Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lody. Pokaż wszystkie posty

4 sty 2016

Lód na patyku daim

Akurat na święta nie miałam internetu. Smutno mi, bo chciałam Wam złożyć życzenia, no ale przepadło. W każdym razie rozpoczęliśmy nowy rok 2016. Z całego serca życzę wszystkim czytelnikom, aby był on lepszy od poprzedniego pod każdym względem m.in miłości, zdrowia, pracy. Abyśmy się rozwijali i wchodząc w 2017 mogli powiedzieć "to był udany rok". Żebyśmy podejmowali dobre decyzje i ich nie żałowali i aby nasze najskrytsze marzenia stały się rzeczywistością.

Poprzednie recenzje tej lodów z tej serii możecie przeczytać Tu i tu. Dzisiaj nadeszła pora na recenzje Daima na patyku.
Po otworzeniu charakterystycznego, daimowego opakowania poczułam słaby, lekko orzechowy zapach.
Lód był pokryty chrupką, maga słodką czekoladą, tak słodką że aż sprawiała włażenie gorzkiej (wiem jak to irracjonalnie brzmi). Poza cukrem wyczułam w niej również subtelny posmak kakao. Miała ona w sobie przyjemny posmak karmelu i jego małe, lekko słone, chrupiące cząsteczki.
Lód był delikatny, śmietankowy, tłusty, słodki (ale nie przesadnie). Miał w sobie kawałki czekolady, ale była ona mniej słodka i sztuczniejsza niż ta z polewy. Byłabym usatysfakcjonowana gdyby je usunęli.

Daim na patyku okazał się smacznym, bardzo słodkim tworem. Chętnie kupię go jeszcze nie jeden raz podczas "cukrowego-głoda".

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: tak

15 gru 2015

Lód batonik Twix

Dawno mnie tu nie było. Mam dużo do nadrobienia, ale chyba każdy wie jak to jest gdy świat wywraca się do góry nogami. Tak właśnie jest teraz u mnie. Nie chcę przesyłać negatywnej energii, bo i tak nikogo to nie interesuje, ale dam tylko znaki, że u mnie jest po prostu źle...
Dzisiaj piszę próbne egzaminy gimnazjalne także proszę o mocne trzymanie kciuków, a teraz zachęcam do lektury.
Kolejnym lodowym batonikiem, którego udało mi się znaleźć w sklepowych czeluściach był wariant twix (o poprzednich możecie poczytać TU i TU).
Po otworzeniu opakowania poczułam karmelkowy zapach. ów lodo-batona ma dość luźną konsystencję i szybko się rozpuszcza.
Czekolada jest bardzo, bardzo słodka, lekko kakaowa. Natomiast lód skrywający się pod nią smakuje słodko, tłusto, śmietankowo. W jego środku zostały ukryte twardawe, chrupkie lekko słone kulki pokryte polewą czekoladową. A karmel idealnie rozpływa się w buzi i podkreśla słodycz.

Całościowo produkt ten jest bardzo smaczny. Zachwyca dość ciekawym połączeniem różnych struktur i smaków. Zupełnie zmienia ogólny obraz tradycyjnego batonika twix, aczkolwiek nadal w pewnym sensie go przypomina. Najbardziej zaskoczył mnie tutaj karmel, był on naprawdę świetny.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

20 lis 2015

Lód batonik mars

Ostatnio moje życie znów zamieniło się w rozpędzoną kolejkę górską. Czas wolny został wypełniony po brzegi rzeczami do zrobienia. Dopadła mnie też ogromna wena pisarska, którą spokojnie mogłabym porównać do jednej z największych lawin śnieżnych w historii naszego globu. Zaczęłam szaleńczo pisać wiersze, nawet po trzy-cztery dziennie. Skróciłam godziny poświęcane na sen, aby wszystko wokół siebie ogarnąć. Lecz nadal brakuje mi pewnej wiadomości, chciałabym wiedzieć, bo nie wiem czy się angażować czy wszystko to nadzwyczaj olać.
Kolejny lodowy batonik doczekał się swojego własnego posta. Mowa o marsie, którego miałam nie kupować, ze względu na moją karmelową awersję. Niestety (albo stety) podczas zakupów został wpakowany do koszyka co jednoznacznie oznaczało... recenzję.
Czekolada, która go pokrywa jest bardzo słodka, mocno kakaowa i mleczna - taka jak powinna być. Pod nią znajduje się słodki, nijaki, wodnisty lód któremu smaku nadaje wyżej wspomniana czekolada i słodki, ciągnący się karmel. Batonik strasznie szybko się topi i w międzyczasie rozwala w naszych łapkach.

