Akurat na święta nie miałam internetu. Smutno mi, bo chciałam Wam złożyć życzenia, no ale przepadło. W każdym razie rozpoczęliśmy nowy rok 2016. Z całego serca życzę wszystkim czytelnikom, aby był on lepszy od poprzedniego pod każdym względem m.in miłości, zdrowia, pracy. Abyśmy się rozwijali i wchodząc w 2017 mogli powiedzieć "to był udany rok". Żebyśmy podejmowali dobre decyzje i ich nie żałowali i aby nasze najskrytsze marzenia stały się rzeczywistością.
Poprzednie recenzje tej lodów z tej serii możecie przeczytać Tu i tu. Dzisiaj nadeszła pora na recenzje Daima na patyku.
Po otworzeniu charakterystycznego, daimowego opakowania poczułam słaby, lekko orzechowy zapach.
Lód był pokryty chrupką, maga słodką czekoladą, tak słodką że aż sprawiała włażenie gorzkiej (wiem jak to irracjonalnie brzmi). Poza cukrem wyczułam w niej również subtelny posmak kakao. Miała ona w sobie przyjemny posmak karmelu i jego małe, lekko słone, chrupiące cząsteczki.
Lód był delikatny, śmietankowy, tłusty, słodki (ale nie przesadnie). Miał w sobie kawałki czekolady, ale była ona mniej słodka i sztuczniejsza niż ta z polewy. Byłabym usatysfakcjonowana gdyby je usunęli.
Daim na patyku okazał się smacznym, bardzo słodkim tworem. Chętnie kupię go jeszcze nie jeden raz podczas "cukrowego-głoda".
Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: tak



