym nie mam zielonego pojęcia :)
3. Jakie masz podejście do zwierząt?
Szanuję i kocham. Aczkolwiek boję się psów.
4. Czy jest coś, co chciałabyś w sobie zmienić ot tak, bez wkładania w to pracy?
Większa chęć do nauki, haha :)
5. Lubisz siebie? Jeśli tak szczerze, to co jest wg. ciebie kluczem do tego?
Z tym to różnie u mnie. Dostrzegam wady i minusy, ale ogólnie myślę, że kluczem jest optymizm. Nie ma uniwersalnej recepty na polubienie siebie. Trzeba nad tym pracować - są osoby które same potrafią to wypracować, a inni np. potrzebują pomocy otoczenia, przyjaciół, psychologa :)
6. Chciałabyś wyjechać za granicę, czy raczej jesteś przywiązana do miejsca/kraju zamieszkania?
Bardzo bym chciała :)
7. Lecisz na bezludną wyspę - jaką jedną osobę i rzecz zabierasz ze sobą?
Hm... najlepiej miłość swojego życia (ale takowej nie posiadam) :)
8. Jestem złotą rybką, a ty właśnie mnie złapałaś - masz jedno życzenie, wal :D
10 cm, pleas :*

10 paź 2015

Rożek lodowy "Princessa"

To takie miłe uczucie, gdy twoja praca zostanie doceniona. Wczoraj dostałam piątkę z polskiego. Byłam oskarżycielem głównej bohaterki utworu Juliusza Słowackiego, pt."Balladyna". Jestem zaskoczona i szczęśliwa. Zazwyczaj mojej polonistce nie podobają się moje teksty i zadania. A jeszcze większym wyróżnieniem jest fakt, iż większość osób dostała czwórki! W moim przypadku każda piątka to zbawienie, bo o ile pisać bardzo lubię, tak moje oceny z gramatyki i dyktand raczej do najpiękniejszych nie należą.
Rożek princessowy wydaje mi się znanym klasykiem. Jego opis na stronie producenta brzmi mniej-więcej tak "doskonałe połączenie lodów kokosowych i waniliowych z dodatkiem najprawdziwszych wiórków kokosowych, oraz sosu o smaku białej czekolady, a wszystko to w chrupiącym wafelku". A jak jest w rzeczywistości?
Jego zapach był mocno kokosowy. Przy pierwszym zetknięciu z princessą natrafiłam na falę tłustych wiórków kokosowych okraszających loda. Jak dla mnie były one zupełnie zbędne i przeszkadzały w lizaniu jedzeniu.
Sos z białej czekolady był niezbyt gęsty, słodki, trochę waniliowy.
Po dostaniu się do części lodowej poczułam bardzo mocny, śmietanowy, lekko tłustawy smak. Lód był puszysty i delikatny. Szybko się rozpuszczał i sam w sobie nie był czymś przez co mogłabym oszaleć - ot, zwykły śmietankowy lód.
Po białej warstwie, natrafiamy na lekko żółtą. Jest to zapewne warstwa waniliowa. Wydaje mi się mniej słodsza od śmietankowej poprzedniczki.
Rożek w którym został umieszczony lód jest dość jasny, aczkolwiek dobrze wypieczony, lekko słodki. Od wewnętrznej strony został oblany sztuczną, gorzkawą "czekoladą". Czuć w niej kakao, aczkolwiek brakuje charakterystycznej, przyjemnej mleczności.
Na samym końcu czeka na nas morze czekolady (jak wyżej) i ostatki chrupiącego wafelka. Jest słodko i smacznie, ale bez zachwytu.

Princessowy rożek da się zjeść. Nie będę przed nim się uciekała stawiając długie susy przez sklep, aby znaleźć się jak najdalej od jego kokosowych ślepi, aczkolwiek ponownego zakupu tego tworu na razie planować nie mam zamiaru.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

8 paź 2015

Serek kokosowy z kostkami kokosowymi

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam serię nowych, biedronkowych serków "Tutti deCoco" dostałam oczopląsu i wszystkie dostępne warianty szybko powędrowały do sklepowego koszyka.
Jako pierwszy spróbowałam wersję kokosową. Po otworzeniu jakże pięknego, niebieskiego wieczka z przekrojem kokosa do mojego nosa dotarł zapach... twarogowego serka na kanapki. Przeżyłam lekki zawód, gdyż spodziewałam się czegoś, hm... bardziej kokosowego.
Serek z początku wydawał mi się rzadki, lecz gdy zanużyłam w nim łyżeczkę przekonałam się, że to tylko złudzenie. Był mega-gęsty! Jak coś pomiędzy serkiem naturalnym z piątnicy, a bardzo gęstym jogurtem greckim.
Jego smak był słodki, kremowy i tłustawy. Przypominał mi danonka.
Żelowe kulki które zostały w nim umieszczone są jak tapioka. Zimne, lekko słodkie i orzeźwiające.