Ten lód jest na pewno bardzo słodki, głównie za sprawą karmelu i czekolady. Niesetety czegoś mu brakuje do podbicia mojego serca.
Aby nie było powtórzeń to teraz jeszcze dodam iż pachnie toffi z czekoladą.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: nie

5 lis 2015

Magnum, Créme Brûlée

Chociaż przed oczyma mam listopad z przed trzech lat, chociaż ostatnio zdarzają mi się coraz to dziwniejsze zdarzenia losowe i chociaż boję się... chcę wiedzieć.
Czasami zastanawiam się nad sukcesem magnumów. Myślę, że czynniki wpływające na ich świetność to cena (przecież to co drogie, musi być znakomite!), ekskluzywne opakowanie i dobra czekolada. Mnie osobiście do tej pory żaden z magnumów nie powalił na kolana, nie spowodował ślinotoku i nie sprawił, że będę chciała więcej, więcej i więcej. Czy wariant creme brulee zmienił moje poglądy? Zapraszam do zapoznania się z recenzją.
Po otwarciu ładnego, dość minimalistycznego opakowania poczułam słodki, kakaowy zapach i zabrałam się za testowanie.
Jako pierwszą spróbowałam chrupką, mega słodką czekoladę z lekko gorzkimi drobinkami, trzaskającymi pod zębami. Przypominały mi one palony cukier. Czekolada ogólnie szybko się rozpuszczała i powodowała totalne zacukrzenie.
Lód pod spodem był w smaku mocno śmietankowy, tłusto-kremowy i po prostu słodki. Sos
wmieszany w niego nie zachwycił mnie - był lekko gorzki, dziwny i miał niezbyt przyjemny kolor.

Magnum creme brulee nie podszedł do gustu mojej dość wymagającej osoby. O ile czekolada była do zniesienia, tak lód został zrobiony zbyt tradycyjnie. Brakuje w nim wariacji, która by mnie zadowoliła. Aczkolwiek produkt ten nie jest zły i być może kiedyś do niego wrócę.

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: póki co nie

28 paź 2015

Lody w kubeczku Magnum, Vanilla & Chocolate

Lody, które zamierzam dziś zrecenzować zachwyciły mnie swoją formą. Dotychczas spotykałam się tylko z magnumami w wersji na patykach. Natomiast ów kubeczek był dla mnie miłym, komfortowym zaskoczeniem.
Zacznę od wyglądu opakowania, które jest śliczne. Zawiera typowe dla magnuma kolory - brązowy i złoty. Przykuwa uwagę swoją prostotą i elegancją.
Po jego otworzeniu ujrzałam lody w kolorze piaskowym, przykryte warstwą małych, ciemnych kawałeczków czekolady. Całość pachniała jak gorzkie kakao. Niestety zapach ten był mocno przytłumiony i niezbyt wyraźny.
Najpierw spróbowałam tradycyjnie, lodów. Były one słodkie, ale nieprzesłodzone. Mocno wyczuwalna była również ich maślano-śmietankowa tłustość (no po prostu masło maślane :D), zarówno w smaku jak i konsystencji. Na co dzień nie przeszkadza mi to, lecz te lody były aż za tłuste! Ciężko było mi również wyczuć w nich wanilię, ale po dłuższej chwili doszłam do wniosku, że gdzieś tam została ona ukryta w postaci sztucznego aromatu, albo szalenie małej ilości prawdziwej wanilii (w co wątpię).
Czekoladowe skrawki smakowały na początku gorzko. Dałabym im spokojnie z 70% gdyby nie uderzająca słodycz, zaraz po ich rozpuszczeniu. Z czasem podczas jedzenia stawały się coraz słodsze.
W środku pseudowaniliowych, magnumowych lodów znalazłam coś co urozmaiciło ich nudny smak - ciemnobrązową magmę czekoladową. Była ona gęsta, mocno czekoladowa (a raczej kakaowa). Wyczułam w niej subtelną goryczkę, która niestety zanikała wraz z kolejnymi łyżeczkami. Stając się coraz bardziej słodka i sztuczna.

