Gdy moje ulubione proteinowe batoniki wróciły do sklepów po
dłuższej przerwie uznałam, że i one zasługują, aby pojawić się na moim blogu.
Od razu kupiłam pięć wariantów wydając przy tym 45zł. A mój portfel (a raczej
mojej mamy) mocno ucierpi, bo do spróbowania zostało mi jeszcze kilka
kilkanaście smaków. Swoją drogą przed kupieniem piątego smaku zgubiłam telefon. Stoję z mamą w
kolejce do kasy i zostaje nadany komunikat – Został znaleziony telefon. Osobę,
która go zgubiła prosimy o podejście do punktu klienta – no więc mama mnie pyta
– Masz telefon? – a ja momentalnie cała się zestresowałam – Nie. Pan który
znalazł moją zgubę niestety bardzo szybko się ulotnił, zdążyłam mu tylko
powiedzieć za plecami – dziękuję. A szkoda, bo zasługuje na dużo więcej. W tych
czasach mało kto tak postąpił. A teraz żenujące wyjaśnienie. Telefon
zostawiłam w ziemniakach.
Przechodząc do recenzji z lekkimi wypiekami na twarzy opiszę opakowanie QuestBar’a Banana Nut Muffin. Jest ono stonowane w żółto-złotych odcieniach, a na zdjęciu widnieje urocza babeczka z orzechami, oraz banany. Batonik zawarty w nim waży 60g i dostarcza nam tylko 170 kalorii, oraz aż 20g białka, co zapewnia mojej drobnej osóbce prawie całkowite zapotrzebowanie na proteiny.
Po otwarciu opakowania wyczułam zapach orzechowego cappuccino z lekką dozą alkoholu. Jest to dość dziwny zapach. Natomiast konsystencje naszego Questa porównałabym do marcepanu – mięsisty, zbity, ciągnie się podczas jedzenia (bez skojarzeń proszę). W batoniku zatopiono kawałeczki orzechów oraz suszonych bananów.
Smakuje niestety jak chemiczny, sztuczny banan. Jest subtelnie słodki, z lekką nutką kwaskowatości. Po pewnym czasie smak strasznie się nudzi i kończy się go na siłę. Niefajnie, no ale...
Przechodząc do recenzji z lekkimi wypiekami na twarzy opiszę opakowanie QuestBar’a Banana Nut Muffin. Jest ono stonowane w żółto-złotych odcieniach, a na zdjęciu widnieje urocza babeczka z orzechami, oraz banany. Batonik zawarty w nim waży 60g i dostarcza nam tylko 170 kalorii, oraz aż 20g białka, co zapewnia mojej drobnej osóbce prawie całkowite zapotrzebowanie na proteiny.
Po otwarciu opakowania wyczułam zapach orzechowego cappuccino z lekką dozą alkoholu. Jest to dość dziwny zapach. Natomiast konsystencje naszego Questa porównałabym do marcepanu – mięsisty, zbity, ciągnie się podczas jedzenia (bez skojarzeń proszę). W batoniku zatopiono kawałeczki orzechów oraz suszonych bananów.
Smakuje niestety jak chemiczny, sztuczny banan. Jest subtelnie słodki, z lekką nutką kwaskowatości. Po pewnym czasie smak strasznie się nudzi i kończy się go na siłę. Niefajnie, no ale...
...postanowiłam również mojego Questa poddać obróbce termicznej. Po upieczeniu
pachniał dosłownie jak bananowe ciasto. Jego konsystencja zmieniła się w a’la piankę,
tyle że zwartą i twardą. Przyjemnie strzelał podczas jedzenia widelcem (taki odgłos kiedy zgniatamy wilgotne ciasto). A
smakował jak delikatny placek bananowy – szaleństwo! Był niesamowicie pyszny.
Zwykły QuestBar o smaku Banana Nut Muffin nie
jest wart swojej ceny, ale po obróbce termicznej już tak. Jest niesamowity,
pyszny i słodziutki. Jestem w szoku jak zwykłe podpieczenie mogło zmienić
ocenę. Dlatego będzie ich aż dwie!
Ocena Quest’a przed upieczeniem: 3/6
Ocena Quest’a po upieczeniu: 6/6!
Czy kupię ponownie: tak


Mnie mimo wszystko odstrasza cena. Bo choć chętnie bym go spróbowała nawet przed obróbką, to jakoś nie po drodze mi też do stoisk z takimi produktami jednak ;)
OdpowiedzUsuńOj cena jest niestety kosmiczna. Mnie śmieszy zawszę gdy idę do sklepu kulturystycznego. Nie dość że jestem strasznie niska, dość drobna i wyglądam na kilka lat mniej niż mam to czuję się tam strasznie nieswojo, ale w niektórych mnie już znają i nawet mi zniżki dają (questy były po 10zł a sprzedali mi dał po 9zł). Ma się te znajomości :D Zdarza mi się też zakupić tam masła orzechowe bo mają np.Meridiany 100% za ok. 36-39zł, a na allegro płaci się ok 45zł + przesyłka. Czasem warto tam zaglądnąć :)
UsuńKiedyś zamierzamy spróbować te batony ale w naszej okolicy nigdzie ich nie ma a przez internet nie chcemy zamawiać. Ciekawy pomysł z tym podpieczeniem batona, kto by pomyślał, że tak się smak może zmienić :)
OdpowiedzUsuńHa ale telefon w ziemniakach rozwalił system :D
Ja niestety kiedyś zgubiłam telefon w tramwaju (lub też mi go skradziono) i już go nie odzyskałam. Swojego obecnego pilnuję jak oka w głowie. Zbyt cenny jest dla mnie z wielu przyczyn.
OdpowiedzUsuńNo proszę! I znów potwierdza się moja teoria - jak coś nie smakuje, to trzeba to podgrzać :D. Połączenie smakowe bardzo do mnie trafia, szkoda tylko tego sztucznego banana.
Ja też już pilnuję jak oka w głowie :D
UsuńA może zupełnie inaczej odczułabyś smaki. Bo w jego składzie jest suszony banan :)
Slyszałam właśnie, że ten smak jest kiepski...nie kupię
OdpowiedzUsuńPo upieczeniu jest niesamowity, ale przed - fu!
UsuńJa też jestem taka roztrzepana i niestety często już za to zapłaciłam... odpowiednią cenę :< Za głupotę niestety trzeba płacić. Torebkę ile razy ktoś mi ratował, to aż szkoda liczyć. Nie jadłam nigdy, ale ponoć te batony się kocha, albo nienawidzi... nie wiem czy chce się narażać :D
OdpowiedzUsuńTeraz już staram się pilnować :)
Usuńja też się zawsze staram, ale jakoś to tak wychodzi :D
Usuń