Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/6. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą 3/6. Pokaż wszystkie posty

28 paź 2015

Lody w kubeczku Magnum, Vanilla & Chocolate

Lody, które zamierzam dziś zrecenzować zachwyciły mnie swoją formą. Dotychczas spotykałam się tylko z magnumami w wersji na patykach. Natomiast ów kubeczek był dla mnie miłym, komfortowym zaskoczeniem.
Zacznę od wyglądu opakowania, które jest śliczne. Zawiera typowe dla magnuma kolory - brązowy i złoty. Przykuwa uwagę swoją prostotą i elegancją.
Po jego otworzeniu ujrzałam lody w kolorze piaskowym, przykryte warstwą małych, ciemnych kawałeczków czekolady. Całość pachniała jak gorzkie kakao. Niestety zapach ten był mocno przytłumiony i niezbyt wyraźny.
Najpierw spróbowałam tradycyjnie, lodów. Były one słodkie, ale nieprzesłodzone. Mocno wyczuwalna była również ich maślano-śmietankowa tłustość (no po prostu masło maślane :D), zarówno w smaku jak i konsystencji. Na co dzień nie przeszkadza mi to, lecz te lody były aż za tłuste! Ciężko było mi również wyczuć w nich wanilię, ale po dłuższej chwili doszłam do wniosku, że gdzieś tam została ona ukryta w postaci sztucznego aromatu, albo szalenie małej ilości prawdziwej wanilii (w co wątpię).
Czekoladowe skrawki smakowały na początku gorzko. Dałabym im spokojnie z 70% gdyby nie uderzająca słodycz, zaraz po ich rozpuszczeniu. Z czasem podczas jedzenia stawały się coraz słodsze.
W środku pseudowaniliowych, magnumowych lodów znalazłam coś co urozmaiciło ich nudny smak - ciemnobrązową magmę czekoladową. Była ona gęsta, mocno czekoladowa (a raczej kakaowa). Wyczułam w niej subtelną goryczkę, która niestety zanikała wraz z kolejnymi łyżeczkami. Stając się coraz bardziej słodka i sztuczna.

Lody Magnum Vanilla & Chocolate zdecydowanie nie są powalające, ani warte swojej ceny. Za mniejszą kwotę możemy kupić coś dużo lepszego, ale... (!) na pewno znajdą one swoich zwolenników.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

18 paź 2015

Serek cytrynowy z kostkami kokosowymi, Tutti

Ostatnim serkiem "tutti" jaki próbowałam z kokosowej serii był wariant z cytryną. Od początku podchodziłam do niego niezbyt przyjemnie - no bo jak to? Cytrynowy serek!?
Po otworzeniu wieczka ujrzałam gęsty twór, z wodnym osadem który wyciekł na wierzch. Jego zapach przypominał cytrynowe kostki do toalet - był sztuczny, chemiczny i na szczęście szybko znikał.
Sam serek w konsystencji był gęsty, gładki i przyjemnie kremowy. Smakował słodko, tłusto, cytrynowo. Tlił się w nim również charakterystyczny kwasek.
Żelki były trudnym orzechem do zgryzienia. Gumowe, słodko-cytrynowe i lekko obrzydliwe.

Muszę przyznać, że miałam rację gdyż cytryna po prostu ewidentnie nie pasuje do nabiału. Niestety była ona tutaj bardzo charakterystyczna i stwarzała ewidentną otoczkę indywidualności tego produktu... Aż sobie z ciarkami na plecach wyobrażam serek wołający "jestem cytryną zmieszaną z mlekiem/twarogiem/jogurtem". Ekhm... dziękuję. No cóż... smakiem nie powala, a żelki zdecydowanie mogli sobie darować. No, pasuje również dodać iż gdzieś miał tutaj być kokos, ale gdzie (?!) tego chyba nie wie nikt.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie: nie

10 paź 2015

Rożek lodowy "Princessa"