Lody Magnum Vanilla & Chocolate zdecydowanie nie są powalające, ani warte swojej ceny. Za mniejszą kwotę możemy kupić coś dużo lepszego, ale... (!) na pewno znajdą one swoich zwolenników.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie

10 paź 2015

Rożek lodowy "Princessa"

To takie miłe uczucie, gdy twoja praca zostanie doceniona. Wczoraj dostałam piątkę z polskiego. Byłam oskarżycielem głównej bohaterki utworu Juliusza Słowackiego, pt."Balladyna". Jestem zaskoczona i szczęśliwa. Zazwyczaj mojej polonistce nie podobają się moje teksty i zadania. A jeszcze większym wyróżnieniem jest fakt, iż większość osób dostała czwórki! W moim przypadku każda piątka to zbawienie, bo o ile pisać bardzo lubię, tak moje oceny z gramatyki i dyktand raczej do najpiękniejszych nie należą.
Rożek princessowy wydaje mi się znanym klasykiem. Jego opis na stronie producenta brzmi mniej-więcej tak "doskonałe połączenie lodów kokosowych i waniliowych z dodatkiem najprawdziwszych wiórków kokosowych, oraz sosu o smaku białej czekolady, a wszystko to w chrupiącym wafelku". A jak jest w rzeczywistości?
Jego zapach był mocno kokosowy. Przy pierwszym zetknięciu z princessą natrafiłam na falę tłustych wiórków kokosowych okraszających loda. Jak dla mnie były one zupełnie zbędne i przeszkadzały w lizaniu jedzeniu.
Sos z białej czekolady był niezbyt gęsty, słodki, trochę waniliowy.
Po dostaniu się do części lodowej poczułam bardzo mocny, śmietanowy, lekko tłustawy smak. Lód był puszysty i delikatny. Szybko się rozpuszczał i sam w sobie nie był czymś przez co mogłabym oszaleć - ot, zwykły śmietankowy lód.
Po białej warstwie, natrafiamy na lekko żółtą. Jest to zapewne warstwa waniliowa. Wydaje mi się mniej słodsza od śmietankowej poprzedniczki.
Rożek w którym został umieszczony lód jest dość jasny, aczkolwiek dobrze wypieczony, lekko słodki. Od wewnętrznej strony został oblany sztuczną, gorzkawą "czekoladą". Czuć w niej kakao, aczkolwiek brakuje charakterystycznej, przyjemnej mleczności.
Na samym końcu czeka na nas morze czekolady (jak wyżej) i ostatki chrupiącego wafelka. Jest słodko i smacznie, ale bez zachwytu.

Princessowy rożek da się zjeść. Nie będę przed nim się uciekała stawiając długie susy przez sklep, aby znaleźć się jak najdalej od jego kokosowych ślepi, aczkolwiek ponownego zakupu tego tworu na razie planować nie mam zamiaru.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie wiem

3 paź 2015

Lód Milka na patyku

Tak jak ogłosiłam w ostatnim poście - w tym tygodniu byłam na wycieczce. Na wstępnie zaznaczę iż była to jedna z najlepszych wycieczek w jakich uczestniczyłam. Najbardziej podobały mi się marsze na orientację (grupa w której byłam, ku zdziwieniu wszystkich, wygrała). Wróciłam zmęczona, ale szczęśliwa, a teraz przystąpmy do recenzji lodów, zapewne "idealnych" na dzisiejszą pogodę.
Tego loda dość długo szukałam pomiędzy sklepowymi półkami nastawiona sceptycznie. Gdy już go znalazłam nie było mowy o "odwlekaniu zakupu" ponieważ bardzo chciałam zrecenzować całą serię.
Po otworzeniu uroczego, typowego dla milki - fioletowego opakowania ujżałam dość sporego loda pokrytego grubą warstwą bardzo słodkiej, mlecznej czekolady.

Bardzo mi posmakowała. Pod nią krył się jasny, słodki lód, zostawiający przyjemny, tłustawo-śmietankowy posmak w ustach. Aczkolwiek bardzo nudny i klepany.

Lód ten mnie zupełnie nie zachwycił. Jego konsystencja jest delikatna, zarówno jak i smak. Niestety stwarza on wrażenie nudnego. Jedyną rozrywką dla kubek smakowych podczas jego konsumpcji jest czekolada.

