22 gru 2015

Deser "Orito"

Dzisiaj wigilia klasowa, czyli stres, stres, stres... To moja pierwsza wigilia z klasą w życiu, dość późno nie?
A tak w ogóle to wczoraj występowaliśmy z ksm'u w domu starców. Bardzo mi się podobało, aczkolwiek smutno patrzyło się na tych wszystkich ludzi. Największą satysfakcje dawały mi chwile, gdy się uśmiechali, albo śpiewali razem z nami - bezcenne.

Deserki "Orito" pakowane podwójnie znalazłam w biedronce. Zaciekawiły mnie swym niebanalnym formatem, toteż postanowiłam je zakupić. Przypominały mi wielkie ciastka oreo, ale w wersji bardziej deserowej, co przypadło mi do gustu, bo o ile same oreo są dla mnie dość obojętne, tak różne deformacje tradycyjnej wersji ów przysmaku działają na mnie jak magnes.
Po otwarciu orita poczułam przyjemny, słodki, lekko gorzkawy zapach przypominający markizy. Zanurzyłam w nim łyżeczkę i na pierwszy ogień spróbowałam warstwy białej, której konsystencja przypominała napowietrzony, kremowy mus. W smaku był on bardzo słodki, mocno maślano-śmietankowy i dość tłusty. Tlił się w nim jakiś kakaowy posmak.
Ciacho wyścielające dno i wierzch plastikowego kubeczka było czarne. Przypominało brownie - tłuste, zbite, ciężkie, lecz tak naprawdę było mięciutkie, mocno kakaowe i bardzo tłustawe. Nie wyczułam w nim zbytniej słodyczy.

Całość smakowała błogo, słodko i bardzo tłusto. Jest to dobry produkt, aczkolwiek szybko się nudzi.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

19 gru 2015

Müller Riso agrestowe

Jak dobrze, że już jestem po testach. Są wstępne wyniki - 79% z historii i 100% z wosu. Jestem mega zadowolona, chciałabym takie wyniki mieć (no może z historii o 1% więcej, ale dali tak idiotyczne zadanie z pewną ikoną, że straciłam na nim 3 punkty) na prawdziwym egzaminie. Spodziewałam się 40-50% bo szłam zupełnie nieprzygotowana (nawet długopisu zapomniałam). Chyba najgorzej pójdzie mi część matematyczno-przyrodnicza, bo prawie wszystko strzelałam. No, ale pożyjemy, zobaczymy.
A dzisiaj lecę do kina na Kosogłosa!
Miłego dnia :*

Gdy pewnego dnia na półkach sklepowych zobaczyłam riso agrestowe byłam lekko zszokowana i nie dowierzałam własnym oczom. W końcu nie często spotyka się deserki bądź jogurty o takim smaku. Kubeczek owego riso powędrował do mojego koszyka.
Gdy nadszedł dzień recenzji spokonie mu się przyjżałam. Jego opakowanie mnie odpychało. Coś mi w nim nie pasowało. Być może chodzi tu o dziwny kolor zieleni, albo nieurodziwy wygląd agrestu. Nie wiem.
W każdym razie po otworzeniu wieczka jako pierwszy na test załapał się ryż. Pachniał on słodko, mlecznie i bardzo... ryżowo. Jego smak był mleczno-tłustawy, tliła się w nim delikatną słodycz. Mniam!

Następnie zabrałam się za agrest. Na początku wyczułam jego lekką woń, a następnie go spróbowałam. Z jednej strony był kwaśny, a z drugiej słodki i cierpki. Zdecydowanie wyczułam w nim cień jego charakterystycznego posmaku.
Po wymieszaniu zawartości obu kubeczków kwaśność zmalała i nie była już tak nachalna. Jedynie równoważyła całość. Natomiast zdecydowanie dominował tu słodki, mleczny smak.

Reasumując muller wyprodukował całkiem ciekawy i smaczny ryż na mleku. Łamie on zdecydowanie dotychczasowe połączenia smakowe. Jest to coś do czego chętnie jeszcze kiedyś powrócę.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: tak