To takie miłe uczucie, gdy twoja praca zostanie doceniona. Wczoraj dostałam piątkę z polskiego. Byłam oskarżycielem głównej bohaterki utworu Juliusza Słowackiego, pt."Balladyna". Jestem zaskoczona i szczęśliwa. Zazwyczaj mojej polonistce nie podobają się moje teksty i zadania. A jeszcze większym wyróżnieniem jest fakt, iż większość osób dostała czwórki! W moim przypadku każda piątka to zbawienie, bo o ile pisać bardzo lubię, tak moje oceny z gramatyki i dyktand raczej do najpiękniejszych nie należą.
Rożek princessowy wydaje mi się znanym klasykiem. Jego opis na stronie producenta brzmi mniej-więcej tak "doskonałe połączenie lodów kokosowych i waniliowych z dodatkiem najprawdziwszych wiórków kokosowych, oraz sosu o smaku białej czekolady, a wszystko to w chrupiącym wafelku". A jak jest w rzeczywistości?
Jego zapach był mocno kokosowy. Przy pierwszym zetknięciu z princessą natrafiłam na falę tłustych wiórków kokosowych okraszających loda. Jak dla mnie były one zupełnie zbędne i przeszkadzały w lizaniu jedzeniu.
Sos z białej czekolady był niezbyt gęsty, słodki, trochę waniliowy.
Po dostaniu się do części lodowej poczułam bardzo mocny, śmietanowy, lekko tłustawy smak. Lód był puszysty i delikatny. Szybko się rozpuszczał i sam w sobie nie był czymś przez co mogłabym oszaleć - ot, zwykły śmietankowy lód.
Po białej warstwie, natrafiamy na lekko żółtą. Jest to zapewne warstwa waniliowa. Wydaje mi się mniej słodsza od śmietankowej poprzedniczki.
Rożek w którym został umieszczony lód jest dość jasny, aczkolwiek dobrze wypieczony, lekko słodki. Od wewnętrznej strony został oblany sztuczną, gorzkawą "czekoladą". Czuć w niej kakao, aczkolwiek brakuje charakterystycznej, przyjemnej mleczności.
Na samym końcu czeka na nas morze czekolady (jak wyżej) i ostatki chrupiącego wafelka. Jest słodko i smacznie, ale bez zachwytu.

Princessowy rożek da się zjeść. Nie będę przed nim się uciekała stawiając długie susy przez sklep, aby znaleźć się jak najdalej od jego kokosowych ślepi, aczkolwiek ponownego zakupu tego tworu na razie planować nie mam zamiaru.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

8 paź 2015

Serek kokosowy z kostkami kokosowymi

Gdy po raz pierwszy zobaczyłam serię nowych, biedronkowych serków "Tutti deCoco" dostałam oczopląsu i wszystkie dostępne warianty szybko powędrowały do sklepowego koszyka.
Jako pierwszy spróbowałam wersję kokosową. Po otworzeniu jakże pięknego, niebieskiego wieczka z przekrojem kokosa do mojego nosa dotarł zapach... twarogowego serka na kanapki. Przeżyłam lekki zawód, gdyż spodziewałam się czegoś, hm... bardziej kokosowego.
Serek z początku wydawał mi się rzadki, lecz gdy zanużyłam w nim łyżeczkę przekonałam się, że to tylko złudzenie. Był mega-gęsty! Jak coś pomiędzy serkiem naturalnym z piątnicy, a bardzo gęstym jogurtem greckim.
Jego smak był słodki, kremowy i tłustawy. Przypominał mi danonka.
Żelowe kulki które zostały w nim umieszczone są jak tapioka. Zimne, lekko słodkie i orzeźwiające.

Kokosowy tutti niczym mnie nie zachwycił. Przypomina po prostu zwykły serek do naleśników (swoją drogą nigdy nie lubiłam serka homogenizowanego z naleśnikami, fu!)

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

6 paź 2015

Kinder Pingui o smaku malinowym

Nie wiem, czy ktokolwiek to czyta, ale dzisiaj kilka słów wstępu. Zacznę może od tego iż w obecnym obrocie sytuacji nie mam czasu dla siebie. Normalnie siedzę nad książkami od szesnastej do dziesiątej i nawet zwyczajne osiem godzin snu już mojemu organizmowi nie wystarcza, no ale mówi się trudno, kiedyś musi sobie odespać trzy lata bezsenności, tylko odbija się to na mojej senności w okolicach porannych i popołudniowych XD Także ten... stawiam sobie za wysokie wymagania. Co z tego, że się uczę jak i tak później mam poczucie winy, że za mało, że nie ma samych piątek. Śmiać mi się chce z samej siebie... choć czasami brzmi to dość dramatycznie :D A no i kurczę rozszyfrowuję już drugi dzień jak włączyć internet w telefonie z abonamentu, a na internecie o tym ani słychu. Takim jestem specem, że najbanalniejszych czynności nie potrafię wykonać... hm... to zapewne przez ten nadmierny stres ;D No, a ostatnimi już, poważnymi ogłoszeniami jest mój pomysł na serię postów (bądź jeden) taki bardziej o mnie, w którym po prostu poznalibyście mnie bardziej. Albo te kilka odsłon o postępowaniu społeczeństwa, które potępiam (mroczna strona Karoliny! już widzę te ogniki w moich oczach... ). No, a może to i to? Jeśli ktoś to czyta, to proszę napisać mi poniżej co o tym myśli. Także... ja już nie przedłużam, miłej recenzji.
To chyba dla nikogo nie będzie zdziwieniem gdy napiszę, że Kinder Pingui jest dostępne w wersji malinowej? Tak czy siak, dzisiaj o nim.
Po wyjęciu kinderka z opakowania stwierdziłam, że malin w nim nie wyczułam, ew. coś pseudo malinowego, aczkolwiek zostało to zdominowane przez inny zapach, a mianowicie mocny czekoladowo-kakaowy. Nie powiem, że nie był przyjemny, bo owszem był… ale spodziewałam się czegoś innego.
Na początek testu odłamałam kawałek czekolady. Bardzo szybko się rozpuszczała, była mocno przesłodzona i… jakby z malinowym syropem (?). Pod nią skrywał się zwykły, kakaowy biszkopt.
W środku kinderka znajdowała się duża warstwa białego, bliżej niezidentyfikowanego kremu. Który smakował chemicznie, był niesmaczny i znów okropnie przesłodzony! Pomiędzy kremem był zupełnie niewyczuwalny pasek malinowego nadzienia. Jego smak dosłownie zabiła ogromna śmietankowa słodycz. Dopiero po mocnym zastanowieniu się uznałam, że być może czasami wyczuwam malinowy posmaczek.