Kokosowy tutti niczym mnie nie zachwycił. Przypomina po prostu zwykły serek do naleśników (swoją drogą nigdy nie lubiłam serka homogenizowanego z naleśnikami, fu!)

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

6 paź 2015

Kinder Pingui o smaku malinowym

Nie wiem, czy ktokolwiek to czyta, ale dzisiaj kilka słów wstępu. Zacznę może od tego iż w obecnym obrocie sytuacji nie mam czasu dla siebie. Normalnie siedzę nad książkami od szesnastej do dziesiątej i nawet zwyczajne osiem godzin snu już mojemu organizmowi nie wystarcza, no ale mówi się trudno, kiedyś musi sobie odespać trzy lata bezsenności, tylko odbija się to na mojej senności w okolicach porannych i popołudniowych XD Także ten... stawiam sobie za wysokie wymagania. Co z tego, że się uczę jak i tak później mam poczucie winy, że za mało, że nie ma samych piątek. Śmiać mi się chce z samej siebie... choć czasami brzmi to dość dramatycznie :D A no i kurczę rozszyfrowuję już drugi dzień jak włączyć internet w telefonie z abonamentu, a na internecie o tym ani słychu. Takim jestem specem, że najbanalniejszych czynności nie potrafię wykonać... hm... to zapewne przez ten nadmierny stres ;D No, a ostatnimi już, poważnymi ogłoszeniami jest mój pomysł na serię postów (bądź jeden) taki bardziej o mnie, w którym po prostu poznalibyście mnie bardziej. Albo te kilka odsłon o postępowaniu społeczeństwa, które potępiam (mroczna strona Karoliny! już widzę te ogniki w moich oczach... ). No, a może to i to? Jeśli ktoś to czyta, to proszę napisać mi poniżej co o tym myśli. Także... ja już nie przedłużam, miłej recenzji.
To chyba dla nikogo nie będzie zdziwieniem gdy napiszę, że Kinder Pingui jest dostępne w wersji malinowej? Tak czy siak, dzisiaj o nim.
Po wyjęciu kinderka z opakowania stwierdziłam, że malin w nim nie wyczułam, ew. coś pseudo malinowego, aczkolwiek zostało to zdominowane przez inny zapach, a mianowicie mocny czekoladowo-kakaowy. Nie powiem, że nie był przyjemny, bo owszem był… ale spodziewałam się czegoś innego.
Na początek testu odłamałam kawałek czekolady. Bardzo szybko się rozpuszczała, była mocno przesłodzona i… jakby z malinowym syropem (?). Pod nią skrywał się zwykły, kakaowy biszkopt.
W środku kinderka znajdowała się duża warstwa białego, bliżej niezidentyfikowanego kremu. Który smakował chemicznie, był niesmaczny i znów okropnie przesłodzony! Pomiędzy kremem był zupełnie niewyczuwalny pasek malinowego nadzienia. Jego smak dosłownie zabiła ogromna śmietankowa słodycz. Dopiero po mocnym zastanowieniu się uznałam, że być może czasami wyczuwam malinowy posmaczek.

Ta przekąska zawiera różne tekstury m.in. czekoladę, biszkopt, krem. Wszystko nadaje całości ciekawej konsystencji. Niestety w odbiorze Kinder Pingui malinowy był dla mnie zdecydowanie za słodki. Nie za bardzo go polecam.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

4 paź 2015

Ukraińska chałwa waniliowa + LBA

Z chałw ukraińskich, które niedawno dostałam od taty do zrecenzowania została mi jeszcze waniliowa (o poprzedniej możecie przeczytać TU). Jak wypadła?
Jej zapach był mocno sezamowy, ale na pewno nie waniliowy. Niezbyt zachęcający do spróbowania, ale czego nie robi się dla recenzji.
Chałwa podczas krojenia się mocno kruszyła na wszystkie strony. W smaku na początku była sezamowa, lecz po chwili zaczynała dominować w niej goryczka i lekko orzechowy smak podobny do orzechów włoskich. 