Ocena: 2.5/6
Czy kupię ponownie?: nie

24 wrz 2015

Lody Daim w kubeczku

Lody Daim to kolejne lody z kubeczkowej wersji R&R Ice-Cream. U nas w Polsce niestety nie mamy ich całkowitej gamy smakowej, ale chociaż w ich czterech obecnych wariantach możemy się rozsmakować.
Po otworzeniu czerwonego kubeczka i powąchaniu daimowej lodowej abstrakcji doszłam do wniosku, że nie wyczuwam zapachu.
Same lody w smaku są mało wyraziste. Po prostu słodkie, tłuste i piankowe. Coś jak toffi ze śmietanką. Delikatny duet.
Gra w naszych ustach zaczyna się dopiero gdy trafimy na małe czekoladowe kawałeczki przypalonego cukru bądź lepkiego karmelu w bardzo słodkiej czekoladzie. Co tu mówić - słodko i chrupko.
Podczas wyczyszczania kubeczka do dna robi się zabójczo słodko i mocno karmelowo.

Są to niepozorne lody, które wyklinać będą osoby nie lubiące zasłodzenia. Są one smaczne, ale podczas moich kolejnych, i kolejnych kubeczków stały się po prostu oklepane.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: na razie nie

19 wrz 2015

Lód, batonik bounty

Wczoraj (podobnie jak niedawno Szpilka) uczestniczyłam we mszy o uświęcenie i uzdrowienie. Powiem wam, że było... świetnie! Podczas śpiewania się tańczyło robiąc różne gesty, które pokazywali ubrani na biało księża. Była orkiestra składająca się głównie z młodzieży. W połowie egzorcysta modlił się po łacińsku robiąc różne obrzędy i poświęcając przedmioty. Gdy księża przechodzili dając błogosławieństwo taka kobieta (hm..) spadła i moja mama musiała ją przytrzymywać, a... potem położyła się na posadzce.To było trochę straszne. Na sam koniec typowo jak na takich mszach księża dotykali głowy zebranych ludzi. Sporo osób wtedy też upadało, chociaż niestety nie mogę zaliczyć do nich mnie i mojej mamy, a szkoda. No, a teraz już przejdźmy do recenzji po tym jakże krótkim wstępie.
Dzisiaj nadeszła pora na recenzję loda bounty w formie batonika. W czeluściach sklepowych zamrażarek możemy znaleźć również wersje takie jak: twix, mars i snickers. Ja póki co z innymi się jeszcze nie spotkałam, ale jeśli ktokolwiek tak – proszę o poinformowanie mnie.
Przechodząc do recenzji. Opakowanie przypomina to, które mają tradycyjne batoniki bounty – jest plaża, są palmy i kokos. Bardzo mi się podoba, gdyż przypomina lato, które uwielbiam.
Po odpakowaniu loda poczułam słodki zapach mlecznej czekolady, z gdzieniegdzie przebijającym się aromatem kokosa.
Jako pierwsza na test smaku załapała się czekolada – cieniutka, bardzo słodka (ale nieprzesłodzona!), mleczna. Wyczułam w niej wiórki kokosowe, które mi o dziwo nie przeszkadzają (!), pomimo iż ich nie lubię. Moim zdaniem czekolada oblewająca recenzowany lód przypomina coś na wzór milki, a wiórki kokosowe dodają ciekawego charakteru.
Nadzienie, ku zaskoczeniu wszystkich (!), jest lodowe. W smaku mleczne, subtelnie słodkie, śmietankowo-orzeźwiające. Umieszczone są w nim (tak jak w czekoladzie) wiórki kokosowe, które na szczęście go nie przytłaczają, jak w tradycyjnym bounty. Jego konsystencja jest dość rzadka.