Ta przekąska zawiera różne tekstury m.in. czekoladę, biszkopt, krem. Wszystko nadaje całości ciekawej konsystencji. Niestety w odbiorze Kinder Pingui malinowy był dla mnie zdecydowanie za słodki. Nie za bardzo go polecam.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

4 paź 2015

Ukraińska chałwa waniliowa + LBA

Z chałw ukraińskich, które niedawno dostałam od taty do zrecenzowania została mi jeszcze waniliowa (o poprzedniej możecie przeczytać TU). Jak wypadła?
Jej zapach był mocno sezamowy, ale na pewno nie waniliowy. Niezbyt zachęcający do spróbowania, ale czego nie robi się dla recenzji.
Chałwa podczas krojenia się mocno kruszyła na wszystkie strony. W smaku na początku była sezamowa, lecz po chwili zaczynała dominować w niej goryczka i lekko orzechowy smak podobny do orzechów włoskich. 

Ta chałwa zdecydowanie mnie nie zachwyciła. Jest bardzo przeciętna, a na naszym polskim rynku mamy jej dużo lepsze odpowiedniki. Jedynym plusem owego produktu jest "prawdziwy" smak chałwy, niestety jak dla mnie - zbyt gorzki.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?:  nie

Zostałam nominowana przez Magie Cukru do Liebster Blog Awards. Dziękuję i już odpowiadam:
1. Jakie było Twoje marzenie w dzieciństwie?
Mieszkać razem z dwiema koleżankami G i K.
2. Dalej chcesz w zawodzie być kimś, kogo wymarzyłaś sobie jako dziecko?
Nie.
3. Lubisz siebie taką jaką jesteś, czy chciałabyś coś zmienić?
Chciałabym dużo w sobie zmienić, m.in wzrost (please give me 10cm), troszkę figurę, zdrowie, wygląd twarzy, włosów, skóry itp. Moją niską samoocenę.
4.  Lubisz zwierzaki? A może jakieś masz?
Lubię :) Mam rudego kotka, o imieniu Tygrys.
5. Największa wtopa?
W życiu zaliczyłam bardzo dużo wtop, m.in wyznanie chłopakowi że mi się podoba.
6. Wolisz spędzać czas z przyjaciółmi, czy jesteś typem samotnika?
Raczej wolę spędzać czas z innymi osobami.
7. Co jest dla Ciebie w życiu najważniejsze?
Zdrowie, szczęście, uczucie spełnienia, posiadanie przyjaciół... wygląd.
8. Lubisz przyrodę, czy centra handlowe?
Zależy od mojego humoru.
9. Co najczęściej robisz w wolnych chwilach?
Uczę się, piszę recenzje, sprzątam, gotuję, piszę ze znajomymi, nic ciekawego :D
10. Ludzie w dzisiejszych czasach patrzą w głównej mierze na wygląd, zgadzasz się z tym?
Tak, zgadzam się. Sama często w podstawówce byłam niestety wyzywana i poniżana. 
11. Gdybyś mogła sama ułożyć sobie życie, zawód, wygląd, wszystko, jakby ono wyglądało? A może nie chciałabyś nic zmieniać?
Chciałabym być zdecydowanie wyższa, ładniejsza. Mieć gęste, grube włosy. Być naturalnie bardzo szczupłą osobą, mieć ładną, wysportowaną sylwetkę. Dobrze i szybko się uczyć, mieć udane dzieciństwo, wspaniałych rodziców, lepszy dom/mieszkanie. Dużo znajomych, chłopaków, a później udane życie zawodowe, ślub, wakacje. Ach, te marzenia...