Ta chałwa zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Jest bardzo przeciętna, a na naszym polskim rynku mamy jej dużo lepsze odpowiedniki. Jedynym plusem owego produktu jest "prawdziwy" smak chałwy, niestety jak dla mnie - zbyt gorzki.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?:  nie

Zostałam nominowana przez Magie Cukru do Liebster Blog Awards. Dziękuję i już odpowiadam:
1. Jakie było Twoje marzenie w dzieciństwie?
Mieszkać razem z dwiema koleżankami G i K.
2. Dalej chcesz w zawodzie być kimś, kogo wymarzyłaś sobie jako dziecko?
Nie.
3. Lubisz siebie taką jaką jesteś, czy chciałabyś coś zmienić?
Chciałabym dużo w sobie zmienić, m.in wzrost (please give me 10cm), troszkę figurę, zdrowie, wygląd twarzy, włosów, skóry itp. Moją niską samoocenę.
4.  Lubisz zwierzaki? A może jakieś masz?
Lubię :) Mam rudego kotka, o imieniu Tygrys.
5. Największa wtopa?
W życiu zaliczyłam bardzo dużo wtop, m.in wyznanie chłopakowi że mi się podoba.
6. Wolisz spędzać czas z przyjaciółmi, czy jesteś typem samotnika?
Raczej wolę spędzać czas z innymi osobami.
7. Co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze?
Zdrowie, szczęście, uczucie spełnienia, posiadanie przyjaciół... wygląd.
8. Lubisz przyrodę, czy centra handlowe?
Zależy od mojego humoru.
9. Co najczęściej robisz w wolnych chwilach?
Uczę się, piszę recenzje, sprzątam, gotuję, piszę ze znajomymi, nic ciekawego :D
10. Ludzie w dzisiejszych czasach patrzą w głównej mierze na wygląd, zgadzasz się z tym?
Tak, zgadzam się. Sama często w podstawówce byłam niestety wyzywana i poniżana. 
11. Gdybyś mogła sama ułożyć sobie życie, zawód, wygląd, wszystko, jakby ono wyglądało? A może nie chciałabyś nic zmieniać?
Chciałabym być zdecydowanie wyższa, ładniejsza. Mieć gęste, grube włosy. Być naturalnie bardzo szczupłą osobą, mieć ładną, wysportowaną sylwetkę. Dobrze i szybko się uczyć, mieć udane dzieciństwo, wspaniałych rodziców, lepszy dom/mieszkanie. Dużo znajomych, chłopaków, a później udane życie zawodowe, ślub, wakacje. Ach, te marzenia...

3 paź 2015

Lód Milka na patyku

Tak jak ogłosiłam w ostatnim poście - w tym tygodniu byłam na wycieczce. Na wstępnie zaznaczę iż była to jedna z najlepszych wycieczek w jakich uczestniczyłam. Najbardziej podobały mi się marsze na orientację (grupa w której byłam, ku zdziwieniu wszystkich, wygrała). Wróciłam zmęczona, ale szczęśliwa, a teraz przystąpmy do recenzji lodów, zapewne "idealnych" na dzisiejszą pogodę.
Tego loda dość długo szukałam pomiędzy sklepowymi półkami nastawiona sceptycznie. Gdy już go znalazłam nie było mowy o "odwlekaniu zakupu" ponieważ bardzo chciałam zrecenzować całą serię.
Po otworzeniu uroczego, typowego dla milki - fioletowego opakowania ujżałam dość sporego loda pokrytego grubą warstwą bardzo słodkiej, mlecznej czekolady.

Bardzo mi posmakowała. Pod nią krył się jasny, słodki lód, zostawiający przyjemny, tłustawo-śmietankowy posmak w ustach. Aczkolwiek bardzo nudny i klepany.

Lód ten mnie zupełnie nie zachwycił. Jego konsystencja jest delikatna, zarówno jak i smak. Niestety stwarza on wrażenie nudnego. Jedyną rozrywką dla kubek smakowych podczas jego konsumpcji jest czekolada.

Ocena: 2.5/6
Czy kupię ponownie?: nie