Lód ten jest całkiem miły w odbiorze jak dla mnie – osoby która wiórek kokosowych nienawidzi. Zupełnie nie przypomina batonika, i dobrze bo jest od niego po stokroć lepszy! Pyszny, słodki i orzeźwiający – czego chcieć więcej podczas upałów? No może jakiejś lemoniady, albo wody kokosowej skoro już jesteśmy w tropikalnym klimacie ;)

Ocena: 6/6 (bez wykrzyknika)
Czy kupię ponownie?: tak

19 sie 2015

Lody Oreo w Green Coffe House

Skoro już jesteśmy w klimacie oreo dziś zaprezentuję lody, której znalazłam u siebie w Millenium Hall. Przechodząc się koło grycana i zastanawiając nad zamówieniem, pomyślałam jeszcze aby wskoczyć do Green Coffe House. Szybko rzuciłam okiem na menu – naleśniki, mrożone jogurty, lody, soki, kawy, herbaty, ciastka i ciasta (również vegańskie np. szarlotka czy tofurnik) itd. Wybór był oczywisty – lody oreo. Za 7 zł dostałam duży (ok. 350-400 g) kubek śmietankowych lodów, posypanych hojnie ciastami oreo które kryły się również w środku. Po zrobieniu zdjęcia zabrałam się do pałaszowania. 
Same lody były w konsystencji idealnej – stałej. Wolno rozpuszczały się na języku. W smaku śmietankowe, minimalnie tłustawe i subtelnie słodkie. Jak lodów o tym smaku nienawidzę, tak te mogłabym jeść same! Są po prostu idealne! A w nich znajdujemy bogactwo ciasteczek oreo – zwęglone markizy od czasu do czasu nadają chrupkości i wytrawniejszego charakteru, a krem znajdujący się w ciastkach osładza nasze degustacje. Najlepsza była końcówka – lody już mocno rozpuszczone i ogrom lekko namokniętych ciastek.
Dostępny jest jeszcze dodatek polewy za 2 zł. Chciałam dobrać dla siebie tą idealną – jak do tej pory wpróbowałam o smaku białej i zwykłej czekolady (została jeszcze karmelowa). To mi zupełnie wystarczyło, aby znaleźć swój ideał – czekolada. Razem z nią lody nabierają mocno czekoladowego smaku. Ona barwi je na kolor kakaa i dodaje kropkę nad „i”.

Jedzenie tego deseru to po prostu dotknięcie cząstki nieba. Jest nam błogo, słodko i orzeźwiająco. A dodatek czekoladowej polewy sprawia, że całość nabiera mocno kakaowego charaktetu. Dla mnie to jest bezapelacyjny ideał. Niestety trzeba uważać na ilość loda i mieć szczęście. Czasami są one niedomrożone (zdarzyło mi się tak na szczęście tylko raz), albo kobieta dała mi tylko pół kubeczka (na szczęście po zwróceniu uwagi mi go dodali).
Recenzja broni się swoimi prawami, a ja oceniam tylko smak i konsystencję. Owy wariant zasługuje na maksymalną ocenę. Powalił mnie na kolana!


Ocena:
6/6!
Czy kupię ponownie?: już to zrobiłam cztery razy i będę kupować do znudzenia!

17 sie 2015

Lody Oreo w kubeczku



Dzisiaj przychodzę z recenzją lodów z dodatkiem ciasteczek oreo, dostępnych w plastikowym kubeczku.
Smak samych lodów jest delikatny, mocno śmietankowy i tłusty. Są bardzo kremowe i nie można im zarzucić nadmiaru słodyczy, która uwalnia się w stopniowo podczas jedzenia. Lody nie są przesłodzone. Pierwsze skrzypce gra tutaj posmak tłustawej śmietanki, natomiast słodycz gdzieś się gubi.
Kawałki słynnych markiz są hojnie poumieszczane w lodowej masie. Są gorzkie - jak typowe oreo - lecz ich posmak zostaje przytłumiony przez masę lodową. Jak dla mnie jest to duży plus, gdyż nie przepadam za kakaowymi markizami. Okruchy te mają szeroką gamę smakową – począwszy od gorzkich, kakaowych ciastek, czasem wręcz słonych (!) do lekko słodkich, zapewne za sprawką białego oreowego kremu.

Lubię tę lodową kompozycję i gdy miewam zachciankę na oreowe, lodowe szaleństwo to właśnie po nie sięgam. Lodów jest sporo, są nieprzesłodzone i smaczne. Mogłyby być odrobinę bardziej słodsze, albo polane np. sosem czekoladowym. Aczkolwiek nie znajduję w nich dużej ilości minusów. Dobry produkt.