17 gru 2015

Czekolada z fiołkami, Krakowski Kredens

Ostatni dzień egzaminów próbnych. Już mam dość. Rzadko zdarza się, abym miała coś dobrze, a w większości przypadków strzelam. Dlaczego robiąc zwykłe testy próbne z poprzednich lat były one takie proste, a te są tak idiotycznie skonstruowane, że mam ochotę dać je do napisania autorowi i z nożem w ręku czekać aż się pomyli...
Fajnie jest znaleźć czekoladę wartą 9,99 zł za 4,99 zł. Tak właśnie ostatnio moja rodzicielka upolowała te tabliczkę w almie. Czy jest ona warta swojej pierwotnej, nieobniżonej ceny?
Patrząc na opakowanie pomyślałam, że jest skromne, ale nie ma sensu wyrokować. Czasami skromniej znaczy lepiej. Po jej odpakowaniu zostałam lekko zszokowana - okazało się, że od spodu czekolada została już za nas podzielona na kostki. Natomiast nam do podziwiania pozostawiono wersję z fioletowymi piegami, to znaczy... fiołkami.
W zapachu czekolada jest mocno kakaowa, gorzkawa. Dość dziwna. Wyczułam w niej równeż nutkę cappucino i jakiejś wytrawności. Natomiast fiołki są zupełnie niewyczuwalne.
Po włożeniu kostki do ust poczułam początkowo smak cukru pudru. Następnie wmieszał się również bardzo mleczny posmaczek. Mogę spokojnie stwierdzić iż jest to czekolada zdecydowanie bardziej mleczna od swoich pierwowzorów.
Kostki szybko i delikatnie się rozpuszczają. Tworzą w buzi gęstą, ciężką masę. Czekolada sprawia wrażenie jakby była wykonana z dobrej jakości składników.
Fiołki w niej zawarte są twarde i mają dziwny lekko słodki posmak. Właściwie to nie mam pewności czy to są fiołki, gdyż ich wcale nie przypominają. Raczej to jakieś dziwne, chrupkie, zabarwione na granatowo cukierki.

Ta czekolada to całkiem przyjemne doznanie dla kubek smakowych. Być może rzeczywiście wyróżnia się smakiem i pomysłowym dodatkiem na tle innych mlecznych czekolad, ale nie jest warta swej ceny.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: nie

15 gru 2015

Lód batonik Twix

Dawno mnie tu nie było. Mam dużo do nadrobienia, ale chyba każdy wie jak to jest gdy świat wywraca się do góry nogami. Tak właśnie jest teraz u mnie. Nie chcę przesyłać negatywnej energii, bo i tak nikogo to nie interesuje, ale dam tylko znaki, że u mnie jest po prostu źle...
Dzisiaj piszę próbne egzaminy gimnazjalne także proszę o mocne trzymanie kciuków, a teraz zachęcam do lektury.
Kolejnym lodowym batonikiem, którego udało mi się znaleźć w sklepowych czeluściach był wariant twix (o poprzednich możecie poczytać TU i TU).
Po otworzeniu opakowania poczułam karmelkowy zapach. ów lodo-batona ma dość luźną konsystencję i szybko się rozpuszcza.
Czekolada jest bardzo, bardzo słodka, lekko kakaowa. Natomiast lód skrywający się pod nią smakuje słodko, tłusto, śmietankowo. W jego środku zostały ukryte twardawe, chrupkie lekko słone kulki pokryte polewą czekoladową. A karmel idealnie rozpływa się w buzi i podkreśla słodycz.

Całościowo produkt ten jest bardzo smaczny. Zachwyca dość ciekawym połączeniem różnych struktur i smaków. Zupełnie zmienia ogólny obraz tradycyjnego batonika twix, aczkolwiek nadal w pewnym sensie go przypomina. Najbardziej zaskoczył mnie tutaj karmel, był on naprawdę świetny.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

24 lis 2015

Góralek truskawkowy

Limitowanego góralka mogliśmy spotkać w dwóch wersjach - truskawkowej i cytrynowej. Tej drugiej niestety nie udało mi się nigdzie znaleźć, natomiast ów truskawkową dorwałam w Intermarche i pod wpływem chęci na coś pseudo-truskawkowego sięgnęłam po nią.
Po otworzeniu opakowania najpierw poczułam sztuczno-truskawkowy zapach. Następnie do mojego nosa dobiegł również aromat pudrowych, owocowych cukierków o smaku cytryny i malin, oraz nuta kwaśności zozoli, tudzież pianek jojo.
W przekroju wafelek mnie zawiódł. Spodziewałam się, że jego krem będzie bardziej intensywny w kolorze, a niestety moim oczom ukazał się zaróżowiały beż.
Wafelek był delikatny, chrupki i bezsmakowy jak chrupki dla dzieci. Czekolada oblewająca boki ów batonika była sztuczna, tania, słodka. Nie powaliła mnie. Jedynym "punktem zaciekawienia" mógł być jedynie subtelny posmak truskawek.
Nadzienie w smaku było słodkie, chemiczno-truskawkowe, proszkowe. Trochę w konsystekcji i smaku jak guma. Ble!