26 wrz 2015

Praliny "Likwory" z nadzieniem alkoholowym o smaku kokosowym i wiśniowym

Dzisiaj zaprezentuję likwory z bierdronkowej firmy "Luximo Premium". Czyli czekoladki z dużą ilością alkoholowego nadzienia.
Jako pierwszą do spróbowania wybrałam wersję kokosową. W zapachu marcepanowo-kokosowa, z przebijającym się w aromatem gorzkiej czekolady i silną wonią alkoholu.
Czekolada otaczająca nadzienie szybko się rozpuszcza i "ciapie". Jest zarazem gorzka i słodka, oraz przesiąknięta alkoholem.
Płynne wnętrze również jest słodkie i czuć w nim subtelny kokos. Mocno alkoholowe, palące i szczypiące przełyk.
Całość jest gorzkawa. Alkohol początkowo pali i ogrzewa gardło, lecz po chwili czekolada dodaje charakterystycznej goryczki, a następnie znów powraca ciepłota i szczypanie. I tak w kółko. W międzyczasie niestety podczas tych jakże ciekawych doznań zanika posmak kokosa.

Kokosowa pralina trafia w moje gusta. Nie wiem ile zawiera alkoholu (i czy w ogólne) ale jest mocna.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie, ale gdyby ktoś mnie poczęstował to bym nie odmówiła

Następną wersją była wiśniowa, która pachnie wiśniami w deserowej czekoladzie.
Jej solidna warstwa czekolady nadaje alkoholowej goryczki. Jest przyjemna w odbiorze. Słodka, mocno kakaowa. Niestety brak jej mlecznego, tłustawego posmaku, ale być może to i dobrze. Przez mocniejszy akcent kakao, sam smak alkoholu staje się dużo bardziej wyraźny.
Nadzienie zawarte w czekoladce jest gęstsze i słodsze od wersji kokosowej. Alkohol jest też mocniej wyczuwalny, natomiast brakuje w nim smaku wiśni, który najprawdopodobniej zastąpiono aromatem.

Ta czekoladka niestety była gorsza od kokosowej  poprzedniczki, aczkolwiek myślę, że i tak warto ją spróbować.  Osobom lubiący mocny alkoholowy power właśnie ta wersja bardziej przypadnie do gustu, niestety to nie dla mnie.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

16 sie 2015

Magnum Strawberry & White

Opakowanie naszego magnuma jest utrzymane w jasnych, pastelowych barwach – lekkim beżu i różu. Znajdują się w nim lody truskawkowe z sosem truskawkowym oblane białą czekoladą.
Przechodząc do smaku poszczególnych warstw loda zacznę od czekolady – jest ona przesłodzona, jak każda magnumowa czekolada, twarda i przesiąkła smakiem truskawek. Niesamowicie szybko rozpuszcza się w ustach. Nie wiem dlaczego, ale owe czekolady bardzo mi smakują – to chyba przez tą cholerną słodycz.


Lody są lekko kwaskowate, wodno-jogurtwe i smakują owocami leśnymi (ciekawe?), natomiast sos jak dla mnie jest chemiczno-truskawkowy. Ogólnie niezbyt smaczne połączenie i bardzo sztuczne.

Recenzowany lód ma zarówno zalety jak i wady. Na plus idzie gruba, warstwa, super-słodkiej czekolady (tylko dla cukroholików!), natomiast jako minus uznałabym sam w sobie lód – chemiczny i niezbyt smaczny. Połączenie tych dwóch składników jest przeciętne, brakuje tutaj efektu „wow” (nic mnie nie zaskoczyło), oraz prawdziwego smaku truskawek.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie sądzę

6 sie 2015

Müller Mix Greek Style Mousse Honey & Apricot

Ostatnio w biedronce pojawiły się Mullerowe Mousse Mixy o smaku – honey & apricot, relaxing strawberry i peanuts &choco balls. Co prawda nie darzę jogurtów i tego typu deserków szczególną sympatią, ale cena – 99gr/szt – była bardzo zachęcająca.
Jako pierwszy do spróbowania wybrałam smak honey & apricot. Wieczko owego deserku jest utrzymane w morskich barwach. Widnieje na nim prześliczna miseczka wypchana białym, puchowym musem. Jest też łyżeczka która nabiera owe cudo razem z sosem i ogromnym kawałkiem moreli. Owoce wyglądają soczyście, a w tle uwieńczono miodowy akcent. No po prostu bajka!
Po zerwaniu wieczka poczułam morelowo-cytrusowo-brzoskwiniowy zapach w którym starał się przebić nieco słabszy mleczny, naturalno-jogurtowy.