Ocena: 4.5/6
Czy kupię ponownie?: tak

16 sie 2015

Magnum Strawberry & White

Opakowanie naszego magnuma jest utrzymane w jasnych, pastelowych barwach – lekkim beżu i różu. Znajdują się w nim lody truskawkowe z sosem truskawkowym oblane białą czekoladą.
Przechodząc do smaku poszczególnych warstw loda zacznę od czekolady – jest ona przesłodzona, jak każda magnumowa czekolada, twarda i przesiąkła smakiem truskawek. Niesamowicie szybko rozpuszcza się w ustach. Nie wiem dlaczego, ale owe czekolady bardzo mi smakują – to chyba przez tą cholerną słodycz.


Lody są lekko kwaskowate, wodno-jogurtwe i smakują owocami leśnymi (ciekawe?), natomiast sos jak dla mnie jest chemiczno-truskawkowy. Ogólnie niezbyt smaczne połączenie i bardzo sztuczne.

Recenzowany lód ma zarówno zalety jak i wady. Na plus idzie gruba, warstwa, super-słodkiej czekolady (tylko dla cukroholików!), natomiast jako minus uznałabym sam w sobie lód – chemiczny i niezbyt smaczny. Połączenie tych dwóch składników jest przeciętne, brakuje tutaj efektu „wow” (nic mnie nie zaskoczyło), oraz prawdziwego smaku truskawek.

Ocena: 3/6
Czy kupię ponownie?: nie sądzę

10 sie 2015

Rożek lodowy "Oreo"

Rożek Oreo to zestawienie słynnych czarnych jak węgiel ciasteczek wypełnionych zabójczo słodkim kremem razem z lodami. Po długich wyczekiwaniach nareszcie i my możemy rozsmakować się w szerokiej gamie tego smakołyku – począwszy od gałkowanych lodów poprzez popularne rożki, patyki i kubeczki kończąc na lodowej kanapce. Dzisiaj padło na recenzje rożka.
Po odpakowaniu z niebieskiego papierka naszym oczom ukazuje się rożek stworzony z (dziwnie) ciemnego wafla. Moim zdaniem są w nim również pokruszone kawałki ciasteczek. Na koronie widnieje biały lód z małymi drobinkami markiz, oraz ich okruchy które wspaniale zdobią jej górną część przypominającą kształtem beze. Natomiast lód pachnie po prostu… ciasteczkami.

Smak masy lodowej jest tłusty, mocno śmietankowy i słodki. Jego konsystencja jest delikatna, piankowa.
Ciacha są gorzkie, namoknięte, zdecydowanie lepsze niż te z tradycyjnych markiz  oreo.
Rożek  jest tak samo jak ciastka gorzki, lekko chrupie podczas konsumpcji. Od środka wypełnia go czekolada.
Końcówka loda jest wypełniona dużą ilością pysznej, idealnie słodkiej czekolady. Bajka!

Lód ten jest smacznym tworem. Idealnie ochładza podczas obecnych zabójczo upalnych dni. Jeśli lubicie ciastka oreo, albo nie (jak ja) to spróbujcie go. Lody zapewniają frajdę podczas jedzenia, a na końcu zaskakują pokaźną ilością pysznej czekolady. Dla mnie minusem mógłby być fakt, że lód niestety szybko się rozpuszcza.

Ocena: 5/6
Czy kupię ponownie?: pewnie tak

7 lip 2015

McFlurry Twix

Są takie przysmaki, dania, desery, o których nie chcielibyśmy zapominać. Tak jest w przypadku McFlurry Twix. Ten McDonald’sowy wyrób rozkochał moje kubki smakowe do szaleństwa.
Moja historia z McDonald’em rozpoczęła się w tamtym roku kiedy to spróbowałam McFlurry Oreo. Momentalnie zakochałam się w kubeczku wypchanym pysznymi lodami, pokruszonymi ciasteczkami i polewą (koniecznie!) truskawkową. Niestety spróbowałam go raptem dwa razy! Przez długi czas czekałam na jakieś nowe wydanie tego deseru, z czasem pojawił się niezadowalający mnie wariant Snickers'a, później Mars'a którego nie próbowałam, ponieważ nie trawię karmelu. Aż tu nagle stojąc w kolejce w McCafe zobaczyłam wielki bilbord z McFlurry Twix. Nie spodziewałam się po tym wariancie fajerwerków, ale niesamowicie mnie zaskoczył!
Czym jest McFlurry Twix? Są to słodkie, delikatne, kremowe lody, które wspaniale roztapiają się w ustach. Pomimo iż są śmietankowe smakują wyjątkowo „lekko”. Zatopiono w nich zabójczo słodkie kuleczki pseudo-czekoladowe, które w smaku przypominają mi pomieszanie mlecznej czekolady z karmelem, oraz małe, chrupiące ciasteczka, które nie namiękają. Cały deser polano karmelowym sosem. Jak dla mnie owa kompozycja jest idealna (pomimo iż nie znoszę karmelu). Wszystko świetnie się ze sobą łączy i co najważniejsze – smakuje. Kubki smakowe tańczą podczas każdego zetknięcia z lodem i dodatkami.