Góralek truskawkowy okazał się totalną porażką. Był strasznie sztuczny i niesmaczny. Nie będę rozpaczała jeżeli już nigdy nie zobaczę go na półkach sklepowych. Zdecydowanie nie polecam!

Ocena: 1.5/6
Czy kupię ponownie?: nie

22 lis 2015

Jogurt kokosowo-migdałowy, Bon Creme

Nie śpię. Nie wiem czego już chce. Piszę. Dochodzę do nowych sentencji filozoficznych i pomimo iż jest mi bardzo głupio, jakoś staram się zapomnieć, bo wnioski już wyciągnęłam. "Każda beznadziejna sytuacja jest po to, aby drugi raz nie wpaść w to samo błoto". I wiecie co jest dziwne - z jednej strony mój świat się wali na małe drobne kawałeczki jak stłuczony wazon, a z drugiej układa jak puzzle, ale w tych puzzlach niestety są braki. Chyba bez sensu starać je układać... jeżeli i tak nigdy pełnego, idealnego obrazka nie otrzymamy... chociaż... dobrze jest się starać, ale trzeba pamiętać, że nigdy perfekcyjnie nie będzie. Tak się po prostu nie da.
Jednymi ze stałych biedronkowych produktów cieszącymi się powszechnym uznaniem konsumentów są jogurty z serii bone creme. Słyszałam o nich do tej pory same pozytywne opinie, więc postanowiłam również ich spróbować, co by własną opinię sobie wyrobić.
Po otworzeniu wieczka wyczułam sztuczny kokosowy, tudzież marcepanowy zapach. 
Smak owego jogurtu opisałabym jako bardzo słodki, minimalnie kwaskowaty. Jego konsystencja była gęsta i kremowa. Znajdowały się w niej płatki migdałowe, które akurat mojej osobie nie pasowały. 
Pod koniec konsumpcji w jogurcie niestety coraz bardziej dominowała nieprzyjemna kwaśność. 

Jest to jogurt, który niestety nie spełnił moich oczekiwań i zdewastował wspaniałe wyobrażenia delikatnego, kremowo-tłustawego, lekko słodkiego jogurtu migdałowo-kokosowego. Zupełnie nie wyczułam w nim głównych bohaterów (!), a ów produkt z każdą kolejną łyżeczką stawał się po prostu nudny i oklepany. Nie jest to bone creme kokosowowo-migdałowy nie jest dla mnie.

Ocena: 2/6
Czy kupię ponownie?: nie

20 lis 2015

Lód batonik mars

Ostatnio moje życie znów zamieniło się w rozpędzoną kolejkę górską. Czas wolny został wypełniony po brzegi rzeczami do zrobienia. Dopadła mnie też ogromna wena pisarska, którą spokojnie mogłabym porównać do jednej z największych lawin śnieżnych w historii naszego globu. Zaczęłam szaleńczo pisać wiersze, nawet po trzy-cztery dziennie. Skróciłam godziny poświęcane na sen, aby wszystko wokół siebie ogarnąć. Lecz nadal brakuje mi pewnej wiadomości, chciałabym wiedzieć, bo nie wiem czy się angażować czy wszystko to nadzwyczaj olać.
Kolejny lodowy batonik doczekał się swojego własnego posta. Mowa o marsie, którego miałam nie kupować, ze względu na moją karmelową awersję. Niestety (albo stety) podczas zakupów został wpakowany do koszyka co jednoznacznie oznaczało... recenzję.
Czekolada, która go pokrywa jest bardzo słodka, mocno kakaowa i mleczna - taka jak powinna być. Pod nią znajduje się słodki, nijaki, wodnisty lód któremu smaku nadaje wyżej wspomniana czekolada i słodki, ciągnący się karmel. Batonik strasznie szybko się topi i w międzyczasie rozwala w naszych łapkach.

Ten lód jest na pewno bardzo słodki, głównie za sprawą karmelu i czekolady. Niesetety czegoś mu brakuje do podbicia mojego serca.
Aby nie było powtórzeń to teraz jeszcze dodam iż pachnie toffi z czekoladą.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie

17 lis 2015

Zott, Cremore Triple Choc

Ten deserek wypatrzyłam podczas stokrotkowych zakupów. Bez dłuższego zastanowienia wylądował w sklepowym koszyku. Kilka dni później przystąpiłam do jego przetestowania.
Po otwarciu uroczego wieczka, w stylu walentynek do mojego nosa doszedł zapach lodów o smaku gorzkiej czekolady. Był on bardzo, ale to bardzo głęboko czekoladowy, fenomenalny i mega zachęcający do spróbowania.
Deser był podzielony na trzy części. Najpierw zabrałam się za górną, którą była tłustawa, delikatna, napowietrzona, bardzo dobra pianka o smaku kakaowym.
Druga i trzecia warstwa były słodsze od poprzedniczki. Miały konsystencje budyniu. Natomiast smak gorzko-czekoladowy, lekko orzechowy. Wyczułam również w nich jakąś alkoholową nutkę.