Konsystencja owego moussa jest, gęsta, kremowa, zabójczo piankowa i przyjemnie strzela przy zetknięciu z łyżeczką. Smakuje tłusto, kwaskowato i subtelnie słodko. Natomiast nadzienie brzoskwiniowe jest słodkie, wodniste i kwaskowate.
Po wymieszaniu całość jest smaczna, jogurtowa i tłustawa. Smakuje właśnie czymś pomiędzy brzoskwinią a pomarańczą. Natomiast miodu w owym wariancie nie wyczuwam, chociaż jest go aż 0,5%! Co za hojność producentów!

Muller honey & apricot moim zdaniem jest idealny dla zwolenników kwaskowatych smaków. Natomiast osoby szukające w owym wariancie miodu, niech do swoich poszukiwań nie używają swoich wyrafinowanych kubek smakowych ani lupy – wasze starania i tak pójdą na marne. Nie wiem czy polecam spróbować ten wariant, jedni będą go kochać, drudzy nienawidzić. Może sami zdecydujcie. Ja póki co pozostaję bezstronna.

Ocena:
3/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie

13 lip 2015

QuestBar Banana Nut Muffin

Gdy moje ulubione proteinowe batoniki wróciły do sklepów po dłuższej przerwie uznałam, że i one zasługują, aby pojawić się na moim blogu. Od razu kupiłam pięć wariantów wydając przy tym 45zł. A mój portfel (a raczej mojej mamy) mocno ucierpi, bo do spróbowania zostało mi jeszcze kilka kilkanaście smaków. Swoją drogą przed kupieniem piątego smaku zgubiłam telefon. Stoję z mamą w kolejce do kasy i zostaje nadany komunikat – Został znaleziony telefon. Osobę, która go zgubiła prosimy o podejście do punktu klienta – no więc mama mnie pyta – Masz telefon? – a ja momentalnie cała się zestresowałam – Nie. Pan który znalazł moją zgubę niestety bardzo szybko się ulotnił, zdążyłam mu tylko powiedzieć za plecami – dziękuję. A szkoda, bo zasługuje na dużo więcej. W tych czasach mało kto tak postąpił. A teraz żenujące wyjaśnienie. Telefon zostawiłam w ziemniakach.
Przechodząc do recenzji z lekkimi wypiekami na twarzy opiszę opakowanie QuestBar’a Banana Nut Muffin. Jest ono stonowane w żółto-złotych odcieniach, a na zdjęciu widnieje urocza babeczka z orzechami, oraz banany. Batonik zawarty w nim waży 60g i dostarcza nam tylko 170 kalorii, oraz aż 20g białka, co zapewnia mojej drobnej osóbce prawie całkowite zapotrzebowanie na proteiny.
Po otwarciu opakowania wyczułam zapach orzechowego cappuccino z lekką dozą alkoholu. Jest to dość dziwny zapach. Natomiast konsystencje naszego Questa porównałabym do marcepanu – mięsisty, zbity, ciągnie się podczas jedzenia (bez skojarzeń proszę). W batoniku zatopiono kawałeczki orzechów oraz suszonych bananów.
Smakuje niestety jak chemiczny, sztuczny banan. Jest subtelnie słodki, z lekką nutką kwaskowatości. Po pewnym czasie smak strasznie się nudzi i kończy się go na siłę. Niefajnie, no ale...
...postanowiłam również mojego Questa poddać obróbce termicznej. Po upieczeniu pachniał dosłownie jak bananowe ciasto. Jego konsystencja zmieniła się w a’la piankę, tyle że zwartą i twardą. Przyjemnie strzelał podczas jedzenia widelcem (taki odgłos kiedy zgniatamy wilgotne ciasto). A smakował jak delikatny placek bananowy – szaleństwo! Był niesamowicie pyszny.

Zwykły QuestBar o smaku Banana Nut Muffin nie jest wart swojej ceny, ale po obróbce termicznej już tak. Jest niesamowity, pyszny i słodziutki. Jestem w szoku jak zwykłe podpieczenie mogło zmienić ocenę. Dlatego będzie ich aż dwie!

Ocena Quest’a przed upieczeniem: 3/6
Ocena Quest’a po upieczeniu: 6/6!
Czy kupię ponownie: tak