McFlurry Twix to deser, który polecam każdemu spróbować. Jest przepyszny, słodki i i świetnie skomponowany. Tu nie ma co dodawać – to jest pycha! McDonald's świetnie odwzorował w swoim deserze batonika Twix.

Ocena: 6/6!
Czy kupię ponownie?: bezapelacyjnie! on powinien być w stałej ofercie



2 lip 2015

Lód Toberlone

Dzisiaj przyszła kolej na wypróbowanie loda „Toberlone”. Zacznijmy może od wstępnych wiadomości. Producent owego lodu to Niemiecki - R&R Ice Cream Deutschland – fakt ten mi się nie podoba gdyż na opakowaniu widnieje napis of Switzerland, ale nie przedłużajmy. U nas w Polsce jego dystrybutorem jest firma Zielona Budka w Mielcu. Waga naszego lodu wynosi 66g co przypada na 100ml. Na temat opakowania mogę przyznać iż rzuca się w oczy (hm, może specjalnie?). Jest ładne, utrzymane w żółtej kolorystyce, widnieje na nim bardzo kuszące zdjęcie pysznego czekoladowego loda z kawałkami czekolady i orzechów (?) oblanego cienką warstwą mlecznej czekolady z wcześniej wymienionymi dodatkami. A co pisze na tyle opakowania? Lody kakaowo-miodowe z kawałkami czekolady mlecznej z miodem i nugatem migdałowym, z kawałkami białego nugatu w polewie z czekolady mlecznej z białym nugatem. Okej, zaczynamy testowanie. Pierwszy gryz czyli czekolada – miękka, bardzo słodka, szybko się rozpływa. Następnie czujemy orzechy i jakieś kawałeczki przypominające stwardniały, roztopiony cukier. Właśnie tego się obawiałam. Kiedyś podczas próbowania czekolady Toberlone właśnie te kawałeczki „cukru” mi przeszkadzały. Producent upiera się iż jest to biały nugat, za co ja ręczyć nie mogę. Przejdźmy do lodu. Czuć w nim kakao, czuć czekoladę i ten „nugat” który przypomina mi cukier. Ah, jak ja go nie znoszę, jest taki denerwujący! Włazi w zęby, skleja je, a co jeśli ktoś je sobie na nim połamie? To  będzie katastrofa, porównywalnie straszna do smaku owego „nu-ga-tu”.  No dobra, a teraz przystąpmy do kwestii czego ja w owym lodzie nie czuję, ano miodu! Teoretycznie jest go tutaj od 4-3% niby dużo jak na takie wyroby, ale ja go nie wyczuwam. Choć, może to i dobrze? Kolejnym minusem jest niesamowita szybkość rozpuszczania się naszej czekoladowej masy. Trzeba jeść go szybko! 

Oczekiwałam czegoś znacznie lepszego. Nie po to wiozłam go 20km z jęzorem na brodzie, no dobra może nie wiozłam bo nie mam prawa jazdy, ale siedziałam na fotelu w samochodzie i rwałam sobie włosy z głowy zadając sobie pytanie „roztopi się? czy nie roztopi?”. Krótko mówiąc – sytuacja dramatyczna i bez wyjścia, bo lód już był kupiony. Jestem troszkę zawiedziona, ale ostatecznie nie był aż taki zły. Na pewno po raz kolejny go nie kupię. Owego loda oceniam na 4/6. Aż sama się dziwię, bo to dość wysoko. Nie będę się sprzeciwiać moim kupkom (czy kubkom?) smakowym wołającym „daj mu 4!” „daj mu 4!”!

Ocena: 4/6
Czy kupię ponownie?: raczej nie