Całościowo ów deser był dość ciężki. W smaku głównie czekoladowy. Przypominał jedzenie tabliczki czekolady o różnych strukturach - budyniu, pianki, sosu. Ponieważ jestem totalną pasjonatką jeżeli chodzi o tego typu wyroby cukiernicze bardzo mi posmakował. Polecam spróbować!

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: tak

15 lis 2015

Daim Mint

Daim Mint wypatrzyłam będąc w aptece koło galerii. Jak wiadomo - uwielbiam nowinki - więc i on szybko zwiódł mój wzrok i jakieś dwa złote z kieszeni. Po wstępnej ciekawości długo zbierałam się, aby go spróbować znajdując kolejne wymówki "Przecież nie przepadam za miętą", "Nawet nie próbowałam zwykłego daima", i kolejne... coraz dziwniejsze "A co jak połamie sobie na nim zęby? Podobno jest bardzo twardy". No, ale w końcu. Po jakże długich i wyczerpujących bataliach z samą sobą postanowiłam go skosztować.
Lekko otworzyłam zielonkawo-niebieski, rzucający się w oczy papierek, a wtem mój nos został zbombadrowany przez woń cholernie mocnej mięty z domieszką czekolady.
Ugryzłwszy (wiem, nie ma takiego słowa) batonika najpierw poczułam subtelny czekoladowy smak z nutką słoności.Gdy polewa się rozpusciła musiałam się stoczyć ze słonawym karmelem, który potwierdził moje zębołamne obawy. Lecz po dłuższym potrzymaniu w ustach stawał się on dość kruchy i pękał na milion małych, wchodzących we wszystkie zakamarki, kawałeczków. W smaku był on delikatny, nieprzesłodzony, naprawdę dobry. Stwierdziłam nawet iż z czasem robi się mleczny, na wzór werther's original.

Daim, produkując batonika w wersji mint, zapewne nie zdawał sobie sprawy iż wywoła on tyle kontrowersji. Muszę przyznać, że ta wersja naprawdę bardzo mi smakowała i pozytywnie mnie zachwyciła. Niestety również z wielkim żalem i bólem serca pragnę dodać, że była ona niestety limitowana.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie: tak

13 lis 2015

Twix Cappucino

Chyba każdy zna powiedzenie, że głupi ma szczęście (?) i tak właśnie było w moim przypadku z limitowanymi batonikami twix cappucino. Już kopę czasu przed założeniem tego bloga były one dostępne w żabce. Niestety edycja na nie się skończyła, a ja... koniecznie chciałam mieć ich recenzję u siebie. I tak to się pewnego dnia złożyło, że gdy kupowałam sobie zapas nowych milek z żabki... trafiłam na nie! W koszyku przy ladzie leżało już tylko kilka końcowych sztuk z kilkudniowym terminem ważności, a ja jak głupia się na nie rzuciłam (jak pan w 0:08 ubrany w niebieskie wdzianko TUTAJ). Taka oto właśnie była ich historia.
Po otwarciu jakże pięknego, urzekającego opakowania poczułam kawowo-karmelowy, lekko sztuczno-proszkowy zapach, który pod koniec zmieniał się w przyjemnie czekoladowy.
Z prędkością światła zauważyłam iż batonik nie miał żadnego nalotu pomimo iż jego termin do spożycia kończył się w przeciągu 10 dni, oraz że przetrwał falę letnich upałów cały i... nierozpaciany.
Postanowiłam rozgryźć go na dwa razy. Z dolnej strony był chrupki za sprawą ciasteczka i słodki. Natomiast z drugiej gdzie umieszczono karmel batonik był gęsty i miękki i otulała go bardzo słodka pseudo-czekolada o smaku kawy cappucino.

Całościowo batonik twix cappucino jest słodki, chrupko-sklejający buźkę i w tej całej swojej dziwności wprawił mnie w zachwyt, choć pod koniec jego słodycz jest troszkę zbyt nachalna i powoduje lekkie przecukrzenie.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: jeśli się pojawi to tak